Tekst i zdjęcia:  Wojciech Dąbrowski  © - text & photos

Część III D relacji z Rogu Afryki - okolice MASSAWY  - Horn of Africa - Part three  D

Massawa - erytrejski port nad Morzem Czerwonym, w miejscowym języku nazywany Mitsiwa może być dla turysty bazą do ciekawych wycieczek. Najbardziej interesująca z nich to wycieczka łodzią na wysepki archipelagu Dahlak. Archipelag słynie ze wspaniałych warunków dla uprawiania divingu (nurkowania) i snorkelingu. Podwodne ogrody są tam podobno wspaniałe. I ja też chciałem się tam dostać. Był jednak pewien problem: podróżowałem jak zwykle samotnie, a koszty wynajęcia łodzi dla jednego tylko turysty były wysokie... Rozglądałem się, by znaleźć jakieś towarzystwo - niestety bezskutecznie. Bo wciąż dociera tu bardzo mało turystów...     

  Green Island

Ta zielona wyspa to Green Island - niewielka, obrośnięta mangrowcami wyspa, którą widać z Massawy gołym okiem. Ona także jest celem turystycznych rejsów. Znalazłem chętnego turystę - Anglika i wspólnie wynajęliśmy w Massawa Dive Centre motorową łódź (1000 nakfa za łódkę i 50 nakfa za snorkel i maskę) i popłynęliśmy ku wyspie.

To przystań Dive Centre na południowym krańcu wyspy Tualud. To stąd odpływają motorówki na Archipelag Dahlak. Za powrotny kurs trzeba zapłacić minimum 7500 nakfa i jeszcze potrzebne jest wykupienie permitu (zezwolenia) w biurze informacji turystycznej. Gdy znajdzie się większa grupka można popłynąć na 2 dni - z noclegiem na Dahlak. Wtedy koszt z wyżywieniem, noclegiem i transportem może wynosić np 2000 nakfa na osobę... Duża łódź z dwoma motorami płynie do głównej wyspy 1,5 godziny. Stara wyładowana zaopatrzeniem krypa - nawet 4 godziny.

Nasz rejs trwał zaledwie kilkanaście minut. Gdy zbliżyliśmy się do wysepki zauważyłem kotwiczącą w pewnej odległości od brzegu dużą, żółtą łódź. Nasz szyper wyjaśnił, że to łódź poławiaczy morskich ogórków (sea cucumbers). Widziałem je wielokrotnie - mnie kojarzą się raczej z morskimi serdelkami...  Znawcy twierdzą, że są afrodyzjakiem.
Green Island, Zieloną Wyspę nazywają także Sheikh Said Island. Zdaje się, że jedyną  budowlą na wysepce jest ruina małego meczetu.        

Dla wygody turystów, ale także i miejscowych przy tej ruinie wybudowano niewielki pomost. 

We wnętrzu budowli nie ma do zobaczenia nic ciekawego, można jedynie podziwiać kunszt rzemieślników, którzy znieśli te mury z bloków koralowej skały różnej wielkości.

Po południowej stronie wysepki jest mała piaszczysta łacha na którą miejscowi przywożą amatorów plażowania i kąpieli morskich (w samej Massawie nie ma plaży)

To tutaj schodziliśmy do wody, aby popływać z maską i fajką... Czy warto i co widać? Jeżowce z kolcami do 15 cm (uwaga na stopy!) Trochę obumarłych korali i żółtych koralowych róż...

W głębinach pływają kolorowe papuzie ryby i cała masa drobiazgu - w tym takie, które kryją się w norkach wykopanych w dnie... Dla kogoś, kto pierwszy raz płynie ze snorkelem to może być ciekawe. Ale ktoś, kto widział podwodny świat Wielkiej Rafy będzie na pewno rozczarowany. Na pytanie "Czy warto?" zawsze powtarzam taką odpowiedź "Zależy co wcześniej widziałeś..."

Na brzegu brodzą całe stada wodnego ptactwa. Pływa spora rodzina pelikanów...

 

Niepodal ruin meczetu znalazłem gruzowisko złożone z tysięcy perłowych muszli. Wygląda na to, że przywieziono je tu kiedyś jako budulec, bo widziałem je wystające z zaprawy, którą łączono ze sobą kamienne bloki meczetu.
Wyrzucony na mieliznę po drugiej stronie wyspy straszy jakiś mały tankowiec...

