News for my friends worldwide... Wiadomości dla moich przyjaciół...
     
What's new ?

Co u mnie słychać?

     

 

I am setting off on a new journey! This time my route takes me to Central America and the USA. I waited until the last minute until the shipping company only five days before the departure of the ship from Miami offered half the price for a single passenger cabin. It was a va banque game, because if all the cabins had been previously sold, there would be no such option. The rest for the veteran of the world trails was already the proverbial pit. And so the plan of another lonely expedition was completed:

 

Wyruszam w nową podróż! Tym razem mój szlak prowadzi do Środkowej Ameryki i USA. Niemal do ostatniej chwili czekałem, aż linia żeglugowa na 5 dni przed wypłynięciem statku z Miami opuści o połowę cenę za kajutę dla samotnego pasażera. To była gra va banque, bo gdyby wcześniej sprzedano wszystkie kajuty, to takiej opcji by wcale nie było. Reszta dla weterana światowych szlaków była już przysłowiową pestką. To nie te czasy, gdy prośby o rezerwacje wysyłało się listem lub faxem...  I tak dopięty został plan kolejnej samotnej ekspedycji:

I will reach by ship new, unknown ports in Belize and Mexico, and after returning to Miami I will fly by cheap line to Havana to remind myself of what Cuba looks like 40 years after my first visit. Then another cheap airline will take me to Cancun on Yucatan. And from there, I plan to travel by buses all over the way to Los Angeles, California, stopping along the way in cities where I have not been yet. This bus route is almost 5000 kilometers long, so it will definitely be a challenge. And also a new great adventure! I will finally see Veracruz and the famous Olmek heads! I plan to return before Easter. Please, keep your fingers crossed for me!

 

Statkiem dotrę do nowych, nieznanych portów w Belize i Meksyku, a po powrocie statku do Miami polecę tanią linią do Hawany, by przypomnieć sobie jak wygląda Kuba po 40 latach od mojej pierwszej wizyty. Potem kolejna tania linia zabierze mnie do Cancun na Jukatanie. I stamtąd autobusami, dzieląc podróz na wiele etapów zamierzam jechać aż do Los Angeles w Kalifornii, przystając po drodze w miastach, w których jeszcze nie byłem. Ta autobusowa trasa to prawie 5000 kilometrów, więc będzie to na pewno wyzwanie. A także nowa wielka przygoda. Nareszcie zobaczę Veracruz i słynne głowy Olmeków! Planuję wrócić Przed Świętami Wielkanocy. Trzymajcie proszę za mnie kciuki!

     
     
     

I met New Year 2018 in Moscow. This has not been yet!  Moscow is not far away from Gdansk: an experienced traveler gets on a bus in Gdansk and after 4 hours he is already in Kaliningrad. Then another 1 hour 40 minutes of domestic flight and he is already in one of Moscow airports. The New Year is in Russia the second most important holiday next to Victory Day. The city, despite the lack of snow (here they also suffer from the climate change!) looked great, decorated with garlands of lights, specially built decorations and hundreds of huge Christmas trees:

 

Nowy Rok 2018 powitałem w Moskwie. Tego jeszcze nie było! Ale przecież do tej Moskwy nie jest z Gdańska wcale tak daleko: doświadczony podróżnik wsiada w Gdańsku w autobus i po 4 godzinach jest w Kaliningradzie. Potem jeszcze 1 godzina 40 minut krajowego lotu i jest już wśród "Przyjaciół Moskali". Nowy Rok to w Rosji drugie obok Dnia Zwycięstwa najważniejsze święto. Miasto, mimo braku śniegu (tu też następują zmiany klimatyczne!) wyglądało wspaniale, ozdobione girlandami świateł, specjalnie zbudowanymi dekoracjami i setkami wielkich choinek. Ten rozmach miał świadczyć, o tym że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej  :) 

On New Year's Eve  I went early to Red Square, warned by friends that in case of a large number of people coming, access to the square may be limited. When before 6 pm I got to the first police cordon it turned out that something was happening, which I did not foresee in my optimism: the largest square in Moscow is already swept out of people. Police announced that visitors will be admitted (after a detailed inspection) from 6 pm, but only those who have invitations. Black despair! - I thought looking helplessly at the waiting crowd. My knowledge of Russian helped me: Dima had an invitation for a friend who did not come from distant Rostow. He handed it to me with a smile: -Podarok for you, for the coming new year! The square and the buildings around it were magnificently illuminated:

 

W Sylwestrowy wieczór wcześnie wyruszyłem na Plac Czerwony, uprzedzony przez przyjaciół, że w przypadku dużej ilości chętnych dostęp do placu może być ograniczony. Gdy przed 18.00 dotarłem do pierwszego policyjnego kordonu okazało się, że dzieje się coś, czego w swoim optymizmie nie przewidziałem: największy plac Moskwy jest już wymieciony z przechodniów, wpuszczać będą po szczegółowej kontroli od godziny 18.00, ale tylko tych, którzy mają zaproszenia. Czarna rozpacz! - bezradnie patrzyłem na czekający tłum. Pomogła mi znajomość rosyjskiego: Dima miał w placku zaproszenie dla przyjaciela, który nie dojechał z odległego Rostowa. Wręczył mi je z uśmiechem: -Podarok dlia was, z nastupajuszczim nowym godom!  Plac i budowle wokół niego były wspaniale iluminowane:

In addition to the Kremlin, the "fairy-tale" Vasyla Blagennovo church  (photo below) and the GUM building - the former Main Department Store, where once I stood in a long queue for "kofiemolka", were magnificently illuminated. Currently, GUM is turned into a real commercial palace (photo on the right column)

 

Poza Kremlem wspaniale iluminowane były: "bajkowy" sobór Vasyla Błażennowo (zdjęcie na lewej kolumnie) i gmach GUM - dawnego Głównego Domu Towarowego, gdzie niegdyś stałem w długiej kolejce po "kofiemołkę", bo akurat je rzucili. Obecnie GUM zamieniony jest w prawdziwy handlowy pałac:

 

 

A przy okazji, czy wiecie, że z dziejami burzliwych stosunków rosyjsko - polskich związany jest pomnik, który widać przed soborem? Mało kto z zagranicznych turystów wie kto to i dlaczego tutaj stoi...

More and more visitors were arriving to the square. Loud music were around - not Russian folk songs, but American Christmas songs. Among the people there were several Grandfathers Frosts ready selflessly (!) pose for photos. And then the great show began on the big hi-tech stage, transmitted by the first program of Russian television. The best performers of Russia performed, great ballet, amazing special effects and changing scenography:

 

Gości na placu przybywało, przez potężne głośniki płynęły nie rosyjskie piosenki ludowe ale amerykańskie przeboje bożonarodzeniowe. Wśród ludzi pojawiło się kilku Dziadków Mrozów gotowych bezinteresownie (!) pozować do zdjęć.  A potem zaczęło się widowisko na wielkiej estradzie hi-tech, transmitowane przez pierwszy program rosyjskiej telewizji. Występowali najlepsi artyści estradowi Rosji, świetny balet, zadziwiały efekty specjalne i zmieniająca się scenografia:

 

The crowd gathered in front of the stage was bouncing and waving rhythmically. There were no drunks or incidents. People were happy, they made spontaneous conversations and acquaintances. And it was obvious that they were ordinary people, not any elite of the society.

 

Zgromadzony przed estradą tłum podrygiwał i falował rytmicznie. Nie było osób pijanych ani żadnych incydentów. Może także dlatego, że wszystko przebiegało pod okiem licznych policjantów.  Ludzie cieszyli się, nawiązywali spontaniczne rozmowy i znajomości. I widać było, że są to zwykli ludzie, a nie jakaś wybrana elita.

 

Muzyka grzmiała, światła oślepiały, a ja weseliłem się razem z nimi:

And then, after 3 hours of performances and fun, a surprise met us. The announcers said "thank you all", the lights of the stage were switched off, and the police, professionally and politely asked us to leave the square. This is how it happens in Russia ... I went with the crowd around government buildings to the low hills of the Zaradje Park, from which the Kremlin's walls and churches are perfectly visible.

 

A potem, po 3 godzinach występów i wspólnej zabawy spotkała nas niespodzianka. Konferansjerzy podziękowali, światła estrady zgasły, a policja, posuwając się ławą grzecznie wyprosiła nas z placu. Tak to w Rosji bywa... Popłynąłem z tłumem wokół budynków rządowych na niewysokie wzgórza nowego parku Zaradje, skąd doskonale widać mury i sobory Kremla. Tam doczekaliśmy do północy, by obejrzeć pokaz sztucznych ogni i złożyć sobie noworoczne życzenia:

I used my stay in Moscow also to meet friends - the members of international organizations. I particularly remember the tea party in the apartment of Katarina and Igor. This was a chance to see and to listen to know, how the average people of Russia live:

 

Pobyt w Moskwie wykorzystałem także na spotkania z przyjaciółmi - członkami międzynarodowych organizacji. Szczególnie mile wspominam herbatkę w mieszkaniu Katariny i Igora, którzy ugościli mnie "czym chata bogata" (zdjęcie na lewej kolumnie).

 

 

Happy New Year from Moscow!

     
     

In the autumn I found a possibility  to escape south from the November cold and December dark days in Poland. By the way also saw something new and fascinating. Initially I wanted to start this trip from the visit of  Northern Algeria. It turned out, however, that Algeria has introduced visa impediments that without a invitation from the Algerian virtually exclude travel. I had to find quickly another option and decided to fly with cheap airlines to Portugal and then to use a ferry to travel to the unknown island of Santo in the Atlantic Ocean (via Madeira). At Santo, in a post-season period, I lived in a cheap room, from which I used to admire  every day the sunrise in various shapes:

 

Jesienią znowu udało mi się uciec na południe od listopadowych chłodów i grudniowych ciemnych polskich dni. A przy okazji zobaczyć coś nowego i fascynującego. Początkowo zamierzałem rozpocząć tę podróż od wizyty w Północnej Algierii. Okazało się jednak, że Algieria wprowadziła utrudnienia wizowe, które bez posiadania zaproszenia od Algierczyka praktycznie wykluczają podróż. Musiałem szybko znaleźć inną opcję i zdecydowałem polecieć tanimi liniami na Maderę i następnie promem przeprawić się na nieznaną mi dotąd wyspę Santo na Atlantyku. Na Santo w posezonowym okresie mieszkałem w tanim pokoju, z którego okna codziennie podziwiałem wschód słońca i to w różnych odsłonach:

 

 

Z Madery na Santo (właściwie to ta wyspa nazywa się Porto Santo) latają małe samoloty, ale ja zdecydowałem się na znacznie tańszą podróż promem, który pływa na tej trasie 6 razy w tygodniu. Powrotny bilet kosztuje 46 euro. Przeprawa trwa tylko 2,5 godziny, a po drodze można fotografować ciekawe panoramy obu wysp. 

