SORRY,  AT  THE  MOMENT  ONLY   POLISH  VERSION  OF  THIS  PAGE  IS   AVAILABLE....

Wodosp_tyt_pl.jpg (17017 bytes)

Wojciech Dabrowski - Biggest waterfalls of the world

Jest coś, co mnie urzeka w tym szumie i huku mas spienionej wody... Wśród niezwykłych zjawisk przyrodniczych z dynamizmem wodospadów mogą konkurować chyba tylko: wzburzone morze i buchające gejzery.   Podczas samotnych wędrówek po świecie udało mi się zobaczyć na własne oczy kilka spośród największych wodospadów: od położonej w centrum cywilizowanego świata Niagary do ukrytego w wenezuelskiej dżungli Angela... Oto one:

NIAGARA

niagara_clos33.jpg (17570 bytes)

Horseshoe

Na mapie kanadyjskiej prowincji Ontario widać to wyraźnie: dwa wielkie jeziora: Erie i Ontario łączy rzeka Niagara mająca zaledwie 56 kilometrów długości. Wzdłuż nurtu rzeki przebiega granica państwowa miedzy USA i Kanadą.  Mniej więcej w połowie jej biegu zaznaczona jest czerwonym kolorem nazwa Niagara Falls - Wodospady Niagara, jedna z największych atrakcji turystycznych kontynentu.  Z Toronto do miasteczka Niagara Falls przyjechałem autobusem Greyhounda. Gdy umilkł warkot autobusowego silnika usłyszałem dochodzący zza ściany zieleni jednostajny szum. W górze, nad linią drzew unosiło sie coś jakby opadający ku ziemi biały obłok. Kilka minut spaceru i mogę wreszcie spojrzeć na legendarną Niagarę. Z wysokości niewielkiego wzgórza i odległości kilkuset metrów wygląda jak olbrzymi gar, przez którego brzeg wlewają się do wnętrza setki ton spienionej wody, a z wrzącego dna bucha w górę chmura pary.

Zbliżając się do wodospadu szeroko rozlana rzeka rozdwaja się opływając Kozią Wyspę. Główny nurt biegnie ku wielkiemu wodospadowi nazwanemu Horseshoe - Podkowa. Boczna odnoga - niosąca podobno tylko 10 procent masy wodnej spada nieco dalej z południowej ściany kanionu tworząc mniejszy wodospad “amerykański”, nazwany tak ponieważ leży w całości po amerykańskiej stronie granicy.

niagara_hs1_33.jpg (18792 bytes)

Horseshoe

Z kanadyjskiej strony widok obu wodospadów jest bardziej efektowny. Pewnie dlatego ta strona rzeki jest znacznie lepiej zagospodarowana. Wzdłuż promenady rozsiane są tu punkty widokowe z lunetami uruchamianymi ćwierćdolarową monetą. Dreszczyk emocji towarzyszy turystom na platformie, która znajduje się zaledwie kilka metrów od progu wodospadu: gdy patrzy się na uciekające w dół masy wody wydaje się, że za chwilę razem z nimi usunie się ziemia spod twoich stóp. Obok - wejście do tunelu prowadzącego pod wielki wodospad. Za kilka dolarów można tu wypożyczyć na 20 minut przeciwdeszczową odzież, bo tam na dole jest bardzo mokro.

Wizyta nad Niagarą nie byłaby spełniona bez przejażdżki spacerowym statkiem, który podpływa pod sam wodospad.   zjeżdżamy terenową kolejką na brzeg rzeki. Przy wejściu na statek wręczają nam siegaą1ce ziemi gumowane płaszcze z kapturami. Odbijamy.

niagara_am33.jpg (19465 bytes)

American Fall

Pokład drży od gwałtownej pracy silników - szybkość prądu wynosi tu podobno aż 45 km/godz. -Po lewej wodospad amerykański, szeroki na 220 metrów, wysoki na 56... - płynie głos z magnetofonowej taśmy. Prawdziwe emocje zaczynają się jednak dopiero pod dwukrotnie szerszą “podkową”, gdzie w spienionej topieli huśta łupiną statku jak na pełnym morzu. W odległości 20 metrów od kaskady widoczność staje sie bardzo ograniczona. Strugi wody sieką po twarzy; Amerykanki popiskują z wrażenia.  Zawracamy. Pasażerowie rozcierają zgrabiałe nagle ręce. Na przystani czeka już następna grupa amatorów silnych wrażen.  Corocznie przybywa oglądać Niagarę kilkanaście milionów turystów. Ludzie interesu nie przepuszczą takiej szansy: dziś sam wodospad to tylko przedsmak tego, co czeka turystów w Niagara Falls. Różnej wielkości wieże widokowe, kolejka linowa, gigantyczny lunapark, delfinarium i akwarium, gabinety figur woskowych, nie mówiąc już o hotelach, motelach i rozbudowanej gastronomii. Komercja, komercja... Niagara sprzedaje się bardzo dobrze!

