| News for my friends worldwide... |
Wiadomości dla moich przyjaciół ... |
||
What's new ? |
|
Co u mnie słychać? |
|
|
|
|||
|
|
||
|
We have cold autumn in Poland. Days are shorter, it is
getting cold. I still work in my Wojtkówka
to prepare my garden and my cottage for the winter. In the late October
there were still nice apples waiting on my trees for the pickup:
|
Do Polski
przyszła już chłodna jesień. Dni są coraz krótsze i jest coraz chłodniej.
Zwykle o tej porze roku pakowałem już plecak i odlatywałem do ciepłych
krajów. Ale w tym roku jest inaczej: po pierwsze muszę wypromować moją
świeżo wydaną książkę, by odzyskać pieniądze zainwestowane w druk (patrz
niżej). Po drugie nie mam chwilowo środków na kolejną podróż.
Tymczasem w mojej Wojtkówce wciąż jest co robić. W końcu października zbierałem tam ostatnie, rumiane jabłka (zdjęcie po lewej). Teraz przygotowuję domek i ogród do zimy, ciesząc oczy ostatnimi, kwitnącymi jeszcze chryzantemami;
|
|
|
In the lovely autumn scenery of the mid-November I attended 24th Annual Meeting of Polish Globetrotters in Szczyrk - in the mountains, at the southern border of Poland. It was a nice occasion to meet many old friends who also love to travel. To get there I was driving the car full of my books across all Poland. It was worth the effort because every second member of this meeting bought and took my "To the seven continents" home.
Till 1 or 2 a.m. we attended the slide shows from all corners of the world. I saw already most of presented sights but it is still a pleasure to see again the places I visited years ago. My impression is that the quality of pictures projected there is improving year by year. One of the most interesting presentations was given by Slawek Bieniek - he climbed successfully Mt Denali (Mt Mc Kinley) - the highest peak in North America leading 8-person Polish expedition. You can see Slawek with his charming wife Aga and son Philip below
They most brave backpacker's expedition of the last year was in my opinion 42-days caravan trip from Timbuktu to the salt mines of Taudeni taken by Jakub Pająk. I congratulated him heartily. He took my book home too (see our picture on the right column). There were also photo- and travel reports competitions. Tomasz Cukiernik and Piotr Strzezysz were among the winners (on the photo below)
|
W pięknej jesiennej scenerii odbyło się w listopadzie Szczyrku kolejne, dwudzieste czwarte spotkanie polskich globtroterów (OSOTT). Była to kolejna miła okazja do spotkania wielu starych przyjaciół, których podobnie jak mnie pasjonują podróże po świecie. Jechałem w tym roku na to spotkanie przez całą Polskę samochodem wyładowanym moimi książkami. Warto było, bo mój "notatnik podróżnika" wzbudził zainteresowanie i zyskał przychylną ocenę wielu weteranów światowych szlaków - wśród nich znanych polskich podróżników i organizatorów globtroterskich festiwali - Joanny i Artura Morawców:
Podczas OSOTTu jak zawsze do późnej nocy oglądaliśmy slajdy ze wszystkich zakątków globu. Dla mnie najczęściej są to przypomnienia miejsc, które kiedyś widziałem, ale oglądam je wciąż z przyjemnością, tym bardziej, że jakość pokazywanych zdjęć jest coraz lepsza. W tym roku przeważały już prezentacje multimedialne odtwarzane z komputera. Jedną z najciekawszych było sprawozdanie ze wspinaczki na najwyższą górę Północnej Ameryki - Denali (Mt Mc Kinley) pokazane przez Sławka Bieńka (na zdjęciu obok - ze swoją uroczą żoną Agnieszką i synkiem Filipkiem oglądającym z zaciekawieniem moją książkę - to dopiero będzie podróżnik!). Wśród relacji z wyjazdów trampingowych ostatniego roku najbardziej zaimponowała mi 42-dniowa wyprawa Jakuba Pająka z karawaną zmierzającą z Timbuktu do saharyjskich kopalni soli w Taudeni. Gratulowałem Kubie jego odwagi i wytrwałości - on też zabrał ze Szczyrku moją książkę:
Na zakończenie OSOTTu jego zasłużony wieloletni organizator - Andrzej Urbanik ogłosił wyniki towarzyszących zjazdowi konkursów - na plakat ze zdjęciami ze świata oraz na najciekawszą relację z podróży. Wśród tegorocznych laureatów znaleźli się między innymi Tomasz Cukiernik i Piotr Strzeżysz (obaj na zdjęciu bok). Piotr zebrał dodatkowe oklaski za swoją pełną humoru prezentację z zimowej podróży rowerem przez Tybet (za którą wcześniej magazyn PODRÓŻE przyznał mu tytuł podróżnika roku). |
|
|
My
first book: "To the seven continents" is already available for sale for those of you who can read Polish or like to
enjoy 245 photographs printed inside. You can see more details of the
book here. In the
mid-October I spent in the
printing plant 17 long hours.
