TN00572A.gif (3542 bytes)         CRUISING

              czyli  podróże  statkami  wycieczkowymi

tekst i zdjęcia: Wojciech Dąbrowski © - text & photos

Dokąd?  Jaką trasą? Dolecieć do portu Dodatkowe koszty Życie na pokładzie Jak zorganizować?
Wakacje na morzu

             Turystykę na statkach wycieczkowych określa się na zachodzie jednym słowem “cruising”.    W naszym słownictwie brak jak dotychczas odpowiednio zwięzłego wyrażenia. Może dlatego, że ta forma turystyki nie była u nas nigdy zbyt popularna. Były wprawdzie kiedyś wycieczki “Batorym” na Wyspy Kanaryjskie i “Mazowszem” po Bałtyku ale adresowane do nielicznych wówczas elit społecznych.

Tymczasem światowa turystyka morska po okresie stagnacji na początku lat osiemdziesiątych przeżywa obecnie rozkwit. Do CLIA - organizacji zrzeszającej pasażerskie linie żeglugowe należy już ponad 30 towarzystw. W Ameryce ta forma turystyki stała się już na tyle popularna, że wydaje się tam czasopisma i przewodniki dedykowane cruisingowi. A w samych tylko Stanach Zjednoczonych i Kanadzie sprzedaż biletów na rejsy prowadzi ponad 21.000 agencji.  Powstają wciąż nowe towarzystwa żeglugowe. Istniejąca między nimi konkurencja wpływa na podwyższenie poziomu usług i utrzymanie cen na niezbyt wysokim poziomie.

Niegdyś, gdy transatlantyckie linie pasażerskie przegrywały z liniami lotniczymi wojnę o przewozy przez Atlantyk na statki wycieczkowe z konieczności przebudowano wspaniałe, smukłe liniowce.  Do dziś jeszcze kilka spośród nich pływa z pasażerami po Karaibach. Ale od tego czasu zwodowano już także dziesiątki specjalizowanych statków wycieczkowych: nie tylko wielopokładowych, wysokich i pękatych, zabierających po 2 tysiące pasażerów ale także i małych, ekskluzywnych które mieszczą ich niecałe dwie setki, zapewniając za to wysoki komfort.

Pod koniec XX wieku tysiące ludzi na świecie zasmakowało w cruisingu. Zapytani, co szczególnego jest w tym sposobie podróżowania odpowiadają: -Wszystko! Ma on niezaprzeczalne zalety: pozwala wiele zobaczyć, i to bez konieczności ciągłego pakowania i rozpakowywania bagażu i oczekiwania na lotniskach w kolejkach do odprawy. Stwarza także szansę dla tych, którzy na codzień nie mają czasu, aby obejrzeć dobry film albo program estradowy - tu wystarczy wejść dwa pokłady wyżej i do wyboru jest już kino i rewia, dancing i kasyno. Nie ma przy tym przymusu realizowania wyznaczonego programu: nie chcesz oglądać, czy zwiedzać - to możesz cały dzień wylegiwać się na słońcu (co jednak stanowczo odradzam, a jeżeli już chcecie ryzykować, to z wykorzystaniem dobrego sun-screenu; przesadzając z opalaniem w ostrym, tropikalnym słońcu można już pierwszego dnia popsuć sobie resztę rejsu).

Kim są ludzie spędzający wakacje na morzu? Na tych wielkich statkach pływa middle class i stateczni emeryci. Na małych i ekskluzywnych - ludzie bogatsi, którzy chcą izolować się od tłumu. Statystyki mówią, że połowa pasażerów, to ludzie poniżej czterdziestki, a w grupie tych, którzy wchodzą na pokład po raz pierwszy przeważa jeszcze młodsza generacja.   Coraz większy odsetek (obecnie około 30%) stanowią osoby samotne dla których rejs jest także szansą nawiązania ciekawych znajomości. Rejs pozwala zapomnieć o codziennych kłopotach, uciec od stresów zawodowej pracy i paskudnej jesiennej, czy zimowej pogody panującej w Europie lub Północnej Ameryce.

