News for my friends worldwide... Wiadomości dla moich przyjaciół...
     
What's new ?

Co u mnie słychać?

     

 

New voyage!  I'm flying cheaply to Krakow, and from there I'll take the bus to Eastern Slovakia. There I will stay in unknown Košice. But the main goal of this trip is the Ukrainian Transcarpathia - areas near the border with Hungary and Romania... I want to see Kolomyia, former Polish city Stanislaw and again, after years of stroll down the streets of Lviv. This is not going to be a long trip - I have to be back in time to sow and plant in my Wojtkówka!  :)

 

Nowa podróż!  Lecę tanim lotem do Krakowa, a stamtąd autobusem jadę na Wschodnią Słowację. Tam zatrzymam się w nieznanych dotąd Koszycach. Ale głównym celem tego wypadu jest Ukraińskie Zakarpacie - obszary "gdzie szum Prutu, Czeremoszu Hucułom przygrywa..." Chcę zobaczyć Kołomyję, dawny polski Stanisław i ponownie, po latach pospacerować uliczkami Lwowa. To nie będzie długa podróż - trzeba przecież wrócić na czas, by siać i sadzić w Wojtkówce!  :)

A great honor met me on April 22nd . The Cracovians put in their Travelers, Explorers and Conquerors Alley a big plaque describing my traveler's output, and to commemorate the fact they planted behind the table  the oak tree which, I hope will grow into a mighty tree! 

 

22 kwietnia spotkał mnie nie lada zaszczyt. Krakowianie umieścili w swojej Alei  Podróżników, Odkrywców i Zdobywców tablicę opisującą mój podróżniczy dorobek. A za tablicą posadzili dla upamiętnienia dąb, który mam nadzieję wyrośnie na potężne drzewo.

 

Aleja Podróżników to odcinek szerokiego chodnika wzdłuż ulicy Stanisława Lema, prowadzący do krakowskiej Tauron Areny: 

Moja tablica znalazła się wśród trzydziestu innych, poświęconych wybitnym polskim podróżnikom, alpinistom i żeglarzom. To zaszczyt znaleźć się w jednym szeregu z Ernestem Malinowskim, Jerzym Kukuczką czy Leonidem Teligą... Odsłonięcie tablic połączone było z piknikiem dla mieszkańców Krakowa, podczas którego opowiadałem o mojej podróżniczej pasji. Dziękuję Królewskiemu Miastu Krakowowi i kapitule wyłaniającej kandydatów za to wielkie wyróżnienie!

My plaque was among thirty others devoted to outstanding Polish travelers, mountaineers and sailors. It is an honor for me to be in one line with Ernest Malinowski, Jerzy Kukuczka or Leonid Teliga ... The unveiling of the boards was connected with a picnic for the inhabitants of Krakow, during which I talked about my travel passion. Thank you to the Royal City of Cracow for this great honor!

 
     

I just returned from the great voyage to Asia! I call it jokingly: "By slow boat to China" - do you remember this cute song?   It will start with the journey by bus from Gdansk to Cologne, Germany. From there, using the award ticket - award for my many previous flights with Star Alliance I flew up to the distant Mauritius. I had a chance to see again wonderfully located little capital of this country - Port Louis: 

 

Wróciłem szczęśliwie  z kolejnej podróży do Azji! Nazwałem ją żartobliwie: "By slow boat to China" - pamiętacie tę uroczą piosenkę?  Ekspedycja rozpoczęła się od przejazdu autobusem z Gdańska do Kolonii w Niemczech. Stamtąd, korzystając z biletu - nagrody za poprzednie przeloty z sojuszem Star Alliance poleciałem aż na daleki Mauritius. Miałem możliwość przypomnieć sobie jak pięknie położona jest mała stolica kraju - Port Louis:

There - in Port Louis I will embark the cheap ship sailing so unusual route to China. Travel experience paid off: I was able to find a ship sailing for the renovation in the shipyard in China! Such occasions happen really rare. The second port visited on the route was Victoria, the capital of the Seychelles Archipelago. Mahe Island, where the capital is located, I visited using the public transport, arriving at the idyllic beaches (photo below) and meeting nice local people - the Creoles (picture on the right)

 

W Port Louis wsiadłem na tani statek zmierzający nietypową trasą aż do Chin. Podróżnicze doświadczenie zaprocentowało: udało mi się znaleźć statek płynący na remont do stoczni w Chinach! Takie okazje zdarzają się naprawdę wyjątkowo. Drugim odwiedzonym portem na trasie była Victoria - stolica Archipelagu Szeszeli. Wyspę Mahe, na której leży stolica zwiedzałem publicznym transportem, docierając do idyllicznych plaż (zdjęcie po lewej) i spotykając przy okazji sympatycznych mieszkańców:

 

Then it turned out that on the main island of the Muslim Republic of Maldives, bathing is not allowed on the public beach in our bathing suits, but only in the clothing that completely covers the body. This applies to both women and men:

 

Potem okazało się. że na głównej wyspie muzułmańskiej Republiki Malediwów, na publicznej plaży nie wolno się kąpać w naszych kostiumach kąpielowych, a jedynie w ubiorze całkowicie zakrywającym ciało. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn:

     

The Maldives' government is building now a long bridge, visible on the photo above, which will connect the airport to the main island. This was not announced during my first stay yet.