I was checking every sheet - how accurate the colors are, trying to improve something staying at the machine...
Three huge blocks of paper like that were printed out:
Each of four colors was printed from the metal sheets in the separate tower:
All the big printed sheets were checked during printing every few minutes. And finally I saw the huge load of the sheets no 1 and 2 (there were 19 of them in total):
There were 3 shifts of printers changing during 17 hours. At midnight I was already so tired... (below).
But I was happy, that we finally successfully finished the work. Now you can already buy the book and to evaluate my work. Be tolerant please... It is my first book... I am sorry it is in Polish only and I have no funds to pay for the translation to English, but you will find there more then 240 color photographs... |
Moja książka "Na siedem kontynentów" jest już osiągalna. Najchętniej i z przyjemnością rozdałbym ją przyjaciołom i sympatykom, ale kto wtedy spłaci długi zaciągnięte na jej przygotowanie do druku i samą produkcję? Trudno - będzie kosztowała tyle samo co książka pana Lecha Wałęsy, która właśnie ukazała się na rynku. Żartuję, że moja ma tą przewagę, że ma bardzo dużo kolorowych obrazków :-) Można już ją zamówić tutaj. Gdy książka powstawała spędziłem w drukarni 17 długich godzin. W tym czasie przez halę przewinęły się trzy zmiany pracowników, a ja trwałem, przyglądając się, jak powstaje moje dzieło, oceniając poszczególne arkusze i starając się sugerować możliwe do wprowadzenia poprawki. W tym czasie maszyny zadrukowały trzy takie bele kredowego papieru jak na zdjęciu obok. Druk odbywał się z przygotowanych dla poszczególnych czterech kolorów płyt:
Każdy z czterech kolorów (czarny, niebieski, czerwony i żółty) nanoszony był w osobnej wieży maszyny drukarskiej.
W trakcie całego druku pojedyncze arkusze były wzrokowo i komputerowo sprawdzane i na bieżąco korygowane:
W końcu z maszyny wyszła sterta wydrukowanych arkuszy nr 1 i 2 (po lewej). W sumie arkuszy było 19. I tak mijały godziny, a ja mogłem nareszcie oglądać, co z tego wyszło:
Kiedy przyszła północ (zdjęcie po lewej) byłem tak zmęczony, że "ledwo patrzyłem na oczy". Ale druk został pomyślnie zakończony! Teraz książkę możecie już zobaczyć i ocenić... Proszę Szanownych Krytyków o wyrozumiałość - to przecież moja pierwsza książka... |
|
|
|
||
|
It was a huge work: no only to write the text but also to make a choice of 250 pictures from thousands filling my cupboards.
I got temporary poor quality trial prints to check them for errors and to approve them. It is 19 sheets, 16 pages each. I got also few samples of the pictures. I am afraid about the quality of my oldest pictures - they were made on the poor ORWO films and after 30 or more years their colors were changed. But in my book I am writing about the beginning of my traveling...
From time to time I am giving slide shows from my travels. In October I had a slide-show on Africa Fest Festival in Szczecin. The most pleasant one took a place in the romantic scenery of Krag Castle - some 200 kms west from Gdansk:
***********************************
In June I was traveling to the little-known Northeastern Canada. The great Polish-Canadian globetrotter - Remi Mielcarek recommended to me "The Icebergs Alley" at the coast of Newfoundland and Labrador. In the summer it is possible to embark the public ferry in Lewisporte and to sail as far as Goose Bay in Central Labrador. The views were great!