Dokąd popłynąć? Jaką trasą?

Statki wycieczkowe pływają praktycznie wszędzie, nawet po Amazonce i na Antarktydę. Jest jednak kilka rejonów, które ze względu na swoje położenie i walory turystyczne cieszą się szczególnym powodzeniem. Prym wiodą oczywiście Karaiby ze swoimi dziesiątkami ocienionych palmami wysp. Szlaki wycieczkowych statków wyznaczają tu trzy typowe pętle: wschodnią, zachodnią i południową. Standardowa długość rejsu to 7 dni - od weekendu do weekendu, statek może w tym czasie odwiedzić 4-5 portów. Dla stworzenia chętnym pasażerom możliwości dłuższego pływania często ten sam statek pływa naprzemian po dch różnych trasach np. jeden tydzień po wschodniej, następny po zachodniej. Do tras: zachodniej i południowej włączane są często porty kontynentalne: meksykański Cozumel, Puerto Limon w Kostaryce, kolumbijska Cartagena oraz Kanał Panamski, na który statki wpływają aż do Jeziora Gatun.

Mniej popularne są krótkie trasy 3-4-dniowe (z Miami na Bahama i Jukatan, z Nowego Jorku na Bermudę) i dłuższe: 10-11-dniowe pozwalające odwiedzić więcej wysp. Latem, gdy na Karaibach jest bardzo gorąco kilka statków przepływa przez Kanał Panamski, by następnie przez 2-3 miesiące krążyć między Vancouverem, Seattle i Alaską - jest to ciekawa i coraz popularniejsza alternatywa dla tych pasażerów, którzy źle znoszą upały.

Przykładowe trasy rejsów pokazałem na mapkach poniżej. W praktyce możliwych wariantów jest wiele, a wybór kierunku zależy oczywiście od naszych indywidualnych preferencji. Plaże można znaleźć na wszystkich wyspach, natomiast poniższa tabela precyzuje orientacyjnie, czego jeszcze można oczekiwać na każdej z nich. Kiedy już wybierzemy porty wypada zastanowić się, która z linii odpowiadała by nam najbardziej. Na Oceanie Indyjskim konkurencja jest znacznie mniejsza i wybór jest niewielki: poza “Royal Star” między wyspami krąży regularnie tylko mały, luksusowy “Renaissance IV” operujący z Victorii na Szeszelach. Za to na Karaibach jest w czym wybierać: w ciągu roku pojawia się tam około 150 pasażerskich statków! Mówi się, że każdy okręt, podobnie jak człowiek posiada swoją osobowość. Statki, podobnie jak hotele klasyfikowane są w przewodnikach przy użyciu gwiazdek, a każda z linii oferuje na swoich jednostkach pewien styl podróżowania. Oto charakterystyka niektórych z nich:

Eastcarmp.jpg (29902 bytes)

Typowa trasa rejsu po wschodnich Karaibach: San Juan (Puerto Rico), St. Thomas (US Virgin Islands), Martynika, Barbados - Grenada - San Juan

 

WCaribmp.jpg (25377 bytes)

Typowa trasa rejsu po zachodnich Karaibach: Miami -Cozumel (Mexico) - Grand Cayman - Ocho Rios (Jamaica)- Miami

 

Sthcaribmp.jpg (34010 bytes)

Typowa trasa rejsu po Południowych Karaibach: Curacao-Aruba-Cartagena (Kolumbia)- Kanła Panamski - San Blas - Curacao

Na Oceanie Indyjskim wysp jest znacznie mniej. Jeżeli pominąć trasy okrętów, które odwiedzają ten rejon tylko przelotnie, w ramach dłuższej podróży jedynym tańszym statkiem, regularnie odwiedzającym Zanzibar, Pembę, Komory, Madagaskar, Reunion, Mauritius i Szeszele jest pływający w czarterze African Safari Club m/s “Royal Star”. Statek operuje z Mombasy i sporadycznie zapuszcza się również przez Malediwy na Sri Lankę oraz wzdłuż afrykańskiego wybrzeża na południe, aż do Cape Town.