Czarna ściana skalnego kanionu ma wysokość ponad stu metrów.  W różnych punktach szerokiego na ponad 1,5 kilometra progu spadają w dół mniejsze i większe wały spienionej wody.  Dna kanionu nie widać - przesłania je bez przerwy tuman wodnego pyłu. Dym Który Grzmi - tak nazwali wodospady tubylcy - robi wrażenie nie tylko na Afrykanach. Szczególnie w drugiej połowie dnia, gdy słonce świeci w plecy zapatrzonego turysty. Trudno wtedy oderwać wzrok od wspaniałego pejzażu przecinanego olśniewającymi łukami wielobarwnych tęcz.

Wzdłuż krawędzi przepaścistego kanionu po stronie Zimbabwe prowadzi wygodna, asfaltowana ścieżka. Jednak gdy wiatr wieje z północy trudno nią przemknąć bez poddania się przymusowemu prysznicowi. Spotykam sporo turystów - głównie z RPA. Fotografują się naprzeciwko głównej kaskady, gdzie stoi statua słynnego podróżnika Davida Livingstone’a, który w 1885 roku jako pierwszy biały człowiek zobaczył to miejsce i nazwał wodospady imieniem królowej Wiktorii.

Za jedne 10 dolarów opłaty wizowej uiszczonej na granicznym posterunku można przekroczyć zawieszony ponad kanionem żelazny most i znaleźć się w sąsiednim, niezbyt bezpiecznym kraju - Zambii. Zaraz za posterunkiem celnym, w bramie parku narodowego inkasują tu od turystów kolejne trzy dolary. Potem można pomaszerować ścieżką nad krawędź kanionu, by zobaczyć naprzeciwko przedłużenie tego samego progu, którego początek widzieliście po tamtej stronie granicy. Po stronie Zambii leży około 1/3 jego długości. Ścieżka poprowadzona dla turystów przebiega tu bliżej urwiska, ale zagospodarowanie terenu parku jest znacznie skromniejsze niż po stronie Zimbabwe.

VICTORIA

Wd27Victoria33.jpg (19424 bytes)

 

Tyss  Yssat

TyssYsat.JPG (11595 bytes)

Wyruszyliśmy rozklekotanym autobusikiem z Bahr Dar.   Po trzech kwadransach karkołomnej jazdy kierowca zostawił nas w samym środku wioski Tyss Abbaj, gdzie na brzegu Błękitnego Nilu odbywał się akurat poranny targ.  Potem  maszerowałem jeszcze blisko pół godziny ścieżką, przez stary kamienny most, razem z miejscowymi chłopami ubranymi w zgrzebne szammy.  W końcu usłyszałem pomruk wielkiego wodospadu.  To był on - Tyss Yssat. Ścieżka doprowadziła mnie na naturalny taras, górujący ponad kaskadami. Po przeciwnej stronie wąwozu rozlana szeroko na kilkaset metrów rzeka spadała z hukiem z wysokiego na jakieś 45 metrów progu...                Nil Błękitny rodzi się w Etiopii - wypływa z Jeziora Tana, o którym piszą, że jest najwyżej położonym jeziorem Afryki. Po przebyciu kilkudziesięciu kilometrów pokonuje skalne progi tworząc jeden z najbardziej spektakularnych afrykańskich wodospadów. Krajowcy nazywają go Tyss Yssat - Dym Ognia.