I found Labrador as a region of unspoiled nature and undeveloped road network. Goose Bay, where I stayed is a little township developed at the former American airbase... The hardest task (also due to changeable weather) was the trip to the Muskrat Fall (on the picture below)
It was also a good chance to visit the intriguing, remote French territory in America: St Pierre and Miquelon. You can see the capital below:
There are steep, narrow streets and high prices in the shops. You pay
here in euro... The other island of the archipelago - Miquelon is even bigger, but less developed. I had a chance to take souvenir picture at the kilometer marker. At the end of this trip I spent a half of a day in Canadian Halifax, but I was not lucky regarding the bad weather. See Halifax waterfront here:
You will find more info and hot news as usual in my travel log - here. |
Pracowałem nad ta książką całą wiosnę i lato. Jest to bogato ilustrowany moimi zdjęciami zbiór reportaży z najbardziej niezwykłych i fascynujących miejsc świata. Żaden chyba z polskich podróżników nie wydał książki w takiej formie, więc mam nadzieje, że znajdzie ona nabywców i chociaż spłaci kredyt zaciągnięty na jej wydanie (zaskoczony byłem, ale jest to tyle, ile kosztuje nowy samochód). To była wielka praca - nie tylko pisanie, ale i wybór zdjęć - dwustu pięćdziesięciu spośród kilkudziesięciu tysięcy zalegających w moich szafach. Mówiąc szczerze podejmując to zdanie nie wiedziałem na co się porywam, ale mam to wszystko już za sobą. Wcześniej otrzymałem do sprawdzenia i zatwierdzenia próbne wydruki, tzw. impozycje w uproszczonych kolorach. Siedziałem nad tym do północy. Przysłano mi też kilka próbek zdjęć. Martwiłem się, jak wydrukowane zostaną te najstarsze - robione na kiepskich kliszach ORWO i mające przecież po 30 lat !
Ale poza książką też się coś dzieje: magazyn podróżników "Globtroter" opublikował obszerny wywiad ze mną w którym szczerze przedstawiłem swoje zdanie w wielu tematach związanych z podróżowaniem. Myślę jednak, że nie wszyscy podzielają moje poglądy i niektórym moje wypowiedzi mogą się wydać kontrowersyjne. Przeczytajcie sami: "Globtroter" (pdf)
Od czasu do czasu mam spotkania połączone z pokazami slajdów z moich podróży. Pamietam to, które odbyło się w romantycznym zamku Krąg (fotka obok) - 200 km na zachód od Gdańska. Miałem tam bardzo sympatyczną widownię...
*********************************** W czerwcu odbyłem kolejną ciekawą podróż - tym razem do mało znanej Północno-Wschodniej Kanady. Inspirowany przez znakomitego polsko-kanadyjskiego podróżnika - Remiego Mielcarka chciałem zobaczyć słynną Aleję Gór Lodowych u wybrzeży Labradoru. Niesione prądem i wiatrem płyną tam góry lodowe urodzone w Grenlandii. Latem kursuje tam trasą z Lewisporte do Goose Bay w Centralnym Labradorze prom ze wzmocnieniami przeciwlodowymi. Widoki po drodze były wspaniałe!
Labrador okazał się krainą dziewiczej przyrody, z niewielką ilością mieszkańców i słabo rozwiniętą siecią dróg. Goose Bay, gdzie nocowałem to niewielkie miasteczko, które powstało przy amerykańskiej bazie lotniczej... Najtrudniejsze - również ze względu na niestabilną pogodę - okazało się dotarcie do wodospadu Muskrat Fall (na zdjęciu na sąsiedniej kolumnie).