Indoceanmp.jpg (14342 bytes)

Aby przyciągnąć klientelę niektóre linie część swoich rejsów dedykują ludziom o szczególnych zainteresowaniach. Są więc rejsy będące okazją do spotkań filatelistów, brydżystów, czy miłośników muzyki country. Szczegółowy program takich dedykowanych wycieczek zamieszczają armatorzy w swoich katalogach.

Ceny: Katalogowe rozpoczynają się na poziomie 900 USD za tydzień rejsu. Praktycznie ten tydzień na statku można poza okresami szczytowymi dostać już za około 500 USD. Drożej płaci się za wycieczkowanie na statkach nowszych i luksusowych (statki podobnie jak hotele mają nieoficjalną kategoryzacją od 1 do 6 gwiazdek). Ceny kabin wewnętrznych (bez okien) są o 100-150 USD tańsze od takich z widokiem na morze. (Dla mnie nigdy to okno nie miało znaczenie bo i tak olbrzymią wiekszość czasu spędzałem poza kabiną i poza statkiem). Do tego dochodzą opłaty portowe i imigracyjne, które nie podlegają negocjacjom - a może być to spora kwota: 100-200 USD w zależności od tego ile i jakich portów odwiedzimy. Pytając agenta o cenę rejsu zawsze warto wyjaśnić na początku czy obejmuje ona opłaty portowe. Często chcąc uatrakcyjnić swoją ofertę podają cenę bez tych opłat, a później i tak je doliczą...

Całkowity koszt rejsu, nawet ten obniżony do poziomu "last minute" może się wydać wysoki, szczególnie dla trampa. Pamiętajmy jednak, że nie będziemy już ponosić kosztów:  transportu między wyspami, zakwaterowania - które szczególnie na Karaibach jest drogie, wyżywienia (bardzo obfitego!) kina i programów rewiowych. Po dokonaniu takiej kalkulacji ja bez wahania wykupywałem rejs i gramoliłem się z plecakiem na pokład...

Ceny drukowane w katalogach jak wspomniałem należy traktować jako wywoławcze. Poszczególne linie oferują różnego rodzaju zniżki, np. za dokonanie rezerwacji z półrocznym wyprzedzeniem: 10-30%, są też specjalne ceny na miejsca sprzedawane w ostatniej chwili (“last minute”) ale ogłaszane są one dopiero na jakieś 3 miesiące przed rejsem i to tylko w przypadku, gdy rzeczywiście na dany termin pozostało sporo wolnych miejsc. Na Karaibach ilość chętnych na dany rejs wyraźnie zależy od pory roku i fakt ten uwzględniają armatorzy w swojej polityce cenowej. Rejsy są najdroższe w drugiej połowie grudnia i w okresach: od początku lutego do końca marca, od połowy czerwca do końca września. Bardzo dobrym serwisem pokazującym ceny "last minute" na rejsy wielu regionów jest "Vacations to go".  W ich internetowej witrynie:  http://www.vacationstogo.com/ticker.cfm?t=y znajdziecie zestawienie ciekawych propozycji z wyszczególnieniem o ile procent tańsza jest oferta od tej z oficjalnych cenników.

Aby jeszcze bardziej obniżyć koszt rejsu na osobę można oficjalnie zabrać do kabiny trzecią a nawet czwartą osobę, które będą spać na górnych, otwieranych na noc łóżkach. Te dodatkowe osoby zapłacą tylko 40-50% ceny rejsu. Trzeba jednak pamiętać, że ilość kabin z otwieranymi górnymi łóżkami jest ograniczona.  Są one pomyślane jako tańsze kabiny rodzinne i nie na wszystkich statkach je znajdziemy. Kabin jednoosobowych konstruktorzy statków w zasadzie nie przewidują. Ale zawsze możemy zadeklarować, że chcemy użytkować kabinę dwuosobową jako jednoosobową - dopłata wynosi wtedy 25-50% ceny, w zależności od linii.