The Maldives Archipelago is not far from Sri Lanka. Here we docked in Colombo. This huge city provides an opportunity not only for sight-seeing and visiting the temples, but also for the observation of everyday life. See the local police on the right:

 

Rząd Malediwów buduje długi most, widoczny na zdjęciu, który połączy lotnisko z główną wyspą. O tym podczas mojego pierwszego pobytu jeszcze nawet nie mówiono.

Z Archipelagu Malediwów niedaleko juz jest na Sri Lankę. Tu zawinęliśmy do Colombo. To wielkie miasto daje okazję nie tylko do zwiedzania zabytków i światyń, ale i do obserwacji codziennego życia. Ciemnoskórzy policjanci chętnie pozowali do zdjęcia:

 

From Colombo our old ship sailed to the well-known Thai island of Phuket. Here, together with other travelers we rented an open tuk-tuk - motorcycle van to visit beautiful Buddhist temples and  the southern tip of the island, famous for the views.   Z Colombo nasz stareńki statek popłynął na znaną tajska wyspę Phuket. Tu razem z innymi podróżnikami wynajęliśmy otwarty tuk-tuk - motocyklową furgonetkę by odwiedzić piękne buddyjskie świątynie i słynący z widoków południowy przylądek wyspy

 

Many times during our sailing we admired the wonderful sunsets. There was no time for boredom - even during the so-called days at the sea, when we sailed to the next port. There were many activities on the ship: concerts and shows, dances, films and contests. There was also a chance to meet the captain and to make a memorial photo. See my Italian captain Gianfranco La Fauci on the right column: 

 

Wielokrotnie podczas żeglugi podziwialiśmy wspaniałe zachody słońca. Nie było czasu na nudę - nawet podczas tak zwanych dni w morzu, kiedy to żeglowaliśmy do następnego portu. Na statku było wiele rozrywek: koncerty i rewie, tańce, filmy i konkursy. Była też okazja do spotkania z kapitanem i zrobienia sobie przy okazji pamiątkowego zdjęcia. To mój włoski kapitan Gianfranco La Fauci:

 

Sunset on the Indian Ocean 

 

Exotic, hot and humid Singapore surprised me again - this time by controversial silhouette of luxury hotel "Marina Bay", which appeared in the representative point of the city. The lift transfer to the upper terrace cost 20 euros, so I just took a picture from the bottom: 

 

Egzotyczny, gorący i parny Singapur zadziwił mnie ponownie - tym razem kontrowersyjną sylwetką luksusowego hotelu "Marina Bay", która pojawiła się w reprezentacyjnym punkcie miasta. Wjazd windą na górny taras kosztował 20 euro, wiec poprzestałem na zrobieniu takiego oto zdjęcia:

In Vietnam we docked at Da Nang harbor, from where I organized a private trip to the nearby Marble Mountains. This is very interesting place, where in the great "cathedral" inner grotto  are hidden Buddhist and Taoist temples. But the city itself is also interesting with a bazaar, where you can buy a conical Vietnamese hat and see how the ladies hairdresser works just on the sidewalk (right column): 

 

W Wietnamie zawinęliśmy do portu Da Nang, skąd na własną rękę zorganizowałem sobie wycieczkę do niedalekich Marmurowych Gór (Marble Mountains). To bardzo ciekawe miejsce, gdzie w wielkiej jak wnętrze katedry grocie ukryte sa buddyjskie i taoistyczne świątynie. Ale ciekawe jest też samo miasto z bazarami, na których mozna kupić stożkowy wietnamski kapelusz i podpatrzeć, jak wprost na chodniku pracuje damski fryzjer:

 

And although in socialist Vietnam  I have not seen too many people praying in the temples, it is worth to look at these objects even to find yourself in the mysterious world of strange colors, sounds and statues:

 

I choć w socjalistycznym Wietnamie zbyt wielu ludzi modlących się w świątyniach nie widziałem, to warto zajrzeć do tych obiektów już choćby po to, by znaleźć się na chwile w tajemniczym świecie dziwnych barw, dźwięków i posągów:

AIt was a hot and hazy day when we arrived in Hong Kong. Despite the limited visibility I decided  once again to reach the famous summit of Victoria Peak from which there is a magnificent view of the city and the bay - this time by walking. And it turned out to be possible.
             Then, after I had descended I had enough time to look at the double-decker toy trams. I love it - no other city in the world has such means of transport:

 

Był gorący i mglisty dzień, gdy dotarliśmy do Hongkongu. Postanowiłem mimo ograniczonej widoczności raz jeszcze dotrzeć na słynny szczyt Victoria Peak z którego otwiera się wspaniały widok na miasto i zatokę - tym razem pieszo. I okazało się, że jest to możliwe.