From Madeira to Santo (actually this island is called Porto Santo), small planes are flying, but I decided to take much cheaper ferry that sails on this route 6 times a week. The return ticket costs 46 euros. The crossing takes only 2.5 hours, and on the way you can photograph interesting panoramas of both islands.

Santo is not a big island (it's 14 by 7 km), which makes that persistent walker like me, can walk it on foot. The greatest landscape attraction here are mountains and high coastal cliffs:

 

Santo nie jest dużą wyspą (ma 14 na 7 km), co sprawia, że taki wytrwały piechur jak ja może przemierzać ją na piechotę. Największą atrakcją krajobrazową są góry i wysokie nadmorskie klify:

Over the following days I climbed the highest peaks of the island. The tourist paths leading there were almost empty, which was an additional advantage of this episode of the expedition. Santo also has other tourist attractions. Along the southern coast of the island stretches a 9 km long sandy beach, which is envied by her older and richer sister - Madeira. At its eastern end is the Portela viewpoint. I had to climb to a height of 180 meters to take this picture, you will admit that it is worth it:

 

W ciągu kolejnych dni wspinałem się na najwyższe szczyty wyspy. Poprowadzone tam ścieżki turystyczne były niemal puste, co było dla mnie dodatkową zaletą tego epizodu wyprawy. Santo ma także inne turystyczne atrakcje. Wzdłuż południowego wybrzeża wyspy ciągnie się 9-kilometrowa piaszczysta plaża, której zazdrości tej wyspie jej starsza i bogatsza siostra - Madera. Na jej wschodnim krańcu jest punkt widokowy Portela. Musiałem wspiąć się tam na wysokość 180 metrów, by zrobić to zdjęcie, przyznacie, że warto:

Detailed report from Santo Island you can read here.

 

 

Wyspa Santo jest u nas mało znana dlatego stworzyłem oddzielną stronę internetową o tej wyspie, osiągalną przez mój serwis Świat Wysp lub rezpośrednio przez ten link.

     Po kilkudniowym pobycie na Santo wróciłem na Maderę (zdjęcie jej klifów jest umieszczone poniżej). Czekając na tani lot na kontynent przypominałem sobie miejsca znane z poprzednich pobytów i wynajętym samochodem wjechałem na najwyższy szczyt wyspy (doprowadzili drogę do radaru, który tam stoi) - tego jednak dnia padało i wiało, a chmury przesłaniały widoki...

After a few days stay at Santo I returned to Madeira (photo of its cliffs is placed below). Waiting for a cheap flight to the continent I refreshed places known from previous stays and rented a car to drive to the highest peak of the island (they built the road to the radar that stands there) - but on that day it was raining and the clouds obscured the views ...

The planes of two low-cost airlines then transferred me to Barcelona, where I boarded a cheap ship to South America with two stops in the Canary Islands. The weather was good here. Together with new friends met on the ship on the island of Lanzarote  I reached the magnificent viewpoint Mirador del Rio - it offers a great view of the Graciosa islet :

 

Samoloty dwóch tanich linii przeniosły mnie potem do Barcelony, gdzie wsiadłem na tani statek płynący do Ameryki Południowej z dwoma przystankami na Wyspach Kanaryjskich. Tu pogoda dopisała. Razem z nowymi przyjaciółmi poznanymi na statku dotarłem na wyspie Lanzarote do wspaniałego punktu widokowego Mirador del Rio - otwiera się z niego widok na wysepkę Graciosa:

In turn, during a stopover on Gran Canaria, I went by cheap city bus to the western edge of the island to see the Maspalomas Dunes, overgrown on all sides by hotels. It was worth it. It turned out by the way that in this miniature desert are also small stones, from which tourists, like penguins arrange their "beach nests":

 

Z kolei podczas postoju statku na Gran Canaria pojechałem tanim, miejskim autobusem na zachodni kraniec wyspy, by obejrzeć diuny Maspalomas, obrośnięte ze wszystkich stron hotelami. Warto było. Okazało się przy okazji, że na tej miniaturowej pustyni leżą także drobne kamienie, z których turyści, jak pingwiny układają sobie gniazda: 

Then we spent six days in the sea, which, however, did not get long because of the large number of events on board - related, inter alia, to the crossing of the equator. The ocean was calm. First port, where we docked on the Brazilian coast was Recife, known to me from previous trips. It was a clash with another culture, with the poverty of people sleeping in the streets, begging. In the picture below, I photographed a street kitchen that many people use for lunch:

 

Potem spędziliśmy sześć dni w morzu, które jednak wcale mi się nie dłużyły ze względu na dużą ilość imprez na pokładzie - związanych między innymi z przekroczeniem równika. Ocean był spokojny. Pierwszm portem, do którego zawinęliśmy na brazylijskim wybrzeżu było znane mi już z poprzednich podróży Recife. To było zderzenie z inną kulturą, z ubóstwem ludzi śpiących na ulicach, z żebractwem. Na zdjęciu poniżej sfotografowałem uliczną garkuchnię, z której wielu ludzi korzysta w porze lunchu:  

In the next port - Maceio is not very safe - even the tourist information office advises against lonely trips around the city (I got to explore this city together with Brazilian friends). But right next to the port is a beautiful beach, and there are jangadas waiting for tourists - small boats taking tourists on short cruises around the bay. They were just pushing one of these boats out to the water:

 

W następnym porcie - Maceio jest niezbyt bezpiecznie - nawet miejscowe biuro informacji turystycznej odradza samotne wędrówki po mieście (ja poznawałem to miasto razem z brazylijskimi przyjaciółmi). Ale zaraz przy porcie jest piękna plaża, a na niej czekają na turystów jangadas [dżangadas] - małe łodzie zabierające turystów w krótkie rejsy po zatoce. Właśnie spychali jedną z takich łodzi na wodę:

Salvador, Bahia is one of the most interesting places in Brazil. Not only regarding the location and colonial architecture of the city, but also regarding the Afro-American culture, which is still flourishing here. But in the guides they write: if you get attacked or robbed in Brazil, it will most likely happen in El Salvador. But today the situation is better, thanks to the police, which is present in all places visited by tourists:

 

Salvador w stanie Bahia to jedno z najciekawszych miejsc w Brazylii. Nie tylko jeśli chodzi o położenie i kolonialną architekturę miasta, ale także jeśli chodzi o afro-amerykańską kulturę, która tu wciąż kwitnie. Ale w przewodnikach piszą: jeśli w Brazylii zostaniesz napadnięty lub okradziony wydarzy się to najprawdopodobniej w Salwadorze. Ale na dziś sytuacja jest juz lepsza, a to dzięki policji, która jest obecna we wszystkich miejscach odwiedzanych prze turystów:

Every day, on the cobbled streets of old El Salvador, performances by local bands of dancers and drummers take place. A groups goes through the old city and raises such a noise that it is difficult not to notice them. This is an interesting spectacle, so it is worth noting on the pictures:

 

Codziennie na brukowanych kocimi łbami ulicach starego Salwadoru odbywają się popisy miejscowych zespołów tancerzy i bębniarzy. Idzie taka grupa prze stare miasto i podnosi taki hałas, ze trudno ich  nie zauważyć. Jest to ciekawe widowisko, więc warto je odnotować na zdjęciach:

     

From El Salvador, we sailed to the port of Ilheus, known to all the Brazilians, thanks to the fact that there lived and wrote Jorge Amado - the most outstanding Brazilian writer. In his former home, next to a pedestrian street located in the city center, there is a modest museum. The writer's monument stands on the sidewalk in front of the entrance.
But I remember Ilheus most of the dancers who were welcoming the passengers on the port wharf. The ship was big, the passengers spilled out of it for over an hour, and they were still dancing and dancing. And how they dance!

 

Z Salwadoru popłynęliśmy do portu Ilheus, znanego wszystkim Brazylijczykom dzięki temu, ze tam mieszkał i tworzył Jorge Amado - najwybitniejszy brazylijski pisarz. W jego dawnym domu przy zamkniętym dla ruchu deptaku w centrum miasta mieści się skromne muzeum. Pomnik pisarza stoi na chodniku przed wejściem (zdjęcie poniżej).

Ale ja z Ilheus wspominam najchętniej tancerki, które powitały na portowym nabrzeżu schodzących ze statku pasażerów. Statek był duży, pasażerowie wysypywali się z niego przez ponad godzinę, a one wciąż tańczyły. I to jak!

Finally, we reached the legendary Rio de Janeiro. I was in Rio before already twice so it was pointless to go to Corcovado once again. I used the day for a long walk along the Ipanema and Leblon beaches - with a view of the Two Brothers Mountain (picture above)
The next day, I said goodbye to my ship in the port of Santos - the largest port of South America. Through this city, Brazilian coffee flows into the world. The most famous building is here the former coffee exchange (now a coffee museum - in the picture below). Santos is not the most interesting place on earth, but you had to go there to find it out.

 

Wreszcie dotarliśmy do legendarnego Rio de Janeiro. Byłem w Rio wcześniej juz dwa razy wiec nie było sensu po raz kolejny wjeżdżać na Corcovado. Wykorzystałem dzień na długi spacer wzdłuż plaż Ipanema i Leblon - z widokiem na górę Dwóch Braci (zdjęcie powyżej)

Następnego dnia pożegnałem mój statek w porcie Santos - największym porcie Południowej Ameryki. Przez to miasto płynie w świat brazylijska kawa. Najbardziej znanym budynkiem jest tu dawna giełda kawy (obecnie muzeum kawy - na zdjęciu poniżej). Santos nie jest najciekawszym miejscem na ziemi, ale trzeba było tam pojechać, aby to stwierdzić.