Dookoła świata

Poza statkami pasażerskimi odbywającymi krótkie rejsy wycieczkowe są również i takie, które płyną z pasażerami dookoła globu. Organizatorzy podróży dzielą w takim przypadku całą trasę na segmenty, które pasażer może wykupić pojedynczo lub w dowolnym zestawieniu. Chętnych na te kosztowne i długo trwające rejsy jest niewielu toteż i statków odbywających podróże dookoła świata jest mało. Na początku tej listy figuruje słynny “Queen Elisabeth 2” - jeden z nielicznych “pasażerów” których pokłady podzielone są jeszcze na dwie klasy. Dalej są niemieckie statki “Albatros” i “Arkona”, “Royal Odyssey” z Royal Cruise Line, “Rotterdam” należący do Holland America Line oraz rosyjski “Maxim Gorki” pod flagą Bahama, jednak pływający głównie z niemieckimi turystami.

Ten ostatni jest najtańszy: 130-dniowa podróż dookoła świata na trzygwiazdkowym “Maximie” rozpoczynająca i kończąca się w Europie kosztuje w najtańszej kabinie 12.400 USD. “Albatros” ma zbliżone ceny. Na “Royal Odyssey” można opłynąć glob za 15.000 USD od osoby. Za to podobna podróż na czterogwiazdkowym “Rotterdamie” kosztuje już minimum 25.000 USD.

Pod żaglami

Te podróże są nieco droższe od przeciętnych, ale też i sceneria, w jakiej się odbywają jest nieprzeciętna. Znalazły się towarzystwa żeglugowe które adoptowały dla potrzeb pasażerów niewielkie żaglowce. Są ich dwa rodzaje: stare, liczące po 50 i więcej lat jednostki mieszczące około 70 pasażerów i mające niewielki zasięg pływania oraz współcześnie zbudowane, zautomatyzowane i skomputeryzowane statki żaglowe z mechanicznym stawianiem żagli i luksusowymi kabinami dla około 150 gości, pływające na dowolnych trasach.

Specyfiką żaglowców jest to, że dzięki swoim niewielkim rozmiarom i małemu zanurzeniu mogą zawijać także do mniejszych portów i kotwiczyć blisko małych, dziewiczych wysp - poruszają się zatem często z dala od szlaków przetartych przez wielkie wycieczkowce. Na starszych żaglowcach miłośnicy morskiego rzemiosła mogą uczestniczyć w pracach pokładowych: stawianiu żagli, czy podnoszeniu kotwicy.

Jak i za ile dolecieć?

Zmierzający na statki obywatele USA mają na Florydę stosunkowo blisko. Z Polski do egzotycznych wysp jest niestety znacznie dalej i czeka nas wielogodzinny lot zanim postawimy pierwsze kroki na pokładzie białego statku. Musimy się także liczyć z dodatkowymi, wynikającymi z tego kosztami. Na Karaibach portami, z których najczęściej wyruszają wycieczkowce są: Miami i leżący po sąsiedzku Fort Lauderdale, San Juan na Puerto Rico oraz Aruba. Linie żeglugowe oferują mieszkańcom Ameryki Północnej bilety oparte na specjalnych taryfach (za 250-400 dolarów, zależnie od odległości) na dolot do portu. Mają one jednak jedną niedogodność: armator sam wybiera linię lotniczą i trasę przelotu dopiero na kilka dni przed rejsem, a odbiór biletów następuje często dopiero na lotnisku. Polskim pasażerom znacznie wygodniej będzie skorzystać z biletu wykupionego u agenta w kraju.

Niemieckie biuro podróży Seetours International w swoim katalogu podaje z reguły ceny z wliczonymi kosztami dolotu do portów z terenu Niemiec. Nie zawsze są to opcje najkorzystniejsze cenowo, nie mówiąc już o tym, że dla Polaków przyjęcie takiego wariantu oznacza konieczność zorganizowania dodatkowego przejazdu do Niemiec. Dlatego warto poprosić amerykańskiego agenta o podanie także ceny za sam rejs i ocenić, czy nie będzie taniej, przede wszystkim wygodniej lecieć do Miami, San Juan, czy innego portu prosto z Polski. Wiele agencji w Polsce oferuje teraz bilety o specjalnych cenach do Miami...