Sutherland

  sutherl1_33.jpg (23738 bytes)  sutherl2_33.jpg (26477 bytes)

    Nowozelandczycy piszą o Milford Track, że to najwspanialszy pieszy szlak na świecie.  Prowadzi od górskiego jeziora Te Anau do słynnego fiordu Milford. Przebywa się go w 4 dni.  Podczas drugiego dnia wędrówki padało i obawiałem się, czy przez chmurę mżawki w ogóle zobaczę najwyższe wodospady Nowej Zelandii.    Trzeciego dnia pokazało się jednak słońce!  Aby zobaczyć Wodospady Sutherland trzeba było  zboczyć około 45 minut z głównej trasy.    Mają  łącznie w trzech kaskadach 580 (wg innych źródeł - 630) metrów  wysokości, co plasuje je wśród najwyższych wodospadów świata. Gdy w końcu w przemoczonych  pionierkach stanąłem na brzegu jeziorka, do którego spada dolna kaskada wiatr zmienił nagle kierunek i znalazłem się pod przymusowym prysznicem... Niestety, nie udało mi się znaleźć dobrego miejsca dla zdjęcia, które mogłoby pokazać  wodospady w całości.   Właśnie Wodospady Sutherland z całej trasy Milford Track najbardziej utkwiły mi w pamięci (zaraz po nich - piekielne, kąsające   muszki sandflies, które potrafią obrzydzić turyście najwspanialsze widoki - zabierzcie ze sobą dobry repellent!)

Iguasu

Iguassu93.JPG (24903 bytes)

    Najwspanialszy z  wodospadów  leży w pobliżu miejsca, gdzie zbiegają się granice trzech krajów: Argentyny, Brazylii i Paragwaju. Od stolic wszystkich tych krajów dzielą go potężne odległości.    Mimo to sława Iguasu sprawia, że przybywają tu tysiące turystów z całego świata. To dla nich po obu stronach granicy wybudowano tu lotniska.

               Byłem we wszystkich krajach Poludniowej Ameryki.  Gdyby ktoś kazał mi teraz wybrać jedno, jedyne miejsce na tym kontynencie do którego mógłbym raz jeszcze powrócić na pewno byłby to ten wodospad.  To on dla mnie zawsze będzie   "NUMBER  ONE" tego kontynentu...

Wzdłuż rzeki o nazwie Iguasu -Wielka Woda - przebiega granica miedzy Argentyną i Brazylią. Kilkanaście kilometrów od swojego ujścia do Parany rzeka pokonuje wysokie progi. Zmierzałem do tych wodospadów z pewną rezerwą i zarazem ciekawością.    Widziałem wcześniej Niagarę i efektowne, choć rzadko odwiedzane wodospady Tyss Yssat na Błękitnym Nilu w Etiopii (patrz wyżej). Czy oddalone od głównych szlaków komunikacyjnych Iguasu okażą się warte kilkuset kilometrów trasy,  które nadłożyłem, by je zobaczyć?

Już przy hotelu zbudowanym po brazylijskiej stronie granicy słychać nieustanny szum i głuchy pomruk spadającej wody, ale nic jeszcze nie zapowiada rozmiarów spektaklu, który rozpoczyna się nieco niżej, na początku betonowej ścieżki biegnącej zboczem kanionu.

Iguassu95.JPG (9333 bytes)

Iguassu94.JPG (22014 bytes)

Tak, oczekiwałem dużego wodospadu, ale to co zobaczyłem przeszło moje wszelkie wyobrażenia. Naprzeciwko, po drugiej stronie szerokiego wąwozu ciągnie się skalny próg długi na ponad trzy kilometry. Masy spienionej, rdzawej o tej porze roku wody spadają z niego w dziesiątkach, czy nawet setkach wodospadów: od cienkich warkoczy do gigantycznych wałów wodnych. Wydaje się, że ziemia drży pod uderzeniami tysięcy ton wody, opadających nieustannie w skalne koryto kanionu z wysokości ponad siedemdziesięciu metrów. Daleko, za obłokiem z drobinek wody huczy i kłębi się najbardziej efektowna kaskada - Garganta do Diabo - Diabelska Gardziel. 

Każda z kilkudziesięciu kaskad ma tu własne imię.  Solidna, betonowa kładka spowita w chmurach wodnego pyłu prowadzi na urwisko nad wodospadem Santa Maria skąd zajrzeć można do wnętrza Diabelskiej Gardzieli. Po chwili koszula i spodnie są już mokre, ale przy panującym tu upale taki przymusowy prysznic można zaliczyć tylko do przyjemności. Wracam na główną ścieżkę. Z platformy na jej krańcu można wyciągniętą ręką dosięgnąć spadających z wysoka wód kaskady Floriano... Piszą w przewodniku, że przy realizacji wielkiego spektaklu, jakim jest Iguasu Argentynie przypadło posiadanie sceny, a Brazylii widowni. Rzeczywiście, widok z brazylijskiego brzegu jest bardziej spektakularny.