Pół dnia - bo na tyle opiewała nasza wycieczka minęło szybko. O 14.00 popłynęliśmy w kierunku przystani. Nurkując jeszcze na głębokiej wodzie przy jakimś małym wraku.

Po powrocie wybrałem się jeszcze do rybackiego portu - znajdziecie go na wyspie Tualud - w pobliżu ruin Cesarskiego Pałacu.
 Oprócz odrapanych motorowych kutrów  średniej wielkości znaleźć tu można także tradycyjne łodzie rybackie - houris, budowane podobno na miejscu.

Niestety coraz częściej są one wypierane przez plastykowe lub blaszane łódki z motorem yamaha.

Mówiono mi, że często rybacy łowią w zespołach, ciągnąc sieć rozpiętą między dwiema łodziami... Ten mały porcik jest na pewno wartym spaceru i fotografii malowniczym zakątkiem...

 

Kolejnego poranka postanowiłem wybrać się do najbliższego wczasowiska nadmorskiego - na Gurgussum Beach. To tylko 12 kilometrów od Massawy. Żóltym minibusem trzeba najpierw dojechać do pętli za miastem (10 nakfa), a dalej poczekać na zbiorową taksówkę (50 n od osoby - to wciąż jeszcze 8 km i nie ma się co w tym upale katować)

Wczasowisko - to chyba za mocno powiedziane. Są tam przy plaży dwa hotele - dość od siebie odległe. Gurgussum Beach Hotel składa się z bungalowów i pokojów w szeregowych pawilonach. Oferują tu pokoje z klimatyzacją i natryskiem od 200 nakfa. 

Plaża jest czysta, ale w wodzi pływa sporo wodorostów. Wynajęcie na dzień takiej plażowej leżanki z parasolem kosztuje 20 nakfa. Gdy odwiedziłem hotel było tam 4 (czworo) gości. Podobno na weekendy przyjeżdża z Asmary więcej i trzeba rezerwować pokoje, bo może być pełno... 
Popływałem w płytkim i ciepłym jak przysłowiowa zupa morzu.  Aby mieć wody do ramion trzeba wejść daleko, daleko... Tym, co lubią pływać długo i wytrwale polecam do wody stary T-shirt lub sunscreen o faktorze 40... słońce przygrzewa jak na patelni...

I pomyśleć, że nad tym samym morzem w egipskiej Hurgadzie nowe hotele wypełnione tłumami turystów stoją jeden przy drugim... Tu do drugiego i ostatniego hotelu Hamasien są ze dwa kilometry! "Hamasien" jest podobno bardziej spartański...

A w Gurgussum Beah Hotel są nawet stoiska z ludowymi pamiątkami (sznurek ładnych muszelek - 20n) ceramika i kolorowymi koszykami. Wśród misek widać także i dżabany do gotowania kawy.
A takie kosze służą do przechowywania wielkich placków yndżery... Oryginalne! Tylko jak to wieźć do domu?.

Wokół pawilonów kwitną kwiaty. Hotel dysponuje nawet salą konferencyjną, ale generalnie trudno oprzeć się wrażeniu, że najlepsze swoje lata ma już za sobą...

Ale polskiemu trampowi, który nie ma zbyt dużych wymagań na kilka dni wystarczy...

Atrakcji tu niestety niewiele... Jest dobrze zaopatrzony bar z muzyką... Za 20 nakfa można się sfotografować na wielbłądzie...

O której będzie jakiś powrotny transport do Massawy?  -Poczekaj, na pewno wkrótce coś nadjedzie... Miała rację...  Pożegnałem sympatyczną recepcjonistkę i wróciłem do Massawy, by wkrótce znaleźć się w minibusie jadącym do stolicy. W miarę jak spinaliśmy się na górskie zbocza robiło się chłodniej - nareszcie odetchnąłem...

Tam wyżej - w przyjemnym chłodzie  czekała mnie jeszcze wspinaczka do górskiego klasztoru Debre Bizen.

   

>>>>>Przejście do trzeciej części relacji z Erytrei

Przejście do strony "Moje podróże"                                           Back  to  main  travel page 

Powrót do głównego katalogu                                                    Back to the main directory