Za co jeszcze zapłacimy?   

Za zakupy w statkowych wolnocłowych sklepach, za drinki i za wycieczki w portach. Planując wydatki podczas rejsu trzeba wziąć pod uwagę jeszcze jeden składnik ceny: zwyczajowe napiwki dla załogi. Z reguły na dwa dni przed końcem wycieczki w statkowej gazecie pojawia się informacja, że istnieje obyczaj wyrażania swojego uznania tym członkom załogi, którzy bezpośrednio obsługują pasażera: stewardowi kabinowemu, kelnerowi i jego pomocnikowi, czasem również starszemu kelnerowi. Aby nie było wątpliwości gazeta podaje proponowane stawki napiwku za każdy dzień rejsu, podsumowując, że to czy pasażer da napiwek, czy nie pozostawia się do jego uznania. Im bardziej elegancki statek, tym propozycje napiwków są wyższe: wynoszą z reguły od 5 do 10 dolarów za dzień rejsu od pasażera dla wszystkich „uprawnionych”.

Prawda jest taka, że przy istniejącej konkurencji, zmierzając do obniżenia kosztów i cen biletów na rejsy armatorzy wypłacają załodze hotelowej i restauracyjnej (wywodzącej się z reguły z krajów trzeciego świata) bardzo niskie pensje. Ich uzupełnieniem są kwoty uzyskane z napiwków. System taki wpływa na podniesienie poziomu obsługi i pozwala uniknąć płacenia części podatków. Wypada więc chyba napiwek dać, choć niekoniecznie taką kwotę, jaką wymieniono w gazecie, zdecydujcie sami... Kiedyś obliczyłem, biorąc pod uwagę liczbę obsługiwanych kabin, ze gdyby każdy pasażer dał stewardowi napiwek sugerowany w statkowym kurierku to jego gaża byłaby prawie taka jak pobory kapitana...

Wszystkie linie żeglugowe na życzenie pasażera gotowe są zorganizować tak zwane pre- and postcruise stays czyli kilkudniowe pobyty w hotelach przed i po rejsie. Są to z reguły dobre hotele, a cena zależy od ilości osób i długości pobytu. Trzeba się zazwyczaj liczyć z wydatkiem rzędu 80 - 120 dolarów za noc na osobę w czterogwiazdkowym hotelu. Cena ta nie obejmuje wyżywienia ale wliczone są transfery.

Witamy na pokładzie!

Gdybym w biurze podróży zapłacił za rejs łącznie z przelotem z Europy miałbym zabezpieczony również transfer z lotniska do portu. Tuż za stanowiskami celników czeka wtedy hostessa z odpowiednia tabliczką i kieruje pasażerów do mikrobusu. Tym razem jednak przyleciałem na własną rękę - trzeba wziąć taksówkę, lub dojechać do portowego terminalu miejskim autobusem. Na szczęście w San Juan do przystani pasażerskiej leżącej właściwie w samym centrum miasta nie jest daleko. Przezornie pytam w informacji o cenę przejazdu do portu  - lepiej znać miejscowe stawki, zanim przystąpi się do targów z kierowcą - taksometry nie cieszą się w krajach latynoskich szczególną popularnością.

Choć statek zjawia się w porcie wcześnie rano rejestracja pasażerów na nowy rejs rozpoczyna się zwykle dopiero o 14.00. Tym razem ma to miejsce w budynku terminalu. Na małych statkach i w mniejszych portach odprawa może być zorganizowana już na pokładzie. Przy  ustawionych szeregiem stolikach oficerowie w śnieżnobiałych mundurach witają nas uśmiechem. Z biletów wycina się tu odpowiedni kupon, zabiera do depozytu paszport, a w zamian pasażer otrzymuje kartę pokładową z nazwą statku, numerem kabiny i swoim nazwiskiem. Trzeba również już na wstępie zadeklarować w jaki sposób zamierzamy regulować na koniec rejsu należność za nasze wydatki na statku: jeżeli kartą płatniczą, to statkowy buchalter już teraz sporządza sobie jej kopię, jeżeli gotówką (co jest raczej rzadkością) to wypada wpłacić jakąś zaliczkę.