Po powrocie z Labradoru na Nową Fundlandię miałem również doskonałą okazję, by odwiedzić małe i zapomniane francuskie terytorium w Ameryce: Saint-Pierre et Miquelon (poniżej widok z samolotu, a obok - stolica tej enklawy i jedna ze jej stromych uliczek )
Wyspa Miquelon jest znacznie większa i jeszcze słabiej zasiedlona od Saint-Pierre, dotarłem tam promem - była okazja, aby zrobić sobie na odludziu takie pamiątkowe zdjęcie:
Notatki z trasy tej podróży jak zwykle znajdziecie w dzienniku podróży. Do Północnej Kanady praktycznie nie warto jechać poza okresem letnim. jest to jednocześnie bardzo drogi rejon - wyjeżdżałem więc na krótko, by wrócić do moich kwiatów i cieszyć się dalej urokami słonecznej Polski. ************************************************** Wiosną w klubie "Zejman" byłem na spotkaniu o Kongo na którym była między innymi Mimi - prawdziwa kongijska księżniczka (na emigracji). Oczekiwałem dobrych wieści o sytuacji w tym kraju, ale okazało się, że Kongo dla trampa ciągle jest "off limits"... A ja chcę tam jechać... :)
|
|
|
In April I was invited to attend the award ceremony of
"Traveler of the Year 2007". The contest is organized every year by
the Polish travel magazine PODRÓZE ("TRAVELS" - the Chief Editor Bożena
Makowska on the right column). Jaroslaw Kret - well known and nice presenter
of Polish TV was hosting people from all over Poland:
There were few prizes handed out but I thing that the most interesting was "Achievement of the year" prize. The winner of this prize (Piotr Strzezysz - on the picture below) cross the Tibet and Himalaya Mts from Lhasa to Kathmandu on a bike in the winter season.
This ceremony was also for me the occasion to meet old friends. On the right column you can see Kate Mazurkiewicz - the organizer of many Himalaya Expeditions and Anna Olej - well known travel photographer and publisher. ******************** |
W kwietniu
zaproszono mnie do udziału w uroczystości wręczenia nagród w konkursie
"Podróżnik Roku 2007". Konkurs organizowany jest co roku przez magazyn
PODRÓŻE dla którego ja także piszę (redaktor naczelna - Bożena Makowska na
zdjęciu poniżej)
Imprezę prowadził sympatyczny prezenter Telewizji Polskiej Jarosław Kret, który sam również podróżuje po świecie i pisze (na zdjęciu obok). Spośród laureatów kilku przyznanych nagród najciekawszą postacią był moim zdaniem Piotr Strzeżysz (na zdjęciu obok), który w warunkach zimowych przejechał rowerem trasę przez Tybet i Himalaje z Lhasy do Katmandu. Jak być może pamiętacie ja przejechałem kiedyś tą trasę jesienią - lokalnym transportem i zdaję sobie sprawę ze skali trudności... Uroczystość wręczenia nagród była również miłą okazją do spotkania ze starymi przyjaciółmi: na zdjęciu poniżej uwieczniony jestem w towarzystwie Kasi Mazurkiewicz - organizatorki wielu trekkingów w Himalajach i Ani Olej, która z powodzeniem zajmuje się fotografią podróżniczą...
|
|
|
In March I returned from another grand voyage - The route
took me through the small islands of the Indonesia and the
Philippines. I visited already both of those countries years ago. But at
that period limited time did not give me a chance to see islands east of
Bali. Now I explored the small ones, rarely visited and much prettier.
It was not easy voyage. I started from Bali:
From Bali I was sailing to Lombok, where you can also see the temples in balinese style (on the right column). Then... I was hopping island to island enjoying the beauty of tiny Gili Islands and Kelimutu crater on Flores (right below). I met also Komodo dragons :
The Moluccas - The Spice Islands are little and charming. You will find there nice landscapes and old architecture. Here you are volcanic Bandaneira:
It was not easy to reach Timor: due to the cancelled sailing I was forced to fly there. I found Indonesian Timor not so interesting, but it gave me a chance to enter overland the new state of Timor Leste - former Portuguese colony. On the right column you can see the giant statue of Christ the King on the hill locking the Bay of Dili.
I was lucky to find the charter flight from Celebes to the Philippines. From my stay I have the best memories from the Palawan:
More pictures from this voyage you will find on the page Spice Islands. And more info as usual in travel log here. |
W marcu
wróciłem z
kolejnej wielkiej wyprawy. Jej trasa prowadziła na małe wyspy Indonezji i
Filipin. Oba te kraje odwiedziłem już wiele lat temu. Ale wtedy ograniczona
długość urlopu pozwoliła na odwiedzenie jedynie głównych, dużych wysp. Tym
razem chciałem poznać te małe, rzadko odwiedzane i jak się okazało - jeszcze piękniejsze.