            Potem po zejściu w dół starczyło mi jeszcze czasu, by raz jeszcze przyjrzeć się piętrowym tramwajom-zabawkom. Bardzo mi się podobają - żadne inne miasto na świecie nie ma takich środków transportu.

 

I  visited also the Chinese temples of Kowloon (photo above- right) and checked that the famous Chunking Mansions hostels, where I lived during my previous visits to this unusual city still exist. The day passed very quickly. Very spectacular was our evening sailing out from Hong Kong harbor:

 

Odwiedziłem też chińskie świątynie Kowloonu (zdjęcie powyżej) i sprawdziłem, że istnieje słynna noclegownia trampów Chunking Mansions, gdzie mieszkałem podczas moich poprzednich wizyt w tym niezwykłym mieście. Dzień minął bardzo szybko. Bardzo spektakularne było nasze wieczorne wyjście z portu w Hongkongu:

 The final point of my sea voyage was China's Shanghai - China's rapidly growing economic capital. The skyline of this city, precisely the Pudong quarter on the other side of the river, is unparalleled:

 

Końcowym punktem trasy rejsu był chiński Szanghaj - niezwykle szybko rozwijająca się ekonomiczna stolica Chin. Skyline tego miasta, a właściwie położonej za rzeką dzielnicy Pudong niewiele ma sobie równych:

 Then, in China I traveled by train and bus to new, unknown places. The first major stepping stone was the Wudangshan Mountain Range. In his Taoist monasteries, which were placed on the World Heritage List of UNESCO, there was once developed a martial art taichi. After a few hours of exhausting climbing I got there to the monastery on the top of the mountain:

 

Potem w Chinach podróżowałem pociągami i autobusami do nowych, nieznanych jeszcze miejsc. Pierwszym ważniejszym punktem etapowym było pasmo górskie Wudangshan. W jego taoistycznych klasztorach, które umieszczono na liście World Heritage UNESCO narodziła się kiedyś sztuka walki taichi. Po kilku godzinach wyczerpującej wspinaczki dotarłem tam do klasztoru na najwyższym szczycie pasma:

From Wudangshan, traveling by train again, I moved to Luoyang City. The city is famous for its Buddhist sculptures carved in the Longmen caves located on the outskirts of the city in 5th and 6th century. There are over 2,000 grottos. The size of the collection is  over 100,000 Buddha's images. Caverns with statues are located on two sides of the river. Two bridges built over the river allowed to create a loop, after which the sea of tourists is flowing around. This unusual place is also on the UNESCO list. The greatest Buddha statue is 17 meters high: 

 

Z Wudangshan podróżując ponownie pociągiem przemieściłem się do miasta Luoyang. Miasto to słynie z kompleksu buddyjskich rzeźb wykutych w grotach Longmen w V i VI wieku. Grot różnej wielkości jest ponad 2 tysiące, wizerunków Buddy naliczono ponad 100 tysięcy. Groty z posągami rozmieszczone są po dwóch stronach rzeki. Dwa mosty na rzece pozwoliły stworzyć pętlę, po której przemieszcza się morze turystów. Ten niezwykły obiekt również znalazł się na liście UNESCO. Największy posag Buddy ma 17 metrów wysokości:

I was lucky to be in Luoyang during the annual Peony Cultural Festival. There was a lot to see in the city gardens. Not only the flowers, but also crowds of smiling people:

 

Miałem szczęście być w Luoyang podczas corocznego Festiwalu Piwonii. Było co ogladać w miejskich parkach - nie tylko kwiaty ale także tłumy uśmiechnietych ludzi:

 

Famous as the cradle of  kung-fu martial arts Shaolin monastery came to me to explore in the rain. I waited for over an hour hoping the sky would wipe, but in vain. Maybe that's why this widely advertised place disappointed me. This is the fragment of the main temple of the Shaolin complex:

 

Słynący jako kolebka sztuki walki kung-fu klasztor Shaolin przyszło mi zwiedzać w deszczu. Czekałem ponad godzinę mając nadzieje, że niebo się przetrze, ale nadaremnie. Może dlatego ten szeroko reklamowany obiekt mnie rozczarował. Tak wygląda fragment głównej świątyni kompleksu Shaolin:

From Shaolin, it is no longer far away from Kaifeng, the former capital of China. There were no tourist crowd there. The old town of Kaifeng is surrounded by a ring of walls with fortified gates. Behind the walls are numerous temples and Iron Pagoda, which is not built of iron.

 

Z Shaolin nie jest już daleko do miasta Kaifeng - dawnej stolicy Chin. Tu juz nie było takich tłumów turystów. Stare miasto w Kaifeng otoczone jest pierścieniem murów z warownymi bramami. Za murami ukryte są liczne świątynie oraz Żelazna Pagoda, która wcale nie jest zbudowana z żelaza.