Przy kolejnym biurku czeka szef okrętowej restauracji, przydzielający miejsca przy stolikach. Wbrew pozorom jest to bardzo ważny moment - od tego z kim codziennie będziemy siadać do posiłków zależy w dużej mierze nasz nastrój. Mały czy duży stolik? Dla palących, czy niepalących? Wcześniejsza, czy późniejsza pora dinneru? Ograniczona pojemność restauracji sprawia, że na najważniejszy, wieczorny posiłek pasażerowie przychodzą w dwóch turach: main sitting - około godziny 18.00 i late sitting - około 20.00. Wybranie main sitting ma tą zaletę, że mamy potem przed sobą dłuższy, pełen atrakcji wieczór. Late sitting pozwala wykorzystać do ostatniej minuty czas postoju w porcie i być na pokładzie w momencie, gdy statek wychodzi w morze - często jest to połączone z możliwością podziwiania spektakularnego zachodu słońca. -English-speaking table, please! - na Karaibach taka prośba może wywołać uśmiech, bo większość pasażerów to Amerykanie, ale warto zadbać, aby nie posadzono nas z takimi Europejczykami, z którymi trudno nam się będzie porozumieć.

Z numerem naszego stolika w ręku wspinam się nareszcie na odświętnie udekorowany trap. Tu czyha statkowy fotograf, który chcesz, czy nie będzie robił ci zdjęcia w ciekawszych momentach całego rejsu. O, właśnie zaczął! Wywołane ekspresowo zdjęcia będą się pojawiać codziennie w porze dinneru w photo gallery na ścianie, przy wyjściu z restauracji. Jeżeli uznasz, że warto je mieć możesz je zabrać podpisując jednocześnie paragon, obciążający twoje statkowe konto. Mam wrażenie, że przynajmniej połowa tych zdjęć pozostaje jednak na ścianie i wędruje następnie na przemiał. Pewnie dlatego te wybrane są takie drogie (kilka dolarów za odbitkę!).

Gdy w końcu staję u krańca trapu z grupy uśmiechniętych stewardów wyłania się ten, który obsługuje mój pokład, zabiera bagaż i prowadzi przez labirynt korytarzy do kabiny. -Hallo, sir! Nazywam się Diana i będę w tym rejsie pana stewardesą, proszę zwracać się do mnie z wszystkimi problemami! W kabinie czeka broszura z informacjami oraz plan statku - przez pierwsze dni będzie to bardzo ważny dokument i warto poświęcić czas na jego przestudiowanie. Jest też pierwszy numer statkowej gazety ze szczegółowym  programem godzinowym dzisiejszego dnia, zaproszeniem do bezpłatnego fitness center i płatnego gabinetu masażu. Następne numery będą się pojawiały pod drzwiami codziennie wieczorem lub w nocy.

Statkowy kurierek informuje również jaki dress code - sposób ubierania zaleca się na najbliższy wieczór. Generalnie po godzinie 18.00 we wszystkich publicznych pomieszczeniach nie wypada pokazywać się w szortach i strojach plażowych. Dress code określa ponadto jak wypada się ubrać do kolacji i na wieczorowe imprezy: w zależności od dnia może to być ubiór: casual - swobodny, informal - panowie mogą wtedy występować w koszulach, ale z krawatem lub formal  - gdy panom wypada wystąpić w ciemnej marynarce, a na lepszych statkach nawet w smokingu, a paniom - w długich sukniach. Podczas większości rejsów bywają zazwyczaj zaledwie dwa wieczory galowe, przy czym pierwszy z nich to kapitański koktajl - podczas którego wszyscy pasażerowie zostają przedstawieni kapitanowi (po kilkuset uściskach rąk drętwieje zapewne biedakowi ręka), a następnie częstowani są tradycyjnym, darmowym drinkiem i poznają przedstawianych na estradzie oficerów.