It took me 13,5 hours on overnight bus to get from Santos to the Island of St. Catherine. This is a beautiful place and it is much calmer than in other states of Brazil. The island is connected by a bridge with the mainland. Its most important asset is the beautiful nature - thousands of Brazilians, Argentines and Uruguayans come here to enjoy beautiful (and strongly advertised) beaches:

 

13,5 godziny trwała moja nocna podróż autobusem z Santos na Wyspę Św. Katarzyny. To piękne miejsce i jest to znacznie spokojniej niż w pozostałych stanach Brazylii. Wyspa połączona jest mostem z kontynentem. Jej najważniejszym atutem jest piękna przyroda - tysiące Brazylijczyków, Argentyńczyków, Urugwajczyków przyjeżdża tu dla pięknych (i rozreklamowanych szeroko w Ameryce Południowej) plaż:

Stanta Catarina is 54 by 18 kilometers wide. You can get to most places on the island by public buses paying 3.90 real for a ride with transfer. But it takes time. I decided that it is not worth to rent a car for a trip around the island, since they offer such a trip on the deck of a double-decker bus for 100 reals. Our bus took us to the most beautiful beach on the island - Praia Joaquina. Big boulders border here with white, clean sand, like La Digue on Seychelles:

 

Stanta Catarina ma wymiary 54 na 18 kilometrów. Do większości miejsc na wyspie mozna dojechać publicznymi autobusami płacąc 3,90 reala za kurs z przesiadką. Ale to wymaga czasu. Uznałem, że nie warto wynajmować samochodu na wycieczkę wokół wyspy, skoro oferują taka wycieczkę na pokładzie piętrowego autobusu za jedne 100 reali. Nasz autobus zawiózł nas między innymi do najpiękniejszej plaży na wyspie - Praia Joaquina. Wielkie głazy graniczą tu z białym, czystym piaskiem, jak na La Digue na Szeszelach:

The second most interesting town on the island's atfer its capital - Florianopolis is San Antonio, where I found some examples of nice colonial architecture:

 

Drugim najciekawszym miasteczkiem po stolicy wyspy - Florianopolis jest San Antonio, gdzie znalazłem kilka przykładów ładnej kolonialnej architektury:  

xxBy public bus I reached the fortress of San Jose, built by the Portuguese in the sixteenth century to defend against the attack of the Spaniards. The fortress is open to visitors at a cost of 8 real (about $ 2). North-western rocky cape of the island where it was built is a very picturesque and cozy place. There is also a secluded beach right next to it:

 

Publicznym autobusem dotarłem do fortecy San Jose, zbudowanej przez Portugalczyków w XVI wieku dla obrony przed atakiem Hiszpanów. Forteca jest udostępniona jest do zwiedzania na opłatą 8 reali (około 2 dolarów). Północno - zachodni skalisty przylądek wyspy na którym ją zbudowano jest bardzo malowniczym zakątkiem. Tuż obok jest także ustronna plaża:

And this was the farthest point of this trip. From the island of St. Catherine via Sao Paulo I flew to Casablanca. Here I had a forced stop due to the Moroccan airlines who changed their flight schedule. However, I managed to enforce free accommodation and meals during my stay in the city. It was also an opportunity to refresh memories of Casablanca. once again, I went to the magnificent Hassan II mosque, which has the highest minaret in the world (210 m):

 

I to był najdalszy punkt tej podróży. Z wyspy Św. Katarzyny przez Sao Paulo poleciałem do Casablanki. Tu miałem przymusowy postój z winy marokańskich linii lotniczych, które zmieniły rozkład swoich lotów. Udało mi się jednak wyegzekwować bezpłatne noclegi i wyżywienie podczas podczas pobytu w mieście. Była to także okazja, by przypomnieć sobie Casablankę.  raz jeszcze powędrowałem do okazałego meczetu Hassana II, który ma najwyższy minaret na świecie (210 m):

It takes only a little over an hour by train from Casablanca to the capital of Morocco - Rabat. I was the last time in Rabat 37 (!) years ago The sunny weather was favorable for wandering and thanks to that before sunset I could not only visit the old kasbah, but also photograph the mounted guardsmen in front of the mausoleum of King Mohammed V. It was a very good day:

 

Z Casablanki jedzie się pociagiem tylko niewiele ponad godzinę do  stolicy Maroka - Rabaty, gdzie byłem ostatni raz 37 (!) lat temu. Słoneczna pogoda sprzyjała wędrówkom i dzięki temu jeszcze przed zachodem słońca mogłem nie tylko odwiedzić stara kazbę, ale także  fotografować konnych gwardzistów przed mauzoleum króla Mohammeda V. To był bardzo udany dzień:

And then - in the morning, three consecutive planes were to move me to Gdansk. The first flight arrived in Barcelona on time. The second - had an hour of delay in Warsaw and thanks to that I lost the connection to Gdańsk. I had to spend three additional hours at Okęcie Airport. Nothing!  It is important that the next big trip was successful! Thank you for keeping your fingers crossed, dear friends!

Short hot messages in English from the road you will find, as always in my travel log and the map of the whole voyage is  here

 

A potem - rano trzy kolejne samoloty miały mnie przenieść do Gdańska. Pierwszy - do Barcelony przyleciał o czasie. Drugi - do Warszawy miał juz godzinę opóźnienia i dzięki temu straciłem połączenie do Gdańska.  Musiałem spędzić na Okęciu trzy dodatkowe godziny. Nic to! Ważne, ze kolejna wielka podróż zakończyła się pomyślnie! Dziękuję wam za trzymanie za mnie kciuków, drodzy Przyjaciele! Mapkę trasy tej podróży możecie zobaczyć tutaj. Gorące informacje o tym, co się działo na trasie znajdziecie jak zawsze w moim dzienniku podróży,

 

     

At the end of October I came back from a distant and long-planned trip to unknown destinations in Central America, where I used ships, buses, planes, and hitchhiking. For a lonely traveler it was a risky journey, but it was completed without any dangerous adventures :) On the trail I admired nature and enjoyed meetings with interesting people and their culture, for example on this picture - at the beginning of the journey in Las Palmas:

 

w ostatnich dniach października wróciłem z dalekiej i długo przygotowywanej podróży do nieznanych miejsc w Ameryce Centralnej, podczas której korzystałem ze statków, autobusów, samolotów, a także z autostopu. Dla samotnego podróżnika była to podróż podwyższonego ryzyka, udało się jednak zakończyć ją bez niebezpiecznych przygód :)  Na szlaku podziwiałem przyrodę i cieszyłem się ze spotkań z ciekawymi ludźmi i ich kulturą, na przykład tu  - na początku podróży w Las Palmas: 

After defeating the Atlantic, which was extremely quiet this time, I found myself in the Caribbean, reaching the islands already known to me. Usually on foot or hitchhiking I tried to find there new places. Here, for example, you can see the panorama of St Kitts, or Saint Christopher:

 

Po pokonaniu Atlantyku, który był tym razem wyjątkowo spokojny znalazłem się na Karaibach, docierając na znanych mi już wyspach, zazwyczaj pieszo lub autostopem do nowych miejsc. Tu na przykład panorama wyspy St Kitts czyli Saint Christopher:

Then in a similar way, in good weather I refreshed memories on Curacao and Aruba. I said goodbye to my old but cheap and sympathetic ship in Colon, in Panama. Going first to Panama City I found soon my way to the forgotten Panamanian islands of Bocas del Toro.

It was one of the most interesting places on the whole tour. See separate report here. There are more than a dozen larger and smaller islands.  I sailed to them by motorboat. Some of them have beautiful beaches. The coast of the others is covered by the mangroves and thick tropical jungle:

 

Potem w podobny sposób, przy świetnej pogodzie przypominałem sobie Curacao i Arubę. Mój stareńki, ale tani i sympatyczny statek pożegnałem w Colon, w Panamie, by przez Panama City trafić na zapomniane panamskie wyspy Bocas del Toro.

To było jedno z najciekawszych miejsc na trasie całej podróży. Ponieważ jest mało znane opisałem je obszernie na osobnej stronie mojego serwisu - Bocas. Większych i mniejszych wysepek jest tam kilkanaście. Pływałem do nich motorowa łodzią. Na niektórych są piękne plaże. Brzegi innych porastają mangrowce i gęsta tropikalna dżungla: 

 

Na rzadko odwiedzanych wyspach Bocas dziwnym zrządzeniem losu czy też Opatrzności spotkałem rodaka - księdza Józefa, misjonarza od 8 lat pracującego w Panamie. To było bardzo mile spotkanie - przegadaliśmy wieczorem na werandzie kilka godzin, okazało się, że mamy wspólnych znajomych... 

On the rarely visited Bocas island, I met a compatriot - Father Joseph, a missionary for 8 years working in Panama, in a strange fate or providence. It was a very nice meeting - we talked in the evening on the veranda for a few hours, we found out that we have common friends ...

I was lucky - the tourist season for Bocas has not started yet, there was a crowd of tourists ... The nicest place for me seemed to be the empty beach of Estrella near Boca del Drago, where in the shallow water you can see the sea starfish, and locals are catching such a shells:

 

Miałem szczęście - sezon turystyczny na Bocas jeszcze się nie zaczął, nie było tłumu turystów... Najpiękniejszym zakątkiem wydała mi sie pusta plaża Estrella loło Boca del Drago, gdzie w płytkiej wodzie zobaczyć można morskie rozgwiazdy, a miejscowi wyławiają takie oto muszle:

 

Z Bocas del Toro promem i lokalnymi autobusami dotarłem do stolicy Kostaryki San Jose, a stamtąd - na kolumbijskie wyspy San Andres i Providencia, gdzie rzadko pojawiają się światowi podróżnicy... Z San Andres małym katamaranem dopłynąłem na maleńką wyspę Providencia, która zachwyciła mnie nie tylko swoimi krajobrazami, ale przede wszystkim życzliwością ludzi. Znalazłem tam ślady słynnego pirata - kapitana Morgana. Niewiele jest takich wysp na świecie! Szczegółowy raport znajdziecie pod tym linkiem Old Providence.

From Bocas del Toro by ferry and local buses I reached the capital of Costa Rica  - San Jose, and from there I flew to the Colombian islands of San Andres and Providencia, where  the world travelers are rare...  From San Andres using small catamaran I reached the tiny island of Providencia, which impressed me not only with its landscapes, but above all with the kindness of the people. I found there traces of the famous pirate - Captain Morgan. It is hard to find such a island in the whole world!  Detailed report in Polish is here.