Z mapką w ręku wracam ścieżką w kierunku hotelu trawersując bujne, zielone zarośla na zboczu kanionu. Podziwiam rosnące tu białe orchidee i całe chmury bajecznie kolorowych motyli. Wreszcie przystaję zaskoczony: w odległości kilku metrów od ścieżki siedzi na gałęzi duży, czarny tukan z zakrzywionym, pomarańczowym dziobem. Wygląda jak wypchany eksponat z przyrodniczego muzeum. Ożywa dopiero na odgłos nadchodzących turystów.

Iguassu96.JPG (14625 bytes)

Iguassu97.JPG (20721 bytes)

    Jak porównywać wielkość wodospadów? Któremu przyznać przysłowiową palmę pierwszeństwa?    Jak ustalić kryteria oceny? Według ilości przepływającej wody?    Czy może według szerokości progu?     A może według wysokości  głównej kaskady?   Jest w świecie wiele wodospadów wyższych od Iguasu.    Ale nie tylko wysokość decyduje o wrażeniu, jakie wywołuje to wielkie widowisko. Nie bez znaczenia jest ogromna ilość wody niesionej przez rzekę oraz malownicze położenie i występująca tu oprawa z bujnej, tropikalnej roślinności.   I tu, jak mi się wydaje, Iguasu bije wszystkich swoich konkurentów na głowę!
Niezwykłych wrażeń dostarcza przelot samolotem lub helikopterem ponad Wielkim wodospadem...  Podczas mojego pobytu nad Iguasu nie miałem możliwości spojrzenia na giganta z tej perspektywy.  W kilka lat później miał to szczęście mój przyjaciel i kompan z podróży - Staszek Gębski.  Dzięki jego uprzejmości mogę wam pokazać obok wykonane przez niego zdjęcie. Widać, że kolor wody w rzece był zupełnie inny - o tej porze roku rzeka nie niosła czerwonego mułu. Gdy Staszek robił to zdjęcie helikopter wisiał ponad brazylijskim brzegiem. Pierwsza kaskada po lewej to Floriano, na skraj którego można dojść i którego niegdyś fotografowałem z bliska. Na dole widać nitkę wąskiej estakady, która prowadzi do punktu obserwacyjnego na urwisku. To stamtąd właśnie przemoczony wodnym pyłem zaglądałem w głąb Diabelskiej Gardzieli... 

IguasuSG2m.jpg (29715 bytes)

Vettisfoss

NoVeti2.jpg (19909 bytes)

Honoru Europy w mojej kolekcji broni najwyższy wodospad Norwegii i zarazem Północnej Europy - Vettisfoss.  W zachodniej Norwegii którą odwiedziłem w 2000 roku mniejsze i większe wodospady są powszednim widokiem. Ale aby dotrzeć do tego najwyższego, ukrytego o krok od krainy fiordów trzeba dojechać najpierw do miejscowosci Ovre Ardal leżącej u krańca Sogne Fiordu. Z tej osady wąska asfaltowa droga prowadzi przez około 6 km w górę - do Hjelle.  Tam, przy spadającym ze skalnej ściany wodospadzie trzeba zostawić środek lokomocji i pomaszerować w górę doliny Vetti przekraczając kilka razy  huczacą rzekę.  Dobra szutrowa droga kończy się po godzinie ostrego marszu przy zabudowaniach schroniska. Stąd słabo przetartą ścieżką, po głazach i osypiskach szedłem jeszcze jakieś pół godziny... Vettisfoss schowany jest za narożnikiem skały i wyłania się nagle dopiero wtedy, gdy dochodzi się do wypływającej spod niego rzeki. Widok jest wart wysiłku: wodna kaskada  ma 270 metrów wysokości !