Amatorzy dobrej kuchni nie mają podczas rejsu powodów do narzekania. Mój sąsiad od stolika naliczył aż 12 różnych posiłków i poczęstunków podawanych o różnych porach dnia. Od serwowanej o szóstej rano porannej kawy z herbatnikami aż do midnight buffet i pizzy degustowanej o północy w dyskotece. Trzeba mieć nie lada kondycję, aby zapoznać się chociaż z połową tej kulinarnej oferty. Jedynie wieczorny dinner podawany jest obowiązkowo w okrętowej restauracji, pozostałe posiłki serwowane są także w mniej formalny sposób - jako samoobsługowy bufet ustawiony w hallu lub na tylnym pokładzie. Poszczególne linie prześcigają się w kulinarnych pomysłach np. Carnival zainstalowała na swoich statkach samoobsługowe dystrybutory lodów.

Jedzenie jest oczywiście wliczone w cenę rejsu, tylko za wszelkiego rodzaju drinki (również soft-drinki) płacimy z naszego statkowego konta, podpisując wystawiany przez kelnera, czy barmana rachunek. W trakcie jednego, wybranego wieczoru statkowi kucharze popisując się swoimi najwyższymi umiejętnościami prezentują (często na pokładzie - w oprawie stosownych dekoracji) buffet magnifique. Wstępem do imprezy jest często pokaz rzeźbienia w blokach lodu w której to sztuce celują członkowie załogi wywodzący się z Filipin. Potem przez kwadrans wolno jedynie podziwiać i fotografować spiętrzone na stołach kulinarne cudeńka. Wreszcie rozpoczyna się samoobsługowa uczta. Kelnerzy ten wieczór maja wolny.

Pierwszego lub najpóźniej drugiego dnia rejsu odbywa się o zapowiedzianej wcześniej porze life drill - próbny alarm szalupowy. Gdy rozlegnie się dźwiękowy sygnał pasażerowie chwytają za kamizelki ratunkowe i podążają do wyznaczonych miejsc zbiórki, by stamtąd przejść następnie na pokład. Poza kamizelką warto zabrać również aparat lub kamerę, bo podobnie zabawne sytuacje zdarzają się rzadko. Jest to też zazwyczaj pierwsza okazja do zobaczenia kapitana, który na zakończenie alarmu dokonuje inspekcji.

Zapowiedź przez głośniki zaprasza wreszcie na dinner. Aby nie przeciągać go w nieskończoność (czekają przecież nasi współpasażerowie z late seating) nie wypada się spóźnić więcej niż kwadrans - potem drzwi restauracji można zastać zamknięte. Do wyboru z karty są trzy zestawy wszystkich dań, każdego dnia inne. Wino, piwo i inne, mocniejsze trunki można w trakcie posiłku zamówić za dodatkową opłatą.

Mały spacer przy księżycu i powrót do sal recepcyjnych, skąd słychać już dźwięki orkiestry. Wieczorne tańce na parkietach (na dużych statkach jest ich kilka) przy dobrym zespole muzycznym trwają codziennie do północy, a dla tych, którzy znajdą jeszcze siły o tej właśnie porze rozpoczyna się dyskoteka. Równolegle w sali widowiskowej odbywają się występy estradowe, powtarzane następnego dnia o innej godzinie tak, aby mogli je obejrzeć także ci pasażerowie, którzy właśnie jędzą kolację. Życie na statku zamiera bardzo późno, aż  żal wracać wcześnie do kabiny, gdzie steward przygotował już nasze koje Ale przecież trzeba wypocząć, bo jutro wcześnie rano cumujemy w kolejnym porcie!