Then I went back to San Andres, and after visiting this island, I flew to mainland Colombia proceeding by bus to Santa Marta through Medellin and the colonial town of Giron. It's a nice town, I lived there in an old quarter full of flowers and narrow streets. From there I also took a trip to the nearby Tayrona National Park:

 

Potem wróciłem na San Andres i po zwiedzeniu tej wyspy samolotem poleciałem do kontynentalnej Kolumbii, by przez Medellin i kolonialne miasteczko Giron trafić autobusem do Santa Marta. To ładne miasto, mieszkałem tam w starej dzielnicy pełnej kwiatów i wąskich uliczek. Stamtąd odbyłem również wyprawę do pobliskiego Parku Narodowego Tayrona:

The last stop on this route was the historic city of Cartagena de Indias, known to me from previous expeditions. From there, through Florida and Copenhagen, I returned home.

Short hot messages in English from the road you will find as always in my travel log. Soon I'm going to put more information and photos from this tour on a separate page - Central America.

 

Ostatnim przystankiem na trasie tej podróży było historyczne miasto Cartagena de Indias, znane mi z poprzednich ekspedycji. Stamtąd przez Florydę i Kopenhagę wróciłem do domu. Gorące informacje o tym, co się działo na trasie znajdziecie jak zawsze w moim dzienniku podróży.  Wkrótce zamierzam umieścić więcej informacji i zdjęć z tej trasy na osobnej stronie - Central America

     

In September I travelled to Caucasus... The Russian Caucasus region was fascinating me since a long time. Unfortunately, the complicated internal situation and the ongoing unrest prevented me from going there for many years. Now the situation improved, so I packed my backpack and set out. I flew from Kaliningrad through Moscow to Vladikavkaz - the capital of North Osetia. After visiting the city, where there is a lot of nice architecture from the time of the tsars, I went to the mountains - to see among other things the unique City of the Dead - Dargavs:

 

We wrześniu pojechałem na Kaukaz... Region rosyjskiego Kaukazu interesował mnie od dawna. Niestety skomplikowana sytuacja wewnętrzna i trwające tam niepokoje uniemożliwiały przez wiele lat wyjazd w tamte strony. Teraz jest już spokojnie, od 4 lat nie było żadnych aktów terroru, więc spakowałem plecak i wyruszyłem w drogę. Poleciałem z Kaliningradu przez Moskwę do Władykaukazu - stolicy Północnej Osetii. Po zwiedzeniu miasta, w którym jest sporo ładnej architektury jeszcze z czasów caratu wybrałem się w góry - między innymi po to by zobaczyć unikalne Miasto Umarłych - Dargavs: 

Nearby Ingushetia also has unique monuments, but they are located in a frontier zone, where the Russians can move freely, but foreigners are required a special permit, which requise advance application and waiting for two months (!!). Unaware of this, and the seduced local driver drove me 80-meter into this zone (from the bridge to the gate with the control post), it was enough to be subjected to a lengthy investigation, also the taking  of all fingerprints and the pictures that are taken for criminal registers. Keep this in mind!  And so, in Ingushetia, I saw only the capital of the country, built in the honest steppe - Magas: 

 

Przyległa Inguszetia tez ma unikalne zabytki, ale położone są one w strefie nadgranicznej, gdzie Rosjanie mogą się poruszać  swobodnie, ale od cudzoziemców wymaga się specjalnego zezwolenia, na wydanie którego czeka się do dwóch miesięcy (!!). Nieświadomy tego, a skuszony zarobkiem miejscowy kierowca wjechał  w tę strefę na 80 metrów (od mostu do bramy z posterunkiem) i to już wystarczyło, abym był poddany długiemu przesłuchaniu, zdejmowaniu odcisków wszystkich palców i zdjęciom, jakie robi się kryminalistom.   Miejcie to na uwadze!    I tak oto w Inguszetii widziałem tylko zbudowaną od podstaw w szczerym stepie stolicę kraju - Magas: 

After all the Caucasian route I moved by local transport - mostly by marshrutka (micro- and minibuses) because normal size buses are rare here. Another stopover I planned in Grozny - the capital of Chechnya - a Muslim republic, ruled by a strong hand (and perhaps why so quiet). Grozny is astonishing with modern architecture and ... bearded policemen walking the streets. A great mosque was erected here. From the top of the skyscraper in the center (there is a small group of skyscrapers) you can photograph all the glorious panorama of the city except... the president's palace: 

 

Po całej kaukaskiej trasie poruszałem się lokalnym transportem - najczęściej tzw. marszrutkami (mikro- i  minibusami) bo normalnej wielkości autobusy są tu rzadkością. Kolejny stopover zaplanowałem w Groznym - stolicy Czeczenii - muzułmańskiej republiki, rządzonej silną ręką (i może dlatego tak spokojnej).  Grozny zadziwia nowoczesna architekturą i... brodatymi policjantami spacerującymi po ulicach. Wzniesiono tu wspaniały, wielki meczet. Ze szczytu wieżowca w centrum (jest tu mała grupa drapaczy chmur)  można fotografować całą efektowną panoramę miasta z wyjątkiem... pałacu głowy państwa:

 

From Chechnya another marshrutka took me to the neighboring Dagestan. More precisely - to the village of Kubaczi in the picturesque mountains. Kubaczi is famous for its filigree jewelry. In the absence of any hotel I lived here with ordinary people. Not so far from this village lie the ruins of the capital of the former Koreish Islamic state - Kala Koreish. The ruins located on an isolated mountain, high above the river made me call this place Machu Picchu of Dagestan:

 

Z Czeczenii kolejna marszrutka dowiozła mnie do sąsiedniego Dagestanu. A dokładniej - do wsi Kubaczi w malowniczych górach. Kubaczi słynie z wytwarzanych tu filigranowych wyrobów jubilerskich. Z braku jakiegokolwiek hotelu mieszkałem tu u zwykłych ludzi. Nie tak daleko od tej wsi leżą w górach ruiny stolicy dawnego islamskiego państwa Kurejszów - Kala Koreish. Usytuowane ruin na odosobnionej górze wysoko nad rzeka sprawiło, że nazwałem to miejsce Machu Picchu Dagestanu:

Then I descended from the mountains to Derbent in Dagestan - a city of 2,000 years of history and is considered to be the oldest in the Russian Federation. Derbent is located on the Caspian Sea and boasts its old fortress Naryn - Kala. Together with other Derbent monuments, it is on the UNESCO World Heritage list:

 

Potem zjechałem z gór do Derbentu w  Dagestanie - miasta co ma 2000 lat historii i uznawane jest za najstarsze na terenie Federacji Rosyjskiej, Derbent leży nad Morzem Kaspijskim, a jego chlubą jest górująca nad miastem stara forteca Naryn - Kala. Razem z innymi zabytkami Derbentu trafiła ona na listę World Heritage UNESCO:

In Derbent I happily came for the celebration of the City Day and Dagestan Unity Day. And that meant seeing many folklore performances, getting to know the region's handicrafts and meeting local people for whom, for lack in sight any other foreign tourists, I was as big an attraction as they were to me:

 

W Derbencie szczęśliwie trafiłem na obchody Dnia Miasta i Dnia Jedności Dagestanu. A to oznaczało możliwość oglądania wielu folklorystycznych występów, zapoznania się z rękodziełem regionu i spotkań z ludźmi, dla których, z braku w polu widzenia innych zagranicznych turystów byłem atrakcją równie dużą, jak oni dla mnie:

During the whole trip I experienced beautiful weather and high temperatures reaching up to 32 degrees. From Derbent, another marshrutka for 200 rubles drove me to Makhachkala, the capital of Dagestan. It is not a very interesting city, but few people know that 95 km from the capital you can see one of the most beautiful canyons in the world - the Salaksky canyon. I got there by shared car: 

 

Podczas całej podróży doświadczałem pięknej pogody i wysokich temperatur, dochodzących do 32 stopni. Z Derbentu kolejna marszrutka za jedne 200 rubli zawiozła mnie do Machaczkały - stolicy Dagestanu. Nie jest to zbyt ciekawe miasto, ale mało kto wie, ze 95 km od niego można oglądać jeden z najpiękniejszych kanionów świata - Kanion Sałakski. Dojechałem tam samochodem, dzielac koszt (2200 rubli) z innymi podróżnikami: 

     

 

To była udana podróż wśród pięknych krajobrazów. Na całej trasie spotkałem wielu ciekawych i życzliwych ludzi i nie doświadczyłem żadnych objawów agresji czy niechęci miejscowych (z wyjątkiem wspomnianego wyżej incydentu granicznego). Wróciłem z przeświadczeniem, że to bardzo ciekawy region, czekający wciąż na odkrycie przez świat. Powstały tu małe, prywatne hoteliki i hostele, ale wciąż brak jest rzetelnej i łatwo dostępnej informacji turystycznej. Nagrodą dla wytrwałego podróżnika, który jednak zdecyduje się tu przyjechać jest brak tłumów turystów...

It was a great trip among the beautiful landscapes. All along the route I met many interesting and kind people and I did not experience any signs of aggression or hostility (except for the border incident mentioned above).