Among the Kaifeng's temples, the Temple of the Chief Minister is the most interesting (see the pictures below). The buildings stand there one after one. They are full of mysterious paintings and dowries. Although the faithful come to these temples to pray, they still charge entrance fees. I had to be careful not to leave my whole diet at the cash registers of the temples.  :)

 

Wśród świątyń Kaifengu najciekawsza jest Świątynia Pierwszego Ministra (na zdjęciach poniżej), gdzie stojące w amfiladzie poszczególne budowle pełne sa tajemniczych malowideł i posagów. Mimo, że wierni przychodzą do tych świątyń się modlić, to za wstęp pobierane są opłaty. Musiałem uważać, by w kasach kolejnych swiatyń nie zostawić całej mojej diety  :)

 

This was another successful and interesting voyage to the new, unknown places.  I returned to Poland, flying from Shanghai via Moscow by Aeroflot lines. Short messages from all the route you will find as always in my travel log

 

To była kolejna udana i ciekawa podróż do nowych, nieznanych miejsc. Do Polski wróciłem samolotami przez Szanghaj i Moskwę rosyjskimi liniami Aeroflot. Krótkie wiadomości z całej trasy znajdziecie jak zawsze w moim dzienniku podróży

 

In March, I had a presentation "50 years with a backpack" during the annual festival of Travelers, Sailors and Mountaineers - Kolosy in Gdynia. So it was coincidence - it is now exactly 50 years since my first independent trip with a backpack - to Hungary. This was in the days of communism, black-and-white photography, the difficulties with passports and hard currencies. And I wanted to show that to the young audience, going then to the next stages of my way to the world. For the first time I had such a big audience (about 4,000 spectators). The organizers inviting me offered me 50 minutes of the time. Three days before the festival, it turned out that they give me only 30 minutes. Obviously, the quality of the presentation suffered  - I had to reduce slide's commentary, and sometimes completely miss it. It seems to me that my speech still impressed the people.

 

W marcu miałem prezentację p.t. "50 lat z plecakiem" na dorocznym festiwalu Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów - Kolosy w Gdyni. Tak się zbiegło - upływa właśnie równe 50 lat od mojej pierwszej samotnej wyprawy z plecakiem - na Węgry. Było to w czasach czarno-białej fotografii, trudności paszportowych i dewizowych. I to chciałem uświadomić młodej publiczności, przechodząc potem do kolejnych etapów mojej drogi w świat. Po raz pierwszy miałem takie duże audytorium (około 4000 widzów). Organizatorzy zapraszając mnie oferowali mi 50 minut czasu. Na trzy dni przed festiwalem okazało się, że dają mi tylko 30 minut. W sposób oczywisty ucierpiała na tym jakość prezentacji - musiałem zredukować mój komentarz do zdjęć, a czasem zupełnie go pominąć.  Wydaje mi się jednak, że moje wystąpienie i tak zrobiło duże wrażenie. Dziesiątki ludzi podchodziło potem by uzyskać mój autograf, kupić książkę i zrobić sobie wspólne zdjęcie.

     

 

"Kolosy" stały się także dla mnie okazją do spotkań z innymi pasjonatami podróżowania. Spośród wyróżnionych osób najbardziej zaimponowali mi Anna i Mateusz Emeschajmer, którzy przez 4,5 roku jechali przez świat na rowerach. Ja bym tak nie potrafił!  :)   Obok macie nasze wspólne zdjęcie.

"Kolosy" gave me also become for me an opportunity to meet with other passionate travelers. Among the distinguished people most impressed me Anna and Mateusz Emeschajmer who rode by 4.5 years around the world on bicycles. I would just could not do that! :) You have our photo together on the left column.

Na tegorocznych "Kolosach" spotkałem też kilku starych i cenionych przyjaciół. Wśród nich Gdańszczanina - afrykanistę, alpinistę i doświadczonego podróżnika Michała Kochańczyka. Bardzo go lubię za jego poczucie humoru i życzliwość dla świata. Szanuję go także za jego podróżniczą wiedzę, którą podobnie jak ja chętnie dzieli się z młodymi ludźmi.

At this year's "Kolosy" I met few old and valued friends. Among them - Africanist, an experienced climber and traveler Michal Kochańczyk. I like him very much for his sense of humor and his kindness to the world. I respect him also for his experience in travel. Like me, he is always willing to share it with young people. See our picture on the right column.

 

 

Największą niespodziankę i radość na "Kolosach" sprawiła mi pani Ewa, która od lat śledzi moje podróże. Podarowała mi własnoręcznie wykonaną akwarelę przedstawiającą słynny Kanion Colca w Peru, który kiedyś odwiedziłem. Takie wyróżnienie warte jest dla mnie więcej niż jakiekolwiek dyplomy. Bardzo dziękuję, pani Ewo!

The biggest surprise and during "Kolosy" made me Mrs. Eva, who for years keeps track of my travels. He gave me personally made  watercolor depicting the famous Colca Canyon in Peru, which  I visited years ago. Such a distinction is worth to me more than any diplomas. Thank you so much, Mrs. Eva!