  Schodzimy na ląd

Między sąsiadującymi ze sobą portami statki płyną nocą. Czasem, przy większych odległościach zdarza się cały dzień spędzony w morzu - okazja do leniwego wypoczynku na słońcu, pokładowych gier, emocji w kasynie i szaleństw na parkiecie. Ale kiedy wstaje kolejny dzień znów stoimy przy kei. No, może nie zawsze. Żywiołowy rozwój turystyki morskiej i ilości statków wycieczkowych sprawia, że często dochodzi do ich spotkań na poszczególnych wyspach. Nie dla wszystkich starcza wtedy miejsca w porcie - część statków kotwiczy z konieczności na redzie, a pasażerów dowozi się na ląd motorówkami. Nazywa się to fachowo tenderingiem (od tender - motorówka). W statkowej gazecie zawsze umieszczana jest na taką okazję ważna informacja, o której godzinie odpływa z portu na statek ostatnia motorówka. Obecności przy dużej liczbie pasażerów nie sposób sprawdzić! Więc jeżeli nie zdążycie, trzeba będzie lecieć do następnego portu samolotem!

Zdarzają się również porty zbyt małe, aby przyjąć statek, jak St Barts na Karaibach, Mayotte na Komorach, czy Nosy Be na Madagaskarze - tam z góry trzeba się przygotować na tendering. Zwyczajowo pierwszymi motorówkami odpływają na ląd ci pasażerowie, którzy uczestniczą w zorganizowanych wycieczkach. Dopiero potem pozostali, którzy zamierzają zwiedzać wyspę indywidualnie. Na dużych statkach dla usprawnienia przewozów wydaje się od rana wszystkim chętnym żetony z numerami motorówek, które następnie wywoływane są przez radiowęzeł.

Z reguły w przeddzień zawinięcia do portu odbywa się na statku prelekcja połączona z pokazem filmu lub przeźroczy w trakcie której można się dowiedzieć o historii, krajobrazie i turystycznych atrakcjach kolejnej wyspy. Omawia się też program wycieczek, których w każdym porcie jest kilka do wyboru. Wycieczki rezerwuje się na statku - ich koszt doliczany jest do waszego konta prowadzonego w statkowym komputerze: ceny wahają się od 20 dolarów za półdniowy objazd wyspy mikrobusem do 80 i więcej za całodniową turę z posiłkiem i napojami lub wycieczkę na rafę małym okrętem podwodnym.

  Jak to zorganizować?

Coraz więcej małych i większych biur podróży w Polsce pośredniczy w sprzedaży miejsc na wycieczki statkami. Informacji udzielają między innymi ALCO  TOURS (tel. 0-627 367 570) . Te biura, które sprzedają wycieczki z niemieckiego katalogu TUI oferują również wszystkie rejsy organizowane przez niemieckie biuro Seetours International specjalizujące się w turystyce morskiej i wydającej co roku obszerny katalog. Praktycznie każde wieksze biuro podróży w Polsce ma w swojej ofercie jakieś pojedyncze wycieczki statkiem, czasem połaczone z pobytem na wyspach. Wykaz adrersów internetowych do agencji i linii żeglugowych znajdziecie w mojej linkowni trampa.

Niedzielne wydania amerykańskich gazet pełne są ogłoszeń o wycieczkach statkami głównie w rejon Karaibów. Często są to oferty różnych agencji typu „last minute” zawierające korzystne ceny. Agencje w USA honorują płatność kartami VISA, Maestro i Amex. Jeżeli cena i termin nam odpowiada można zrobić telefoniczną rezerwację, wysłać faxem zlecenie pobrania z naszej karty uzgodnionej kwoty i odebrać bilety przed wejściem na statek...

Można oczywiście także zaplanować wyjazd z dużym wyprzedzeniem, by mieć czas na załatwienie niezbędnych wiz. Katalogi rejsów wydawane są przez linie żeglugowe z rocznym wyprzedzeniem... Tylko czytać i... wybierać ten rejs waszych marzeń...

                                                                                           Wojciech Dąbrowski © - text & photos

 

Powrót do głównego katalogu                                                            Przejście do strony "Moje podróże"