From Makhachkala in Dagestan,  I returned to Kaliningrad - again by air, then I took a bus to Gdansk. Short, hot messages in English from the road you will find as always in my travel log

 

Z Machaczkały ponownie samolotem wróciłem do Kaliningradu, a następnie autobusem do Gdańska.  Notatki opublikowane "na gorąco" na trasie znajdziecie jak zawsze w moim dzienniku podróży

 
     

Summer ended when I started a new, long-awaited travel season! I started it from a short, weekly trip to the Balkans. In Belgrade long time ago when I was still a student, in the time of black and white photography. I decided to refresh my memories. Already in the beginning - in the capital of Serbia - I admired the Cathedral of St. Sava - is said to be the largest Orthodox temple in the world:

 

Lato się kończyło, gdy ja zaczynałem nowy, od dawna wyczekiwany sezon podróżniczy!   Rozpocząłem go od krótkiej, tygodniowej podróży na Bałkany. W Belgradzie byłem jeszcze jako student, w czasach czarno-białej fotografii. Postanowiłem odświeżyć wspomnienia. Już na początku - w stolicy Serbii - podziwiałem katedrę Św. Sawy -  podobno to największa prawosławna świątynia na świecie:

However, I did not intend to limit my Serbia's visit only to Belgrade, I wanted to visit some new interesting places scattered around Serbia. One of such place was the capital of Vojvodina region - Novi Sad. I did a day tour to this place from Belgrade - it took me 2 hours by public bus to get there. Novi Sad lies on the Danube, and besides the beautiful market, boasts a mighty fortress:

 

Nie zamierzałem jednak mojej wizyty w Serbii ograniczać tylko do samego Belgradu, chciałem odwiedzić przy okazji kilka nowych, ciekawych miejsc rozsianych po Serbii. Jednym z takich miejsc była stolica regionu Vojvodiny - Novi Sad. Miasto może być celem jednodniowej wycieczki z Belgradu - publiczny autobus jedzie do niego około 2 godzin. Novi Sad leży nad Dunajem, a poza pięknym rynkiem chlubi sie także potężną twierdzą:

However, the most beautiful castle in Serbia was found at the entrance to the Danube River Gorge. This romantic fortress is called Golubac and has been repeatedly fought for. The famous Polish knight Zawisza Czarny was killed here, wishing to rebound the fortress from the hands of the Turks. Especially beautiful lighting Golubac castle has just before sunset:

 

Jednak najpiękniejsze zamczysko w Serbii znalazłem u wejścia do Przełomu Dunaju. Ta romantyczna twierdza nazywa się Golubac i wielokrotnie o nią walczono. Słynny polski rycerz Zawisza Czarny zginął tutaj, pragnąc odbić twierdzę z rąk Turków. Szczególnie piękne oświetlenie ma zamek Golubac tuż przed zachodem słońca:

To Golubac I arrived from Belgrade by  rented car (you can have it paying 24 euro / day). After spending the night in a private pension (it cost about 12 euros) I went further by the highway built along the Iron Gates - so how in the literature they call the Danube River Gorge, stretching over 100 kilometers. On the way there were many wonderful views:

 

Do Golubac dojechałem z Belgradu samochodem wypożyczonym za 24 euro/dzień. Po spędzeniu tam nocy w prywatnej kwaterze (to koszt około 12 euro) pojechałem dalej szosą biegnącą wzdłuż Żelaznych Wrót - tak w literaturze nazywają ciągnący się na długości ponad 100 kilometrów Przełom Dunaju. Po drodze było wiele wspaniałych widoków: 

On the same day in the afternoon I drove over 300 kilometers to see another Serbian natural attraction. It is not easy to find it near the border of Kosovo. They call this place Devolja Varos or Devil's Town. It is a group of strongly eroded rocks - conglomerates. They are up to a dozen meters high, and their tops are often covered with dark colored stones - like naturally formed hats:

 

Jeszcze tego samego dnia po południu przejechałem ponad 300 kilometrów by zobaczyć jeszcze inną atrakcję przyrodniczą Serbii. Nie jest wcale łatwo odnaleźć ja przy granicy Kosowa. Nazywają to miejsce Devolja Varos czyli Diabelskie Miasto. Jest to grupa silnie zerodowanych skałek - zlepieńców. Maja wysokość do kilkunastu metrów, a ich szczyty często nakryte są kamieniami o ciemnym kolorze - jakby naturalnymi kapeluszami:

 

 

 

Po powrocie do Belgradu autobusem pojechałem do Tuzli w sąsiedniej Bośni. Tu przeżyłem szok, bo na ulicach miasteczek spacerują tu dziewczęta w muzułmańskich strojach - popatrzcie na zdjęcie obok. Islam pozostawi tu Turcy, ale nie jest to żadna skrajna odmiana tej religii, i choć kilka razy dziennie słyszy się nawoływanie do muzułmańskiej modlitwy, to miejscowe maleńkie i zgrabne meczety - takie jak na zdjęciu poniżej świecą pustkami.

 

 

After returning to Belgrade by bus I went to Tuzla in neighboring Bosnia. Here I was shocked, because in the streets of the townships girls walk trere in Muslim clothes - look at the picture next. Islam was left by the Turks here, but it is not an extreme variation of this religion, and although several times a day you hear the call to Muslim prayer, the local tiny and neat mosques - such as on the picture below - emit emptiness.

Kluczem do tej podróży były tanie bilety lotnicze zaoferowane przez Wizzair. Żyjemy w takich czasach, w których po kilku godzinach cierpliwego szukania w internecie można znaleźć bilet do Serbii tańszy od biletu do Warszawy!  Leciałem z małym, kabinowym bagażem do szwedzkiego Göteborga i stamtąd już prosto do Belgradu.  Potem z Tuzli znów przez Goteborg wróciłem do Gdańska. Pogoda dopisała, a Serbowie i Bośniacy przyjęli mnie serdecznie... Mapkę podróży możecie zobaczyć tutaj.

The key to this trip was the cheap airline tickets offered by Wizzair. We live in such times, when after several hours of patient searching on the internet, you can find a ticket to Serbia cheaper than a ticket to Warsaw! I flew with a small cabin pack to Sweden's Gothenburg and from there straight to Belgrade. Then from Tuzla again through Goteborg I returned to Gdansk. The weather was good, and Serbs and Bosnians welcomed me warmly...  Little map of this short journey you can see here.

 

 

     
     

In May I happily returned from the spring voyage to Slovakia and Ukrainian Transcarpatia!  At the beginning I was flying cheaply to Krakow, and from there I took the bus to Eastern Slovakia. There I stayed in unknown to me city Košice. This city surprised me positively - it has many monuments:

 

W maju wróciłem szczęśliwie z wiosennej podróży na Słowację i ukraińskie Zakarpacie!  Podróż zaczęła się od lotu tanią linią do Krakowa,  stamtąd autobusem jechałem na Wschodnią Słowację, gdzie zatrzymałem się w nieznanych mi dotąd Koszycach. To miasto zaskoczyło mnie pozytywnie - ma ono wiele zabytków:

But the main goal of this trip is the Ukrainian Transcarpathia - areas near the border with Hungary and Romania... Two buses, with a transfer in Michalovce, took me to the border and found myself in the border town of Uzhorod. It is an unofficial capital of Transcarpathia, with a castle and open-air museum of rural architecture in which I watched nice performances of local folk bands:

 

Ale głównym celem tego wypadu było Ukraińskie Zakarpacie - obszary "gdzie szum Prutu, Czeremoszu Hucułom przygrywa..." Dwoma autobusami, z przesiadką w Michalovcach dotarłem do granicy, by ją sprawnie przekroczyć i znaleźć się w granicznym miasteczku Użgorod. To nieoficjalna stolica Zakarpacia, z zamkiem i skansenem wiejskiego budownictwa, w którym oglądałem występy ludowych zespołów:

 

From Uzhgorod I took a bus to another town of Transcarpathia - Mukhaczewe, where most of the inhabitants speak Hungarian. Over the town dominates the silhouette of the old castle, which is worth visiting just to hold the finger of Prince Ferenc Rakoczy (the statue of the prince stands in the upper courtyard of the castle) - reportedly it brings happiness (picture on the right column) 

 

Z Użhorodu pojechałem małym autobusem do innego miasteczka Zakarpacia - Mukhaczewe, gdzie większość mieszkańców mówi po węgiersku. Bo przez wieki tereny te należały do Węgier. Nad miasteczkiem dominuje sylwetka starego zamku, który warto zwiedzić już choćby dlatego, aby potrzymać za palec księcia Franciszka Rakoczego (posąg księcia stoi na górnym dziedzińcu zamku) - podobno przynosi to szczęście: 

Mukhachewe Castle

 

 

In the next township of Transcarpathia - Berehove I was staying in the "Golden Peacock Inn" - old and stylish institution with fancy restaurant on the ground floor and few rooms upstairs: 

 

 

Zlata Pava

 

Podrzędne drogi tego regionu Ukrainy okazały się fatalne: pełne dziur i wybojów. Gdy jechałem po nich wysłużonymi minibusami strasznie trzęsło, więc szybko zmieniłem środek transportu na kolej i korzystałem z niej wszędzie, gdzie to było możliwe. Przejazdy koleją są przy tym na Ukrainie tańsze od autobusów.

W kolejnym małym miasteczku Zakarpacia - Berehowe mieszkałem w starym, stylowym zajeździe "Złoty Paw" z wyszukaną restauracją na parterze i kilkoma pokojami hotelowymi na piętrze. Macie go na zdjęciu powyżej, po lewej. W cenę hotelowego pokoju było wliczone śniadanie, ale tylko z herbatą. Jeśli chciałeś kawę - trzeba było dopłacić. Domyślacie się, jak sobie poradziłem?

In Winohradiv I found a bed in a tiny pension, run by a Ukrainian-Italian couple. They are very nice people, and the service - like the best hotel but also hearted: I even got warm croissants for the road!
In Winogradiv worth seeing is the romantic ruin of the medieval castle, as well as the nice palace of the Hungarian family Perenyi, surrounded by a park (photo below-right). Narrow gauge toy train runs three times a week to nearby Khmelnyk, but it was 1st of May and the staff has made itself day off - that's how it is in Ukraine!

 

W Winohradiv znalazłem sobie nocleg w maleńkiej kwaterze, prowadzonej przez ukraińsko-włoskie małżeństwo. To ogromnie sympatyczni ludzie, a obsługa - jak w najlepszym hotelu i do tego z sercem: dostałem nawet ciepłe rogaliki na drogę!

W Winogradiv warto zobaczyć romantyczne ruiny średniowiecznego zamku, a także ładny pałac węgierskiego rodu Perenyi, otoczony parkiem (zdjęcie poniżej). Wąskotorówka jeździ stąd trzy razy w tygodniu do pobliskiego Chmielnika, ale był 1 maja i obsługa zrobiła sobie wolne - tak to jest na Ukrainie!