Gullfoss

Gulfoss1.jpg (10811 bytes)

           Islandia znana jest ze swoich wodospadów.  Złoty Wodospad (Gullfoss) nie jest wcale największym spośród nich, ale jest chyba najbardziej malowniczy. Ma dwie prostopadłe kaskady: górna jest wysoka na 11 metrów, a dolna - na 21.  Do kanionu w dole spadają tu podobno średnio 103 metry3 wody na sekundę. Wodospad miał zniknąć w wyniku budowy tamy i elektrowni, ale mieszkająca w pobliżu wieśniaczka wybrała się do stolicy i protestowała tak skutecznie, że obroniła ten cud natury.   Gdzie diabeł nie może, tam pośle....                Dzięki temu, że Gulfoss leży stosunkowo blisko stolicy i przy tym  w odległości zaledwie 7 kilometrów od innej wielkiej atrakcji - gejzeru Stokkur odwiedzają go w każdym sezonie tysiące turystów.   Dojazd nie jest trudny: zwykły autobus ze stolicy do Gullfoss przez Geysir kosztuje 21 USD w jedną stronę.  Zabiera około 2,5 godziny, z  Reykjaviku są tu 2-3 połączenia w ciągu dnia.   Można też go odwiedzić w ramach standardowej wycieczki autokarowej oferowanej (także indywidualnym turystom) przez biura podróży ze stolicy.  Wycieczki wyruszają codziennie z terminalu autobusowego w Reykjaviku około godz 9.00 - koszt ok. 70 USD.

ANGEL

Wdb13.JPG (5594 bytes)

Wielkość Angela rozpatrywana musi być w zupełnie innych kategoriach.  Nie imponuje on ilością masy wodnej spadającej ze skalnego progu, ale wysokością, która zapewnia mu pierwszą lokatę na liście wodospadów świata.

Punktem wyjściowym do wypraw pod Angela jest mała osada Canaima. Można do niej dotrzeć jedynie samolotem lub rzeką, poprzez dżunglę, ponad którą wyrastają na wysokość kilkuset metrów tepuis - góry charakterystyczne wyłącznie dla Wyżyny Gujańskiej. Ich niezwykłą urodę można porównywać chyba tylko z etiopskimi ambami. Wyróżniają je strome, najczęściej pionowe ściany i płasko ścięte wierzchołki. Tepuis są różnego kształtu i wielkości, niektóre przypominają samotne baszty, a inne - majestatyczne zamczyska. Woda deszczowa zgromadzona na płaskich, pokrytych dżunglą wierzchołkach tych największych tepuis spada w wielu miejscach z ich stromych, wysokich ścian tworząc malownicze wodospady. Największy wśród tepuis to Auyan Tepui - w języku miejscowych Indian Piekielna lub Diabelska Góra. To właśnie z jego ściany spada Salto Angel - najwyższy wodospad świata.

Widok z Mirador Laime - bo tak nazywa się to miejsce - spełnia oczekiwania największych malkontentów. Wciąż jeszcze jesteśmy kilkaset metrów od ściany Auyan Tepui. Z wysoka, z urwiska ponad nami tryska w dół struga spienionej wody, by w miarę opadania, jeszcze zanim dosięgnie ziemi u stóp potężnej ściany, zamienia się w chmurę białego pyłu. Wiatr nawiewa drobiny tego pyłu ku nam zraszając koszule, szorty i obiektywy aparatów. A my, zapomniawszy o mokrych skarpetach i odsłoniętych karkach, które trzeba przecież osłaniać przed tropikalnym słońcem gapimy się jak urzeczeni na to niezwykłe dzieło natury..  Wodospad ma prawie kilometr wysokości... Ktoś obliczył, że Angel jest 16 razy wyższy od oglądanej corocznie przez miliony turystów Niagary. Jednak jego niedostępność sprawia, że corocznie dociera do niego tylko kilka tysięcy turystów. Na pewno jednak nie żałują trudów wyprawy!

Mojej wyprawie pod Angel poświęciłem osobną stronę, znajdziecie tam więcej zdjęć, mapki i opisy. Aby przejść do tej strony kliknijcie tutaj:  Moja wyprawa pod Angel

Wdb09.JPG (7899 bytes)

Wodospad Kaieteur   na rzece Potaro jest największą atrakcją turystyczną Gujany. Jest on jednym z najbardziej efektownych wodospadów świata.  Ma jeden stopień,  250 metrów wysokości i  80 do 120 metrów szerokości, zależnie od pory roku. Leżący w pobliskiej Wenezueli Angel jest wprawdzie cztery razy wyższy, ale nie jest tak szeroki jak Kaieteur i nie niesie takiej masy wody. Kaieteur  ukryty  jest głęboko w dżungli, daleko od osiedli ludzkich i dostęp lądowy jest jeszcze trudniejszy niż do Angela - ale możliwy dla wytrwałych.  Agencje z Georgetown za spore pieniądze (kilkaset USD od osoby) organizują minimum 4-dniowe ekspedycje kolejno ciężarówkami, łodziami i pieszo do wodospadu.  Alternatywą jest lot nad bujną, gęstą dżunglą przypominającą gruby, zielony dywan aż do lądowiska, zbudowanego w odległości zaledwie 15 minut marszu od wodospadu.  Po godzinie i 10 minutach lotu gdy samolot schodzi do lądowania pod skrzydłami  otwiera się  wspaniały widok "z lotu ptaka"  na wodospad i kanion.  Widoki  na dole (z krawędzi kanionu, do którego spada rzeka) są równie wspaniałe. A wokół dziewicza dżungla...