     
     
     

In December 2016, I successfully completed a fascinating, though not the easiest trip to the Patagonia!  Map the route you can see here. It started with the broken aircraft, flight cancellations and delays. But in the end I got to the starting point of the route, which was the port city of Puerto Montt in southern Chile. It is nicely situated at the foot of Andean volcanoes:

 

W grudniu 2016 pomyślnie zakończyłem fascynującą, choć wcale nie najłatwiejszą podróż do Patagonii!  Mapkę trasy możecie zobaczyć tutaj. Zaczęło się od zepsutych samolotów, odwołanych lotów i opóźnień. W końcu jednak dotarłem do punktu początkowego trasy, którym było miasteczko portowe Puerto Montt w Południowym Chile. Jest ono ładnie położone u stóp andyjskich wulkanów:

In Patagonia, I was already twice, but I visited mainly the East -  the Argentinean part. This time, I set off to the western part. I knew the Patagonia Chilena for bad roads, a maze of islands, rarely visited fabulous fjords and glaciers - it's much bigger challenge for the traveler. To many interesting places you can get there only by water, irregular transport - and I was not sure if I was going to succeed ... therefore once again a great adventure, improvisation, wiping a new trail. At the begining  I crossed by ferry to the large island of Chiloe, famous for its old wooden churches, they are present even on the list of UNESCO World Heritage:

 

W Patagonii byłem już dwukrotnie, ale zwiedzałem głównie jej wschód - część argentyńską. Tym razem wyruszyłem do części zachodniej.  Wiedziałem, ze Patagonia Chilena to kiepskie drogi, labirynt wysp, rzadko odwiedzanych fiordów i bajecznych lodowców - to znacznie większe wyzwanie dla podróżnika. Do wielu ciekawych miejsc można dotrzeć tam tylko drogą wodną, nieregularnym transportem - i wcale nie byłem pewien, czy mi się to uda... Zapowiadała się zatem po raz kolejny wielka przygoda, improwizacja, przecieranie nowego szlaku. Na początek przeprawiłem się promem na dużą wyspę Chiloe, słynącą ze starych drewnianych kościołów, trafiły one nawet na listę World Heritage UNESCO:

At the southern tip of Chiloe I boarded the ferry, which sailed through the maze of fjords and channels to Puerto Chacabuco. Shipping lasted all day long and two short (because there took summer) nights. Good weather meant that I could enjoy the magnificent scenery along the way:

 

Na południowym krańcu Chiloe wsiadłem na prom, którym popłynęliśmy przez labirynt fiordów i kanałów do Puerto Chacabuco. Żegluga trwała cały dzień i dwie krótkie (bo tam trwało lato) noce. Dobra pogoda sprawiła, że mogłem podziwiać po drodze wspaniałe krajobrazy:

From Chacabuco I followed further south along the  famous Carretera Austral road. Only at the beginning of it is covered with asphalt - then turns into a bumpy gravel. Buses run here irregularly and do not guarantee comfort. But along the way there are guaranteed views. Here, for example, the mountain Cerro Castillo:

 

Z Chacabuco podążałem dalej na południe słynną szosą Carretera Austral. Jedynie na początku jest ona pokryta asfaltem - potem zamienia się w wyboistą szutrówkę. Autobusy kursują tu nieregularnie i nie gwarantują komfortu. Za to po drodze gwarantowane są widoki. Tu na przykład góra Cerro Castillo:

Carretera Austral finally ends in the village of Villa O'Higgins. The only option for followers further south is the passage through the Andes to the Argentine side of the main ridge:

 

Carretera Austral definitywnie kończy się w osadzie Villa O'Higgins. Jedyną opcją dla podążających dalej na południe jest przejście przez Andy na argentyńską stronę głównego grzbietu: 

But first, you still have to cross the big mountain lake Lago O'Higgins. Crossing is connected with a trip to Glacier O'Higgins, running down from the mountains to a remote arm of the lake. It is a place rarely visited. The height of the front of the glacier varies from 60 to 80 meters, and the forehead is 3 km wide. There is something to admire:

 

Ale na początek trzeba jeszcze przepłynąć wielkie górskie jezioro O'Higgins. Przeprawa połączona jest z wypadem do Lodowca O'Higgins, spływającego z gór do odległego ramienia jeziora. Jest to miejsce niezwykle rzadko odwiedzane. Wysokość czoła tego lodowca zmienia się od 60 do 80 metrów, a czoło ma 3 kilometry szerokości. Jest co podziwiać:

After seeing the glacier blown me and a few desperados ashore near the Chilean military post. After spending a night in the shed of the only farm. We went on a 22-kilometer walking route through the mountains - to Argentina. After four hours I was on the border pass, which has a welcome sign of Argentine, but there was no military post:

 

Po obejrzeniu lodowca wysadzono mnie i jeszcze kilku straceńców na ląd koło chilijskiego posterunku wojskowego. Po przespaniu nocy w szopie jedynego tu gospodarstwa ruszyliśmy w 22-kilometrową trasę pieszą przez góry - do Argentyny. Po czterech godzinach znalazłem się na granicznej przełęczy, na której stał argentyński znak powitalny, ale nie było żadnego posterunku wojskowego:

Descent on poorly maintained path over the long, picturesque Lake Desierto (picture below) proved to be a much more difficult task. It was on this lake in the Argentine post where I gained entry stamp in my passport. The little motorboat in the evening transported me to the other end of the lake, where  the road began...