To nie była łatwa podróż. Rozpoczęła się na Bali (sąsiednie zdjęcie). Potem
popłynąłem na Lombok, gdzie - jak się okazało też można znaleźć świątynie w
balijskim stylu:
Potem płynąłem z wyspy na wyspę, na te maleńkie, jak Gili i większe - jak Flores, na której podziwiałem wschód słońca na kraterze Kelimutu (poniżej). Spotkałem też słynne smoki z Komodo - nie były wcale aż tak groźne, ale zaimponowały mi rozmiarami (obok macie pamiątkowe zdjęcie).
Stosunkowo trudno było dotrzeć na wyspę Timor. Jej indonezyjska część okazała się niezbyt ciekawa, ale mogłem z niej dotrzeć drogą lądową do nowego państwa - dawnej kolonii portugalskiej - Timor Leste. Na zdjęciu poniżej możecie obejrzeć figurę Chrystusa Króla na wzgórzu zamykającym Zatokę Dili. Potem statek zabrał mnie na Moluki - Wyspy Korzenne (obok - wulkaniczna Bandaneira) słynące z krajobrazów i zabytków z okresu kolonialnego.
Statkiem dotarłem na Papuę, by we wnętrzu wyspy odwiedzić wioski prymitywnych plemion Dani w indonezyjskiej części wyspy. Ci ludzie okazali się inni od tych, których widziałem przed laty w Papui Nowej Gwinei... Na zdjęciu obok typowa para - ale mężczyźni i kobiety mieszkają w osobnych chatach... Szczęśliwym trafem udało mi się przelecieć potem czarterowym lotem z Celebesu na Filipiny. Z tego kraju najprzyjemniej wspominam dziewiczą wyspę Palawan, gdzie z werandy mojej chatki w El Nido miałem taki właśnie wspaniały widok i pływałem na wysepki bangkami - tradycyjnymi łodziami, jakie widać na zdjęciu:
Więcej zdjęć z tej podróży zamieściłem na stronie Spice Islands, a wiele praktycznych informacji znajdziecie jak zwykle w notkach z trasy - tutaj: travel log. |
|
|
|
|
|
|
My website is winning more and more fans... At the beginning of the year 2003 the counter installed on my web pages took down 90 thousands calls. In June 2006 I had the celebration - it reached a million! Now it is over 1,9 million on the counter. I think it is quite a lot concerning such a private website. The statistics are also interesting: most of the calls (about 70%) come from Poland. From abroad most guests comes from Germany, Great Britain and France. At the end of the rank unexpectedly appeared residents of very strange countries like Taiwan, Mexico and Saudi Arabia... In my own country most visitors come from Warsaw, my home Gdansk and also Cracow, Wrocław and Poznan. It is real problem for me when to translate my www pages to English. So far only about 15 percent of them are translated, I have not enough time and nobody wants to help me. Pity! I would like to share my travel knowledge also with the people from abroad. There is still a lot of pictures to see in my website. I was working hard to complete my web pages: you can spend many hours in front of the screen... I hope that many people will take the advantage of my experience... And they do... Unfortunately there are also journalists who copy parts of my pages, then they add something and publish the whole story as their text... Shame, ladies and gentlemen... I am receiving a lot of e-mails with travel questions - not only from Poland but also from the world... I try to response every letter but unfortunately I cannot spend to much time for this - a lot of other activities is waiting for me... Number of my new articles were published: "Gili Islands" in "Rzeczpospolita" ("The Republic") and in September there was my "Palawan on the Philippines" piece published in "Podróże" magazine. There was also travel report from the Andamans printed in London's GLOBE in November 2007. I also sold few dozen of my pictures from the world to be published in the polish textbooks and the great encyclopedia. More on my writing you will find on the web page "my publications" and full listing of recently published articles on: "ARTICLES" . It was great surprise to me when well known Spanish globetrotter Jorge Sanchez on his website "Viajeros notables" put me on the list of the top 20 contemporary world travelers. I am not sure if I deserve