Wiecej o mojej podróży przez trzy Gujany na osobnej stronie:  Trzy Gujany

Kaieteur

kaieteur.JPG (15706 bytes)

...Piszą o nim, że to największy wodospad Środkowej Ameryki...

    Ma 43 metry wysokości.    Leży w zachodniej części Hondurasu. Rzeka Rio Lindo płynie z jeziora Yojoa napotykając po drodze na skalny próg. Spada z niego z hukiem.... Wejście na teren parku otaczajacego wodospad jest na poziomie jego progu.  Aby w pełni ocenić rozmiary  głównej kaskady  trzeba zejść po 138 stopniach (co skrupulatnie odnotowane jest na tablicy) w dół, nad niższą, 5-metrową kaskadę. Stąd można spojrzeć za siebie, przez obłok wodnego pyłu, który wiatr najczęściej niesie właśnie w tą stronę na imponujący główny wodospad. Robi wrażenie!  Niestety ja byłem tam przed południem, gdy słońce świeciło z przeciwka stąd zdjęcie nie jest zbyt efektowne - starajcie się raczej tak zaplanować swój przyjazd, aby być tam po południu.

PULHAPANZAK

hon41.jpg (18810 bytes)

Jeżeli jest dość czasu to warto spędzić kilka godzin w kąpielisku, które jest na terenie parku tuż powyżej głównej kaskady.  Nie zapomnijcie jednak o koszulach z długimi rękawami i repellencie przeciw moskitom - wokół jest bujny, tropikalny las!     Poza wspomnianymi już kamiennymi stopniami bezpośrednie otoczenie wodospadu jest słabo zagospodarowane. Ryzykujac poślizg na błotnistej  ścieżce można dotrzeć do kilku jeszcze innych punktów widokowych i zrobić trochę lepsze zdjęcia, jak chociażby to.

W parku przy wodospadach są stoły piknikowe i miejsca do biwakowania. W pobliżu wodospadu są mizerne ruiny z czasów jakiejś nieustalonej do końca cywilizacji - przewodnik może was tam zaprowadzić, ale to żadna rewelacja...

hon43.jpg (17464 bytes)

Warto natomiast podwinąć nogawki i odżałować dolara dla chłopaka, który mieni się miejscowym przewodnikiem, aby przeprowadził Was przez sitowie na próg wodospadu (ostrożnie!) Wrażenia i widok w dół (patrz zdjęcie obok) są niezapomniane!  Stąd dopiero widać,   że poniżej głównej kaskady jest jeszcze kilka mniejszych....

Do Pulhapanzaka najłatwiej dotrzeć autobusem z San Pedro Sula. Wsiada się w klekoczący autobus z napisem  "El Mochito" i za 10 lempira jedzie pierwszą godzinę szosą w kierunku Tegucigalpy. Potem skręca się w prawo na szutrową drogę by po kolejnej godzinie dotrzeć do wioski Bella Vista. Tu wysiada się i po około 20 minutach pieszej wędrówki dobrą drogą dociera do bramy parku, gdzie trzeba zapłacić kolejne 10 lempira za wstęp. Podobno w weekendy bywa tu tłoczno, ale ja byłem tam w zwykły dzień - i byłem jedynym turystą w polu widzenia (co pozwala kontemplować w skupieniu uroki przyrody, ale nie zawsze jest bezpieczne...)   Więcej o mojej podróży przez Honduras na osobnej stronie: "Honduras 98"

hon44.jpg (24546 bytes)

Here you will find data about the waterfalls of the world:  http://www.world-waterfalls.com/index.php

Did you see other big waterfalls?                                                          Write to me, how can  I  reach them, please!                                                           e-mail: wojtekNO_SPAM@kontynenty.net    -  (delete NO_SPAM)

Link  to my main travel page                                     Back to my homepage main directory