 

Then I crossed to the other side of the Carpathians - first by train to Solotvino, then by bus to Rahiv and again by train - to Vorokhta. This is a very picturesque route - it led me to the foot of Czarnohora, in this massif you will find the highest peak of Ukraine - Howerla. This year, however, winter did not want to give up quickly. Look below how Czarnohora looked like on May 3rd - planned climbing to the top had to be postponed:

 

Potem przyszło mi przejechać na drugą stronę Karpat - najpierw pociągiem do Sołotwina, potem autobusem do Rahiv i znów pociągiem - do Worochty. To bardzo malownicza trasa - doprowadziła mnie ona do podnóża Czarnohory, w której masywie znajduje się najwyższy szczyt Ukrainy - Howerla. Tego roku zima nie chciała jednak szybko ustąpić. Popatrzcie, jak wyglądała Czarnohora 3 maja - zaplanowaną wspinaczkę na szczyt trzeba było odłożyć:

Instead, I made an interesting trip to the Black Cheremosh Valley to see the charming churches and Hutsul huts. Unfortunately, it turned out that Huculs do not wear their traditional costumes every day, like our highlanders from the Tatras. Their cemeteries are very colorful (picture on the right column below)

 

W zamian za to zrobiłem sobie ciekawą wycieczkę Doliną Czarnego Czeremoszu, oglądając urocze cerkiewki i huculskie chaty. Niestety okazało się, ze Huculi nie noszą na co dzień swoich ludowych strojów, jak nasi górale z Tatr. Aby je zobaczyć trzeba przyjechać w porze ludowego festiwalu. Bardzo kolorowe są ich cmentarze:

 

 

 

   

Coming down - to the elegant mountain resort of Yaremche I was planning to see the Probij waterfall on the Prut River. When I found a waterfall it turned out that the place is very commercialized, and the waterfall itself - rather low. IT was still worth a short hike:

 

Jadąc dalej - do eleganckiej miejscowości wypoczynkowej Jaremcze planowałem oglądanie wodospadu Probij na rzece Prut. Gdy znalazłem wodospad okazało się, że miejsce jest bardzo skomercjalizowane, a sam wodospad - niewysoki. Mimo to wart był krótkiej pieszej wycieczki: 

In Yaremche, I was also accidentally witnessing a wedding in a Greek Catholic church. Interesting that for such an important ceremony none of men dresses a tie, but beautifully embroidered shirts. I have seen there many folk elements - dressed "gaik" and bread "kolach" with several layers:

 

W Jaremczu byłem też przypadkowym świadkiem ślubu w greko-katolickim kościele. Ciekawe, że na tak ważną uroczystość nikt z panów nie ubiera tu krawata, ale pięknie wyszywane koszule. Widziałem wiele ludowych elementów - strojne gaiki i kilkupiętrowy kołacz: 

From Yaremche I went to Kolomyia, which still retains the character of a provincial, small town. There is an interesting ethnographic museum describing the life and folk art of Hutsul, but the most popular among tourists is the Pysanka Museum of eggs traditionally painted for the Easter:

 

Z Jaremcza pojechałem do Kołomyi, która do dziś zachowała charakter prowincjonalnego, kresowego miasteczka. Jest tu ciekawe muzeum etnograficzne opisujące życie i sztukę ludową Hucułów, ale największym powodzeniem wśród turystów cieszy się Muzeum Pisanki:

The next step on my route was the city Ivano-Frankivsk - former Polish Stanislav. I was fortunate not only for the weather, which was excellent. On the day of my arrival the city celebrated its annual feast - the 355th anniversary of the city charter granted by the Polish prince Andrzej Potocki. There were numerous shows, fairs, feasts. And I was admiring mainly a nice old architecture, eg. the church of the Virgin Mary transformed into a museum: 

 

Kolejnym punktem etapowym na moim szlaku stało się miasto Iwano-Frankivsk - dawny polski Stanisławów. Miałem tu szczęście nie tylko do pogody, która była wyśmienita. W dniu mojego przybycia miasto świętowało swoje doroczne święto - 355 rocznicę uzyskania praw miejskich, nadanych przez polskiego hetmana Andrzeja Potockiego. Były liczne występy, kiermasze, biesiady. A ja podziwiałem przede wszystkim ładną starą architekturę, np. kościół Marii Panny zamieniony na muzeum:

And then, after two hours spent on the train I had again a chance, after years of stroll down the streets of Lviv. The old part of this town is now on the UNESCO World Heritage list. Sadly, the old city' streets are turning into a real rivers of vehicles, not making life easier for tourists:

 

A potem, po dwóch godzinach spędzonych w pociągu mogłem ponownie, po latach pospacerować uliczkami uroczego Lwowa, którego Starówka wpisana jest na listę World Heritage UNESCO. Niestety przez to stare miasto przewalają się prawdziwe rzeki pojazdów, nie ułatwiając wcale życia turystom:

 

 

Lwów jest pełen polskich śladów. Mieszkałem bardzo blisko pięknego pomnika Adama Mickiewicza (na zdjęciu obok), odwiedziłem Cmentarz Łyczakowski z grobami wielu zasłużonych Polaków i Lwowskich Orląt. Zwiedzałem pięknie odrestaurowaną katedrę i kościoły innych wyznań, uniwersytet i politechnikę. Wdrapałem się w końcu na Wysoki Zamek, by popatrzeć na panoramę miasta.

 

Lviv is full of Polish traces. I lived very close to the beautiful monument of Polish poet Adam Mickiewicz (pictured on the right column), I visited Lyczakowski Cemetery with the graves of many well-deserved Poles and Soldiers. I visited also beautifully restored cathedrals and churches of other denominations, university and polytechnic. I finally climbed into the High Castle to look at the Lviv skyline.

 

 

 

 

We Lwowie spotkałem jednego z największych ukraińskich podróżników - Oresta Zuba i jego uroczą żonę Martę. Przegadaliśmy razem kilka godzin, a potem okazało się, że zarówno ja, jak i oni wybierają się jesienią tanim statkiem do Panamy. Co za zbieg okoliczności! Orest zawiózł mnie samochodem do niezbyt odległej, zabytkowej Żółkwi. To było bardzo miłe spotkanie z ciekawymi ludźmi - bardzo Wam dziękuję! 

In Lviv I met one of the greatest Ukrainian travelers - Orest Zub and his charming wife Marta. We were talking few hours, and then it turned out that both me and them are going to pick up in autumn cheap ship to Panama. What a coincidence! Orest took me by car to the not too distant full of monuments Zhovkva. It was a very nice meeting with interesting people - thank you so much! 

This was not so long, but successful voyage. I had to be back on time to sow and plant vegetables in my Wojtkówka!  :) In Ukraine I saw not only beautiful scenery, but I also met many friendly and interesting people. You can see the route map here, and the messages from the route I typed as always hot to my travel log.

 

To byłe niezbyt długa, ale udana podróż. Musiałem przecież wrócić na czas, by siać i sadzić w Wojtkówce!  :) Na Ukrainie widziałem nie tylko piękne krajobrazy, ale spotkałem też wielu życzliwych i ciekawych ludzi. Mapkę trasy możecie zobaczyć tutaj, a wiadomości z trasy wpisywałem jak zawsze na gorąco do mojego dziennika podróży.

 

     
     

A great honor met me on April 22nd . The Cracovians put in their Travelers, Explorers and Conquerors Alley a big plaque describing my traveler's output, and to commemorate the fact they planted behind the table  the oak tree which, I hope will grow into a mighty tree! 

 

22 kwietnia spotkał mnie nie lada zaszczyt. Krakowianie umieścili w swojej Alei  Podróżników, Odkrywców i Zdobywców tablicę opisującą mój podróżniczy dorobek. A za tablicą posadzili dla upamiętnienia dąb, który mam nadzieję wyrośnie na potężne drzewo.

 

Aleja Podróżników to odcinek szerokiego chodnika wzdłuż ulicy Stanisława Lema, prowadzący do krakowskiej Tauron Areny: 

Moja tablica znalazła się wśród trzydziestu innych, poświęconych wybitnym polskim podróżnikom, alpinistom i żeglarzom. To zaszczyt znaleźć się w jednym szeregu z Ernestem Malinowskim, Jerzym Kukuczką czy Leonidem Teligą... Odsłonięcie tablic połączone było z piknikiem dla mieszkańców Krakowa, podczas którego opowiadałem o mojej podróżniczej pasji. Dziękuję Królewskiemu Miastu Krakowowi i kapitule wyłaniającej kandydatów za to wielkie wyróżnienie!

My plaque was among thirty others devoted to outstanding Polish travelers, mountaineers and sailors. It is an honor for me to be in one line with Ernest Malinowski, Jerzy Kukuczka or Leonid Teliga ... The unveiling of the boards was connected with a picnic for the inhabitants of Krakow, during which I talked about my travel passion. Thank you to the Royal City of Cracow for this great honor!

 
     

In April I returned from the great voyage to Asia! I call it jokingly: "By slow boat to China" - do you remember this cute song?   It will start with the journey by bus from Gdansk to Cologne, Germany. From there, using the award ticket - award for my many previous flights with Star Alliance I flew up to the distant Mauritius. I had a chance to see again wonderfully located little capital of this country - Port Louis: 

 

W kwietniu wróciłem szczęśliwie  z kolejnej podróży do Azji! Nazwałem ją żartobliwie: "By slow boat to China" - pamiętacie tę uroczą piosenkę?  Ekspedycja rozpoczęła się od przejazdu autobusem z Gdańska do Kolonii w Niemczech. Stamtąd, korzystając z biletu - nagrody za poprzednie przeloty z sojuszem Star Alliance poleciałem aż na daleki Mauritius. Miałem możliwość przypomnieć sobie jak pięknie położona jest mała stolica kraju - Port Louis:

There - in Port Louis I will embark the cheap ship sailing so unusual route to China. Travel experience paid off: I was able to find a ship sailing for the renovation in the shipyard in China! Such occasions happen really rare. The second port visited on the route was Victoria, the capital of the Seychelles Archipelago. Mahe Island, where the capital is located, I visited using the public transport, arriving at the idyllic beaches (photo below) and meeting nice local people - the Creoles (picture on the right)

 

W Port Louis wsiadłem na tani statek zmierzający nietypową trasą aż do Chin. Podróżnicze doświadczenie zaprocentowało: udało mi się znaleźć statek płynący na remont do stoczni w Chinach! Takie okazje zdarzają się naprawdę wyjątkowo. Drugim odwiedzonym portem na trasie była Victoria - stolica Archipelagu Szeszeli. Wyspę Mahe, na której leży stolica zwiedzałem publicznym transportem, docierając do idyllicznych plaż (zdjęcie po lewej) i spotykając przy okazji sympatycznych mieszkańców:

 

Then it turned out that on the main island of the Muslim Republic of Maldives, bathing is not allowed on the public beach in our bathing suits, but only in the clothing that completely covers the body. This applies to both women and men:

 

Potem okazało się. że na głównej wyspie muzułmańskiej Republiki Malediwów, na publicznej plaży nie wolno się kąpać w naszych kostiumach kąpielowych, a jedynie w ubiorze całkowicie zakrywającym ciało. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn:

     

The Maldives' government is building now a long bridge, visible on the photo above, which will connect the airport to the main island. This was not announced during my first stay yet.