 

Zejście kiepsko utrzymaną ścieżką nad rynnowe, malownicze jezioro Desierto (zdjęcie poniżej) okazało się znacznie trudniejszym zadaniem. Dopiero nad tym jeziorem w argentyńskiej placówce otrzymałem pieczątkę wjazdową w paszporcie. Stateczek pod wieczór przewiózł mnie na drugi kraniec jeziora, gdzie zaczynała się droga...

I lived for a few days in the foothill town of El Chalten departing daily to the tourist trails. The most impressive one runs to the bottom of the famous Fitz Roy. Fitz Roy Massif is one of the most beautiful places in the Andes:

 

Zamieszkałem na kilka dni w podgórskim miasteczku El Chalten wyruszają codziennie na turystyczne szlaki. Ten najbardziej efektowny prowadzi pod słynny szczyt Fitz Roy. Masyw Fitz Roya to jedno z najpiękniejszych miejsc w Andach:

From El Chalten I followed to the Argentine town of El Calafate. I've been there once before, years ago to admire the famous and relatively easily accessible glacier Perito Moreno. I could not refuse, also this time the pleasure to admire the glacier. Although the weather that day was not conducive to it, glacier was still impressive.  It has around 70 meters high front and width of 5 kilometers. In this photo you can see only one half of the great glacier:

 

Z El Chalten podążałem do argentyńskiej miejscowości El Calafate. Byłem w niej już kiedyś przed laty by podziwiać słynny i stosunkowo łatwo dostępny lodowiec Perito Moreno. Nie mogłem sobie i tym razem odmówić przyjemności podziwiania lodowca. Mimo, że pogoda tego dnia nie sprzyjała to i tak oglądany ponownie po wielu latach lodowiec robił wrażenie. Wysokie na około 70 m czoło lodowca ma szerokość 5 kilometrów. Na tym zdjęciu widać tylko jedną połówkę tego wielkiego lodowca:

To wander further south - to Chile had to re-cross the border. Right behind that border stretches National Park Torres del Paine. There you can find beautiful waterfalls ... Friendly Argentines offered me here his yerba mate (I drank it for the first time some 30 years ago and I do not really taste - now I appreciated its stimulant properties).

 

Aby wędrować dalej na południe - do Chile musiałem  ponownie przekroczyć granicę. Zaraz za tą granicą rozpościera się Park Narodowy Torres del Paine. Znaleźć tam można piękne wodospady... Spotkani przygodnie Argentyńczycy częstowali mnie tutaj swoja yerba mate (piłem ją po raz pierwszy jakieś 30 lat temu i nie bardzo mi smakowała - teraz doceniłem jej właściwości pobudzające).

Probably every traveler who comes here dreams of reaching the base of the rock towers (Torres). In the guides they write that it is 4.5 hours climb from the car park at the hotel, which commutes by car. Especially difficult it is the final part of the climb. When I reached the mountain lake (behind it the towers rise) clouds obscured slightly one of them. But the view was still fantastic:

 

Każdy chyba podróżnik, który tu się pojawia marzy o dojściu do podstawy skalnych wież (Torres). To według przewodników 4,5 godziny wspinaczki od parkingu przy hotelu, do którego dojeżdża się samochodem. Szczególnie trudny jest końcowy fragment wspinaczki. Gdy dotarłem nad górskie jezioro za którym wznoszą się wieże chmury przysłaniały już lekko jedna z nich. Ale widok wciąż był fantastyczny:

Near the national park you will find a small harbor hidden deep in the fjords - Puerto Natales. From Natales I started a sail on a small expedition ship (there were only 38 passengers) with a reinforced body. We went for a few days trip to places in the water maze, not reached by any other vessel:

 

Niedaleko parku narodowego znajdziecie mały port ukryty w głębi fiordów - Puerto Natales. Stąd wyruszyłem niewielkim statkiem ekspedycyjnym (było nas zaledwie 38 pasażerów) o wzmocnionej konstrukcji na kilkudniową wyprawę do miejsc w wodnym labiryncie do których nie docierają żadne inne statki: 

The weather was like always in Patagonia - very variable, but there were periods of full sun and then you can fully appreciate the fabulous scenery, which opened before us. We visited Amalia Glacier and Fjord Calvo, landing on the moraine and sailing small boats among ice floes and small icebergs: xxxx

 

Pogoda była, jak to w Patagonii - bardzo zmienna, ale bywały okresy pełnego słońca i wtedy można było w pełni docenić bajeczne krajobrazy, które się przed nami otwierały. Odwiedziliśmy Amalia Glacier i Fiord Calvo, wysiadając na moreny i żeglując na mniejszych łodziach wśród kry i małych lodowych gór:

After returning to Puerto Natales I had to wait a few windy days, until porciku appears the legendary ship "Evangelistas" - the only one who maintains regular communication south of Chacabuco. It is built in Japan, bringing along the ferry passengers and cars and following the route where during the four-day sailing I saw only one human settlement -  Puerto Eden. We experienced during that period very  stormy weather and exciting moments while passing through the rocky straits (narrows) - possible to overcome only at high tide:
 