such a honor but anyway it is nice that somebody from abroad appreciated my traveler's output. Though recently also in my country in the "TRAVELS" magazine they wrote about me: "... he traveled 6 times around the world, visiting more then 220 countries. The greatest traveler we know..." Now already seven RTW voyages are completed an I think about the eight one in 2009. I spend my life traveling, writing and giving lectures and the slide-shows. Preparations for the future voyages also take a lot of my time. I see 8th round-the-world voyage already on the horizon, the studies on the new route are almost done.... I can also use my experience to guide other people to every possible place on the globe - want you be my clients? Love to all of you... November 14th 2008 Wojtek |
Mój internetowy serwis zyskuje coraz więcej sympatyków... Na początku roku 2003 licznik zainstalowany na moich stronach odnotował 90 tysięcy wywołań. Na początku czerwca 2006 obchodziłem jubileusz: milionowe wywołanie mojego serwisu. Milionowy czytelnik, który odnotował ten moment nadesłał mi wydruk ekranu ze stanem licznika i gratulacje, a ja uhonorowałem go skromnym upominkiem. Niedawno licznik odnotował 1950 000 wizyt! Program statystyczny, który zainstalowałem na moich internetowych stronach pokazuje codziennie około 1000 wywołań. Ciekawa jest statystyka tych wywołań: najwięcej, bo około 70% pochodzi z Polski. Spośród innych krajów najwięcej mam kolejno gości z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji . Pod koniec listy pojawiają się ku mojemu zaskoczeniu bardzo dziwne kraje: Tajwan, Meksyk czy Arabia Saudyjska... W kraju najwięcej sympatyków mam w Warszawie, rodzinnym Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu. Materiału w moim serwisie jest na wiele godzin oglądania - włożyłem w jego opracowanie bardzo dużo pracy z myślą o tym, by z moich doświadczeń mogli skorzystać inni globtroterzy... I korzystają... Niestety nie wszyscy korzystają z zawartości moich stron w dozwolony sposób - są tacy dziennikarze, którzy przepisują teksty z moich stron, dodają coś od siebie i... publikują całość podpisując swoim nazwiskiem... Wstyd panie i panowie!... Dostaję e-mailem wiele pytań od podróżników, nie tylko z Polski ale i ze świata - staram się na wszystkie listy odpowiadać, ale niestety nie mogę na to poświęcić zbyt dużo czasu... Jak się zapewne domyślacie nie wszystkie listy są poważne... - czasem np. dostaję do rozwiązania zadania z geografii... Traktuję to z humorem... Opublikowali moje kolejne artykuły: artykuł o Wyspach Gili (Indonezja) w "Rzeczpospolitej" oraz o Palawanie na Filipinach w "Podróżach". W grudniowym numerze tego magazynu ukazał się mój artykuł o Christmas Island. W londyńskim GLOBE ukazał się w listopadzie 2007 roku mój kolejny materiał - o Andamanach. Więcej o moim pisaniu przeczytacie na stronie moje publikacje a pełny wykaz ostatnich artykułów na stronie ARTYKUŁY. Niedawno spotkała mnie miła niespodzianka: znany hiszpański globtroter Jorge Sanchez na swojej stronie internetowej "Viajeros notables" zaliczył mnie do 20 najwybitniejszych współczesnych podróżników. Nie jestem pewien, czy zasłużyłem na takie wyróżnienie, ale zawsze to miłe, że ktoś za granicą dostrzegł mój podróżniczy dorobek. Chociaż ostatnio i w kraju zaczynają go dostrzegać: w nocie o autorze przy moim artykule o Mozambiku redakcja napisała "... odbył 6 podróży dookoła świata, odwiedził ponad 220 krajów. Największy podróżnik, jakiego znamy..." Teraz mam już 7 takich podróży na koncie i myślę o kolejnej - całkiem nową trasą... Podróże i działalność publicystyczna wypełniają mi aż nadto mój czas. Kilka kolejnych ciekawych projektów ekspedycji jest w opracowaniu - wiecie dobrze, że plany takich samotnych eskapad do rzadko odwiedzanych miejsc wymagają solidnego przygotowania... Ósma podróż dookoła świata już wkrótce! Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich. 2008.11.14 Wojtek |
|
|
||
Back do the main directory Powrót do głównego katalogu