The Maldives Archipelago is not far from Sri Lanka. Here we docked in Colombo. This huge city provides an opportunity not only for sight-seeing and visiting the temples, but also for the observation of everyday life. See the local police on the right:

 

Rząd Malediwów buduje długi most, widoczny na zdjęciu, który połączy lotnisko z główną wyspą. O tym podczas mojego pierwszego pobytu jeszcze nawet nie mówiono.

Z Archipelagu Malediwów niedaleko juz jest na Sri Lankę. Tu zawinęliśmy do Colombo. To wielkie miasto daje okazję nie tylko do zwiedzania zabytków i światyń, ale i do obserwacji codziennego życia. Ciemnoskórzy policjanci chętnie pozowali do zdjęcia:

 

From Colombo our old ship sailed to the well-known Thai island of Phuket. Here, together with other travelers we rented an open tuk-tuk - motorcycle van to visit beautiful Buddhist temples and  the southern tip of the island, famous for the views.   Z Colombo nasz stareńki statek popłynął na znaną tajska wyspę Phuket. Tu razem z innymi podróżnikami wynajęliśmy otwarty tuk-tuk - motocyklową furgonetkę by odwiedzić piękne buddyjskie świątynie i słynący z widoków południowy przylądek wyspy

 

Many times during our sailing we admired the wonderful sunsets. There was no time for boredom - even during the so-called days at the sea, when we sailed to the next port. There were many activities on the ship: concerts and shows, dances, films and contests. There was also a chance to meet the captain and to make a memorial photo. See my Italian captain Gianfranco La Fauci on the right column: 

 

Wielokrotnie podczas żeglugi podziwialiśmy wspaniałe zachody słońca. Nie było czasu na nudę - nawet podczas tak zwanych dni w morzu, kiedy to żeglowaliśmy do następnego portu. Na statku było wiele rozrywek: koncerty i rewie, tańce, filmy i konkursy. Była też okazja do spotkania z kapitanem i zrobienia sobie przy okazji pamiątkowego zdjęcia. To mój włoski kapitan Gianfranco La Fauci:

 

Sunset on the Indian Ocean 

 

Exotic, hot and humid Singapore surprised me again - this time by controversial silhouette of luxury hotel "Marina Bay", which appeared in the representative point of the city. The lift transfer to the upper terrace cost 20 euros, so I just took a picture from the bottom: 

 

Egzotyczny, gorący i parny Singapur zadziwił mnie ponownie - tym razem kontrowersyjną sylwetką luksusowego hotelu "Marina Bay", która pojawiła się w reprezentacyjnym punkcie miasta. Wjazd windą na górny taras kosztował 20 euro, wiec poprzestałem na zrobieniu takiego oto zdjęcia:

In Vietnam we docked at Da Nang harbor, from where I organized a private trip to the nearby Marble Mountains. This is very interesting place, where in the great "cathedral" inner grotto  are hidden Buddhist and Taoist temples. But the city itself is also interesting with a bazaar, where you can buy a conical Vietnamese hat and see how the ladies hairdresser works just on the sidewalk (right column): 

 

W Wietnamie zawinęliśmy do portu Da Nang, skąd na własną rękę zorganizowałem sobie wycieczkę do niedalekich Marmurowych Gór (Marble Mountains). To bardzo ciekawe miejsce, gdzie w wielkiej jak wnętrze katedry grocie ukryte sa buddyjskie i taoistyczne świątynie. Ale ciekawe jest też samo miasto z bazarami, na których mozna kupić stożkowy wietnamski kapelusz i podpatrzeć, jak wprost na chodniku pracuje damski fryzjer:

 

And although in socialist Vietnam  I have not seen too many people praying in the temples, it is worth to look at these objects even to find yourself in the mysterious world of strange colors, sounds and statues:

 

I choć w socjalistycznym Wietnamie zbyt wielu ludzi modlących się w świątyniach nie widziałem, to warto zajrzeć do tych obiektów już choćby po to, by znaleźć się na chwile w tajemniczym świecie dziwnych barw, dźwięków i posągów:

AIt was a hot and hazy day when we arrived in Hong Kong. Despite the limited visibility I decided  once again to reach the famous summit of Victoria Peak from which there is a magnificent view of the city and the bay - this time by walking. And it turned out to be possible.
             Then, after I had descended I had enough time to look at the double-decker toy trams. I love it - no other city in the world has such means of transport:

 

Był gorący i mglisty dzień, gdy dotarliśmy do Hongkongu. Postanowiłem mimo ograniczonej widoczności raz jeszcze dotrzeć na słynny szczyt Victoria Peak z którego otwiera się wspaniały widok na miasto i zatokę - tym razem pieszo. I okazało się, że jest to możliwe.

            Potem po zejściu w dół starczyło mi jeszcze czasu, by raz jeszcze przyjrzeć się piętrowym tramwajom-zabawkom. Bardzo mi się podobają - żadne inne miasto na świecie nie ma takich środków transportu.

 

I  visited also the Chinese temples of Kowloon (photo above- right) and checked that the famous Chunking Mansions hostels, where I lived during my previous visits to this unusual city still exist. The day passed very quickly. Very spectacular was our evening sailing out from Hong Kong harbor:

 

Odwiedziłem też chińskie świątynie Kowloonu (zdjęcie powyżej) i sprawdziłem, że istnieje słynna noclegownia trampów Chunking Mansions, gdzie mieszkałem podczas moich poprzednich wizyt w tym niezwykłym mieście. Dzień minął bardzo szybko. Bardzo spektakularne było nasze wieczorne wyjście z portu w Hongkongu:

 The final point of my sea voyage was China's Shanghai - China's rapidly growing economic capital. The skyline of this city, precisely the Pudong quarter on the other side of the river, is unparalleled:

 

Końcowym punktem trasy rejsu był chiński Szanghaj - niezwykle szybko rozwijająca się ekonomiczna stolica Chin. Skyline tego miasta, a właściwie położonej za rzeką dzielnicy Pudong niewiele ma sobie równych:

 Then, in China I traveled by train and bus to new, unknown places. The first major stepping stone was the Wudangshan Mountain Range. In his Taoist monasteries, which were placed on the World Heritage List of UNESCO, there was once developed a martial art taichi. After a few hours of exhausting climbing I got there to the monastery on the top of the mountain:

 

Potem w Chinach podróżowałem pociągami i autobusami do nowych, nieznanych jeszcze miejsc. Pierwszym ważniejszym punktem etapowym było pasmo górskie Wudangshan. W jego taoistycznych klasztorach, które umieszczono na liście World Heritage UNESCO narodziła się kiedyś sztuka walki taichi. Po kilku godzinach wyczerpującej wspinaczki dotarłem tam do klasztoru na najwyższym szczycie pasma:

From Wudangshan, traveling by train again, I moved to Luoyang City. The city is famous for its Buddhist sculptures carved in the Longmen caves located on the outskirts of the city in 5th and 6th century. There are over 2,000 grottos. The size of the collection is  over 100,000 Buddha's images. Caverns with statues are located on two sides of the river. Two bridges built over the river allowed to create a loop, after which the sea of tourists is flowing around. This unusual place is also on the UNESCO list. The greatest Buddha statue is 17 meters high: 

 

Z Wudangshan podróżując ponownie pociągiem przemieściłem się do miasta Luoyang. Miasto to słynie z kompleksu buddyjskich rzeźb wykutych w grotach Longmen w V i VI wieku. Grot różnej wielkości jest ponad 2 tysiące, wizerunków Buddy naliczono ponad 100 tysięcy. Groty z posągami rozmieszczone są po dwóch stronach rzeki. Dwa mosty na rzece pozwoliły stworzyć pętlę, po której przemieszcza się morze turystów. Ten niezwykły obiekt również znalazł się na liście UNESCO. Największy posag Buddy ma 17 metrów wysokości:

I was lucky to be in Luoyang during the annual Peony Cultural Festival. There was a lot to see in the city gardens. Not only the flowers, but also crowds of smiling people:

 

Miałem szczęście być w Luoyang podczas corocznego Festiwalu Piwonii. Było co ogladać w miejskich parkach - nie tylko kwiaty ale także tłumy uśmiechnietych ludzi:

 

Famous as the cradle of  kung-fu martial arts Shaolin monastery came to me to explore in the rain. I waited for over an hour hoping the sky would wipe, but in vain. Maybe that's why this widely advertised place disappointed me. This is the fragment of the main temple of the Shaolin complex:

 

Słynący jako kolebka sztuki walki kung-fu klasztor Shaolin przyszło mi zwiedzać w deszczu. Czekałem ponad godzinę mając nadzieje, że niebo się przetrze, ale nadaremnie. Może dlatego ten szeroko reklamowany obiekt mnie rozczarował. Tak wygląda fragment głównej świątyni kompleksu Shaolin:

From Shaolin, it is no longer far away from Kaifeng, the former capital of China. There were no tourist crowd there. The old town of Kaifeng is surrounded by a ring of walls with fortified gates. Behind the walls are numerous temples and Iron Pagoda, which is not built of iron.

 

Z Shaolin nie jest już daleko do miasta Kaifeng - dawnej stolicy Chin. Tu juz nie było takich tłumów turystów. Stare miasto w Kaifeng otoczone jest pierścieniem murów z warownymi bramami. Za murami ukryte są liczne świątynie oraz Żelazna Pagoda, która wcale nie jest zbudowana z żelaza.

Among the Kaifeng's temples, the Temple of the Chief Minister is the most interesting (see the pictures below). The buildings stand there one after one. They are full of mysterious paintings and dowries. Although the faithful come to these temples to pray, they still charge entrance fees. I had to be careful not to leave my whole diet at the cash registers of the temples.  :)

 

Wśród świątyń Kaifengu najciekawsza jest Świątynia Pierwszego Ministra (na zdjęciach poniżej), gdzie stojące w amfiladzie poszczególne budowle pełne sa tajemniczych malowideł i posagów. Mimo, że wierni przychodzą do tych świątyń się modlić, to za wstęp pobierane są opłaty. Musiałem uważać, by w kasach kolejnych swiatyń nie zostawić całej mojej diety  :)

 

This was another successful and interesting voyage to the new, unknown places.  I returned to Poland, flying from Shanghai via Moscow by Aeroflot lines. Short messages from all the route you will find as always in my travel log

 

To była kolejna udana i ciekawa podróż do nowych, nieznanych miejsc. Do Polski wróciłem samolotami przez Szanghaj i Moskwę rosyjskimi liniami Aeroflot. Krótkie wiadomości z całej trasy znajdziecie jak zawsze w moim dzienniku podróży

 

In March, I had a presentation "50 years with a backpack" during the annual festival of Travelers, Sailors and Mountaineers - Kolosy in Gdynia. So it was coincidence - it is now exactly 50 years since my first independent trip with a backpack - to Hungary. This was in the days of communism, black-and-white photography, the difficulties with passports and hard currencies. And I wanted to show that to the young audience, going then to the next stages of my way to the world. For the first time I had such a big audience (about 4,000 spectators). The organizers inviting me offered me 50 minutes of the time. Three days before the festival, it turned out that they give me only 30 minutes. Obviously, the quality of the presentation suffered  - I had to reduce slide's commentary, and sometimes completely miss it. It seems to me that my speech still impressed the people.