 

Po powrocie do Puerto Natales musiałem odczekać kilka wietrznych dni, aż w porciku pojawi się legendarny statek "Evangelistas" - jedyny, który utrzymuje regularna komunikację na południe od Chacabuco. To zbudowany w Japonii prom zabierający pasażerów i samochody i podążający trasą gdzie podczas czterodniowej żeglugi widziałem tylko jedne ludzkie osiedle: Puerto Eden. Doświadczyliśmy podczas tej żeglugi i sztormowej pogody i emocjonujących przejść przez przez skaliste cieśniny (narrows) możliwe do pokonania tylko podczas przypływu: 

From Puerto Montt by mountain road, I went to San Carlos de Bariloche in Argentina - fancy resort situated on a large lake. City tempts by beautiful landscapes, but is visited by crowds of tourists - many years ago when I was here was a little different - better situation...

 

Z Puerto Montt górską szosą pojechałem do San Carlos de Bariloche w Argentynie - takiego argentyńskiego Zakopanego, położonego nad rozległym jeziorem. Miejscowość kusi pięknymi krajobrazami, ale jest obecnie odwiedzana przez tłumy turystów - przed laty, gdy tu byłem było trochę inaczej, lepiej...

From Bariloche via Buenos Aires I was already flying, heading to my country. It was not without adventure. The strike at the airport in Buenos caused flight delays. I lost my connection and had to improvise return via Berlin - end of the tour was on a bus. But it was a fantastic journey to the mostly unknown places. I will probably write more about it. Beginning of complete report is here. Short messages in English from the road you will find as always in my travel log

 

Z Bariloche przez Buenos Aires juz samolotem zmierzałem do kraju. Nie obyło się bez przygód. Strajk na lotnisku w Buenos spowodował opóźnienia lotów. Straciłem połączenia i musiałem improwizować wracając przez Berlin - końcówkę trasy przejechałem autobusem. Ale była to fantastyczna podróż do nieznanych w większości miejsc o której zapewne jeszcze napiszę więcej. Pierwsze odcinki sprawozdania sa już tutaj. Krótkie wiadomości z całej trasy znajdziecie jak zawsze w moim dzienniku podróży 

 

 

 

 

 

Tymczasem w mojej Wojtkówkce śnieg już stopniał i rozpoczął się sezon wiosennych prac. Przed wyjazdem zdążyłem wytyczyć i zagrabić grządki i posiać te warzywa, które można wysiewać w marcu. Kolejne wysieję w kwietniu - po moim powrocie z podróży. 

Myszy w tym roku nie przyszły  :) Zimą od czasu do czasu jeździłem do Wojtkówki, by zabrać z piwnicy kolejną porcję jabłek.  Te najładniejsze ozdobiły moją choinkę. Późne odmiany jabłek - jak idaredy - przetrwają w piwnicy aż do czerwca.

Meanwhile, in my Wojtkówka the snow has melted and started the season of spring works. Before leaving, I prepared the beds and drop the the seeds of vegetables that can be sown in March. Another will be seeded in April - after my return from a trip. Mice in this year did not come yet :) From time to time went there to get out of the cellar the next portion of apples.  The most handsome hanged on my Christmas tree   :) . Late varieties of apples - like idareds - were collected in November and usually survive in the basement until June.

     

 

Between the voyages I am giving lectures and slide-shows in the clubs and public libraries around Poland. The money I earn on this way is always converted into the new air tickets.

In the International Sailor's Club "Zejman" I was talking about the Far North of Russia, and recently - about my 12th Voyage around the world:

"Zejman" has a very special atmosphere. It is the meeting place of the sailors and travelers located in the heart of the Old Town in Gdansk.

 

 

Okresy między podróżami wykorzystuję także na prelekcje i spotkania autorskie w klubach i bibliotekach. Zazwyczaj takie imprezy połączone są z promocją mojej książki "Na siedem kontynentów". Mile do dziś wspominam właśnie takie perfekcyjnie zorganizowane spotkanie w Wojewódzkiej Bibliotece Pedagogicznej w Słupsku:  

W gdańskim klubie "Zejman" opowiadałem nie tak dawno o arktycznej Rosji (fot. obok), a ostatnio także o mojej Dwunastej Podróży Dookoła Świata.

     

 My website is winning more and more fans...   At the beginning of the year 2003 the counter installed on my web pages took down 90 thousands calls. In June 2006 I had the celebration -  it reached a million!  On November 13th, 2015 counter showed 4,000,000 page views. The reader who noted this event and sent me congratulations received the gift brought by me from the world.

I think it is quite a lot concerning such a private website. The statistics are also interesting: most of the calls (about 70%) come from Poland. From abroad most guests comes from Great Britain and France. At the end of the rank unexpectedly appeared residents of very strange countries like Taiwan, Mexico and Saudi Arabia... In my own country most visitors come from Warsaw, Cracow, Wroclaw and from my home Gdansk.  