 

W marcu miałem prezentację p.t. "50 lat z plecakiem" na dorocznym festiwalu Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów - Kolosy w Gdyni. Tak się zbiegło - upływa właśnie równe 50 lat od mojej pierwszej samotnej wyprawy z plecakiem - na Węgry. Było to w czasach czarno-białej fotografii, trudności paszportowych i dewizowych. I to chciałem uświadomić młodej publiczności, przechodząc potem do kolejnych etapów mojej drogi w świat. Po raz pierwszy miałem takie duże audytorium (około 4000 widzów). Organizatorzy zapraszając mnie oferowali mi 50 minut czasu. Na trzy dni przed festiwalem okazało się, że dają mi tylko 30 minut. W sposób oczywisty ucierpiała na tym jakość prezentacji - musiałem zredukować mój komentarz do zdjęć, a czasem zupełnie go pominąć.  Wydaje mi się jednak, że moje wystąpienie i tak zrobiło duże wrażenie. Dziesiątki ludzi podchodziło potem by uzyskać mój autograf, kupić książkę i zrobić sobie wspólne zdjęcie.

     

 

"Kolosy" stały się także dla mnie okazją do spotkań z innymi pasjonatami podróżowania. Spośród wyróżnionych osób najbardziej zaimponowali mi Anna i Mateusz Emeschajmer, którzy przez 4,5 roku jechali przez świat na rowerach. Ja bym tak nie potrafił!  :)   Obok macie nasze wspólne zdjęcie.

"Kolosy" gave me also become for me an opportunity to meet with other passionate travelers. Among the distinguished people most impressed me Anna and Mateusz Emeschajmer who rode by 4.5 years around the world on bicycles. I would just could not do that! :) You have our photo together on the left column.

Na tegorocznych "Kolosach" spotkałem też kilku starych i cenionych przyjaciół. Wśród nich Gdańszczanina - afrykanistę, alpinistę i doświadczonego podróżnika Michała Kochańczyka. Bardzo go lubię za jego poczucie humoru i życzliwość dla świata. Szanuję go także za jego podróżniczą wiedzę, którą podobnie jak ja chętnie dzieli się z młodymi ludźmi.

At this year's "Kolosy" I met few old and valued friends. Among them - Africanist, an experienced climber and traveler Michal Kochańczyk. I like him very much for his sense of humor and his kindness to the world. I respect him also for his experience in travel. Like me, he is always willing to share it with young people. See our picture on the right column.

 

 

Największą niespodziankę i radość na "Kolosach" sprawiła mi pani Ewa, która od lat śledzi moje podróże. Podarowała mi własnoręcznie wykonaną akwarelę przedstawiającą słynny Kanion Colca w Peru, który kiedyś odwiedziłem. Takie wyróżnienie warte jest dla mnie więcej niż jakiekolwiek dyplomy. Bardzo dziękuję, pani Ewo!

The biggest surprise and during "Kolosy" made me Mrs. Eva, who for years keeps track of my travels. He gave me personally made  watercolor depicting the famous Colca Canyon in Peru, which  I visited years ago. Such a distinction is worth to me more than any diplomas. Thank you so much, Mrs. Eva!

     
     

 

Between the voyages I am giving lectures and slide-shows in the clubs and public libraries around Poland. The money I earn on this way is always converted into the new air tickets.

In the International Sailor's Club "Zejman" I was talking about the Far North of Russia, and recently - about my 12th Voyage around the world:

"Zejman" has a very special atmosphere. It is the meeting place of the sailors and travelers located in the heart of the Old Town in Gdansk.

 

 

Okresy między podróżami wykorzystuję także na prelekcje i spotkania autorskie w klubach i bibliotekach. Zazwyczaj takie imprezy połączone są z promocją mojej książki "Na siedem kontynentów". Mile do dziś wspominam właśnie takie perfekcyjnie zorganizowane spotkanie w Wojewódzkiej Bibliotece Pedagogicznej w Słupsku:  

W gdańskim klubie "Zejman" opowiadałem nie tak dawno o arktycznej Rosji (fot. obok), a ostatnio także o mojej Dwunastej Podróży Dookoła Świata.

     

 My website is winning more and more fans...   At the beginning of the year 2003 the counter installed on my web pages took down 90 thousands calls. In June 2006 I had the celebration -  it reached a million!  On November 13th, 2015 counter showed 4,000,000 page views. The reader who noted this event and sent me congratulations received the gift brought by me from the world.

I think it is quite a lot concerning such a private website. The statistics are also interesting: most of the calls (about 70%) come from Poland. From abroad most guests comes from Great Britain and France. At the end of the rank unexpectedly appeared residents of very strange countries like Taiwan, Mexico and Saudi Arabia... In my own country most visitors come from Warsaw, Cracow, Wroclaw and from my home Gdansk.  

 It is real problem for me when to translate my www pages to English. So far only about 15 percent of them are translated, I have not enough time and nobody wants to help me. Pity!   I would like to share my travel knowledge also with the people from abroad.

Regarding pages not translated to English: there is still a lot of pictures to see.  I was  working hard to complete my web pages: you can spend many hours in front of the screen...  I hope that many people will take the advantage of my experience... And they do...  Unfortunately there are also journalists who copy parts of my pages,  then they add something and publish the whole story as their text...    Shame, ladies and gentlemen...

  I am also receiving a lot of e-mails with questions related to travel  - not only from Poland but also from  the world...   I try to response every letter but unfortunately I cannot spend to much time for this - a lot of other activities is waiting for me... I fall behind with publishing reports from my consecutive  journeys.

I recorded the radio program, talking about my recent travels and I gave also an interview for the Polish site in Vilnius - Lithuania - you can read it here. After years "Poznaj Świat" ("Discover the world") magazine published again my article - about Ogasawara Islands. There were also my articles about Egyptian Sahara in "Rzeczpospolita" ("The Republic") and my "Terres Australes" piece (Crozet & Kerguelen Is.) published in "Podróże" magazine.    More on my writing you will find on the web page "my publications"  and full listing of recently published articles on: "ARTICLES" .  

I spend my life traveling, writing, giving lectures and the slide-shows. Readings and preparations for the future voyages also take a lot of my time. Next target is already defined and I cheap air tickets are waiting on my desk!

Love to all of you!  

February 23rd,  2018                                       Wojtek   

 

Mój internetowy serwis zyskuje coraz więcej sympatyków...  Na początku roku 2003 licznik zainstalowany na moich stronach odnotował 90 tysięcy wywołań. Na początku czerwca 2006 obchodziłem jubileusz: milionowe wywołanie mojego serwisu. 13 listopada 2015 licznik pokazał 4 miliony wyświetleń mojej strony. Czytelnik, który odnotował to wydarzenie i przesłał mi gratulacje otrzymał ode mnie upominek przywieziony ze świata.

Program statystyczny, który zainstalowałem na moich internetowych stronach pokazuje codziennie do 1000 wywołań.  Ciekawa jest statystyka tych wywołań: najwięcej, bo około 70% pochodzi z Polski. Spośród innych krajów najwięcej mam kolejno gości z Wielkiej Brytanii i Francji.  Pod koniec listy pojawiają się ku mojemu zaskoczeniu bardzo dziwne kraje: Tajwan, Meksyk czy Arabia Saudyjska...   W kraju najwięcej sympatyków mam w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i rodzinnym Gdańsku.

Materiału w moim serwisie jest na wiele godzin oglądania - włożyłem w jego opracowanie bardzo dużo pracy z myślą o tym, by z moich doświadczeń mogli skorzystać inni globtroterzy... I korzystają...     Niestety nie wszyscy korzystają z zawartości moich stron w dozwolony sposób - są tacy dziennikarze, którzy przepisują teksty z moich stron, dodają coś od siebie i... publikują całość podpisując swoim nazwiskiem...   Doprawdy wstyd panie i panowie!...

Dostaję e-mailem wiele pytań od podróżników, nie tylko z Polski ale i ze świata - staram się na wszystkie listy odpowiadać, ale niestety nie mogę na to poświęcić zbyt dużo czasu... Jak się zapewne domyślacie nie wszystkie listy są poważne... - czasem np. dostaję do rozwiązania zadania z geografii... Traktuję to z humorem... 

Nagrałem kolejną audycję radiową o moich podróżach i udzieliłem wywiadu dla polskiego portalu w Wilnie - możecie go przeczytać tutaj. Po latach miesięcznik "Poznaj Świat" znów opublikował mój artykuł - o japońskich wyspach Ogasawara. Ostatni mój artykuł w  "Rzeczpospolitej" traktował  o podróży przez Egipską Saharę. W "Podróżach" ukazał się mój artykuł o Francuskiej Subantarktyce - archipelagach Crozeta i Kerguelena.  Więcej o moim pisaniu przeczytacie na stronie moje publikacje  a pełny wykaz ostatnich artykułów na stronie ARTYKUŁY.  

         Podróże i działalność publicystyczna wypełniają mi aż nadto mój czas.  Nie nadążam z publikowaniem relacji z kolejnych wyjazdów. Kilka kolejnych ciekawych projektów nowych ekspedycji jest w opracowaniu - wiecie dobrze, że plany takich samotnych eskapad do rzadko odwiedzanych miejsc wymagają solidnego przygotowania... Są już wyznaczone następne cele i kupione okazyjnie tanie bilety lotnicze leżą na biurku! 

Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich   

 

2018.02.23                                                      Wojtek

Travel snapshots from recent years --- Migawki z podróży ostatnich lat

Podróże roku 2016

Podróże roku 2015 Podróże roku 2014 Podróże roku 2013 Podróże roku 2010-2012

 

Back do the main directory                                                            Powrót do głównego katalogu