 It is real problem for me when to translate my www pages to English. So far only about 15 percent of them are translated, I have not enough time and nobody wants to help me. Pity!   I would like to share my travel knowledge also with the people from abroad.

Regarding pages not translated to English: there is still a lot of pictures to see.  I was  working hard to complete my web pages: you can spend many hours in front of the screen...  I hope that many people will take the advantage of my experience... And they do...  Unfortunately there are also journalists who copy parts of my pages,  then they add something and publish the whole story as their text...    Shame, ladies and gentlemen...

  I am also receiving a lot of e-mails with questions related to travel  - not only from Poland but also from  the world...   I try to response every letter but unfortunately I cannot spend to much time for this - a lot of other activities is waiting for me... I fall behind with publishing reports from my consecutive  journeys.

I recorded the radio program, talking about my recent travels and I gave also an interview for the Polish site in Vilnius - Lithuania - you can read it here. After years "Poznaj Świat" ("Discover the world") magazine published again my article - about Ogasawara Islands. There were also my articles about Egyptian Sahara in "Rzeczpospolita" ("The Republic") and my "Terres Australes" piece (Crozet & Kerguelen Is.) published in "Podróże" magazine.    More on my writing you will find on the web page "my publications"  and full listing of recently published articles on: "ARTICLES" .  

I spend my life traveling, writing, giving lectures and the slide-shows. Readings and preparations for the future voyages also take a lot of my time. Next target is already defined and I cheap air tickets are on my desk!

Love to all of you!  

April 25th,  2017                                       Wojtek   

 

Mój internetowy serwis zyskuje coraz więcej sympatyków...  Na początku roku 2003 licznik zainstalowany na moich stronach odnotował 90 tysięcy wywołań. Na początku czerwca 2006 obchodziłem jubileusz: milionowe wywołanie mojego serwisu. 13 listopada 2015 licznik pokazał 4 miliony wyświetleń mojej strony. Czytelnik, który odnotował to wydarzenie i przesłał mi gratulacje otrzymał ode mnie upominek przywieziony ze świata.

Program statystyczny, który zainstalowałem na moich internetowych stronach pokazuje codziennie do 1000 wywołań.  Ciekawa jest statystyka tych wywołań: najwięcej, bo około 70% pochodzi z Polski. Spośród innych krajów najwięcej mam kolejno gości z Wielkiej Brytanii i Francji.  Pod koniec listy pojawiają się ku mojemu zaskoczeniu bardzo dziwne kraje: Tajwan, Meksyk czy Arabia Saudyjska...   W kraju najwięcej sympatyków mam w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i rodzinnym Gdańsku.

Materiału w moim serwisie jest na wiele godzin oglądania - włożyłem w jego opracowanie bardzo dużo pracy z myślą o tym, by z moich doświadczeń mogli skorzystać inni globtroterzy... I korzystają...     Niestety nie wszyscy korzystają z zawartości moich stron w dozwolony sposób - są tacy dziennikarze, którzy przepisują teksty z moich stron, dodają coś od siebie i... publikują całość podpisując swoim nazwiskiem...   Doprawdy wstyd panie i panowie!...

Dostaję e-mailem wiele pytań od podróżników, nie tylko z Polski ale i ze świata - staram się na wszystkie listy odpowiadać, ale niestety nie mogę na to poświęcić zbyt dużo czasu... Jak się zapewne domyślacie nie wszystkie listy są poważne... - czasem np. dostaję do rozwiązania zadania z geografii... Traktuję to z humorem... 

Nagrałem kolejną audycję radiową o moich podróżach i udzieliłem wywiadu dla polskiego portalu w Wilnie - możecie go przeczytać tutaj. Po latach miesięcznik "Poznaj Świat" znów opublikował mój artykuł - o japońskich wyspach Ogasawara. Ostatni mój artykuł w  "Rzeczpospolitej" traktował  o podróży przez Egipską Saharę. W "Podróżach" ukazał się mój artykuł o Francuskiej Subantarktyce - archipelagach Crozeta i Kerguelena.  Więcej o moim pisaniu przeczytacie na stronie moje publikacje  a pełny wykaz ostatnich artykułów na stronie ARTYKUŁY.  

         Podróże i działalność publicystyczna wypełniają mi aż nadto mój czas.  Nie nadążam z publikowaniem relacji z kolejnych wyjazdów. Kilka kolejnych ciekawych projektów nowych ekspedycji jest w opracowaniu - wiecie dobrze, że plany takich samotnych eskapad do rzadko odwiedzanych miejsc wymagają solidnego przygotowania... Są już wyznaczone następne cele i kupione okazyjnie tanie bilety lotnicze leżą na biurku! 

Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich   

 

2017.04.25                                                       Wojtek

Travel snapshots from recent years --- Migawki z podróży ostatnich lat

Podróże roku 2016

Podróże roku 2015 Podróże roku 2014 Podróże roku 2013 Podróże roku 2010-2012

 

Back do the main directory                                                            Powrót do głównego katalogu