| News for my friends worldwide... |
Wiadomości dla moich przyjaciół ... |
||
What's new ? |
|
Co u mnie słychać? |
|
|
|
|||
|
|
||
|
Summer already came to my Wojtkówka. I enjoyed already lilies of the valley, forget-me-not. Then irises, margaritas and peonies were in blossom. Now I enjoy roses and zinnias. I have a lot of work. But I like it! It a great pleasure to work on the open air and to see flowers blossoming one by one. Also vegetables growing up on your eyes.
Unfortunately I had also flooding in the cellar as a result of the exceptionally strong winter - there are big damages to repair... In 2010 Wojtkówka celebrates a silver jubilee! |
Lato zawitało już do mojej Wojtkówki ! Na początku - jeszcze wiosną - kwitły konwalie, po nich niezapominajki, irysy, margaretki i piwonie. A teraz kwitną pięknie róże i cynie daliowe. Jak co roku mam dużo pracy na świeżym powietrzu, ale ja ją lubię - to naprawdę duża przyjemność patrzeć, jak wszystko "rośnie w oczach" i rozkwita. Lubię ogromnie siedzieć w pogodny ranek na tarasie i zajadać własny szczypiorek, sałatę, ogórki... Niestety w tym roku mam w Wojtkówce więcej pracy niż zwykle. Podczas gdy ja podróżowałem po świecie w Polsce była wyjątkowo sroga zima. W piwnicy Wojtkówki pękła rura i gdy na wiosnę włączyli w sieci wodę to zaczęło się lać. Nikt z sąsiadów nic nie widział i nie słyszał. Gdy wróciłem, w piwnicy było wody pod sufit. Wyciekała przez piwniczne okienka. Dzielni strażacy pomogli ją wypompować, ale zniszczenia były duże. Pracowałem przez kilka tygodni przy ich usuwaniu. Teraz krajobraz wygląda już znacznie lepiej i mogłem do Wojtkówki zaprosić pierwszych przyjaciół... W tym roku Wojtkówka obchodzi srebrny jubileusz! 22 lipca odbyło się jubileuszowe garden party. Więcej o jego przebiegu można już przeczytać na osobnej stronie. Budowę Wojtkówki według własnego projektu rozpocząłem wprawdzie 28 lat temu, ale trwała ona przez trzy kolejne lata. Oficjalne otwarcie nastąpiło w 1985 roku. Od 25 lat spędzam tam zawsze polskie lato ciesząc się kolorami kwiatów, świergotem ptaków i smakiem świeżych warzyw. Ludzie nie wierzą, że notoryczny podróżnik może mieć także taką pasję. Może! |
|
|
Bez mojej
wiedzy moja Ósma podróż wokół globu nominowana została do nagrody Złotej
Stopy w internetowym plebiscycie.
Mimo, że sposób głosowania stwarza duże możliwości nadużyć, a większość głosujących to moim zdaniem ludzie przypadkowi, którzy nie mają pojęcia o trudach organizacji i realizacji dalekich wypraw, nie wycofałem się z plebiscytowej listy. Możecie na mnie głosować tutaj. |
|
|
|
My
Wojtkówka undergo annual renovation.
Again, I climb ladders, polishing and varnishing losses, to restore its
former glory:
I respect him and admire. Also, because Slavek willingly helps others, and not once I used the help of his hands during his short stays in Wojtkówka. |
Wojtkówka przechodzi coroczną renowację. Znowu wspinam się po drabinach, szlifuję i lakieruję ubytki, aby przywrócić jej dawny blask (zdjęcie na lewej kolumnie). W czerwcu miałem w Wojtkówce szczególnego gościa - to Sławek Bieniek z Głogowa - z zawodu inżynier-górnik, z zamiłowania podróżnik, zdobywca najwyższych szczytów obu Ameryk. Ponadto Sławek jest maratończykiem - przyjechał na Pomorze, by jeszcze raz przebiec imponujący dystans 42 kilometrów i zabrać do domu kolejny medal.
Szanuję go i podziwiam. Również dlatego, że Sławek chętnie pomaga innym i nie raz korzystałem z jego pomocnych rąk w podczas jego krótkich pobytów w Wojtkówce. |
|
|
Only a month ago I returned from my 10th Round-the-World Voyage. There were already press interviews (in Polish - click here to see) and on Polish Radio (click here to listen). I spent almost four months on the trail. The idea of the new, fascinating route was born in unusual circumstances. Few years ago I was invited to attend "Award of the traveler of the year" ceremony. I met there Mr Jaroslaw Kret - well known Polish traveler an TV presenter. Talking about my numerous solo round- the- world voyages I said that it is harder and harder to set up a new, original and interesting route. Mr Jaroslaw said, that instead going east-west direction now I should travel around the globe south-to-north. Of course it was a joke... But... Two years later started to work on such an option. I found two scheduled flights over the Arctic and Antarctica. Then I combined them with a inexpensive RTW tariff. And... a detailed plan was born - just see the map below: |
Zaledwie miesiąc temu wróciłem z kolejnej wielkiej, samotnej wyprawy do nieznanych miejsc. Była to trwająca prawie 4 miesiące Dziesiąta Podróż Dookoła Świata. Po powrocie miałem wywiady dla prasy (tu link) i audycje radiowe (tu można posłuchać jednej z nich). Pomysł nowej trasy urodził się w niezwykłych okolicznościach. Kilka lat temu na uroczystości wręczenia nagród "Podróżnik Roku" spotkałem znanego polskiego podróżnika i prezentera TVP Jarosława Kreta. Mówiąc o moich licznych podróżach dookoła świata stwierdziłem, że coraz trudniej mi jest wymyślić nową, ciekawą trasę. Pan Jarosław zażartował, że zamiast podróżować wokół globu horyzontalnie powinienem teraz polecieć w kierunku południe-północ... To był tylko żart, ale... Dwa lata później zacząłem pracować nad takim pomysłem. Odkryłem dwa rozkładowe loty ponad Arktyką i Antarktyką oraz tanią taryfę RTW, którą można było dla takiego pomysłu zastosować. Na mapie poniżej możecie zobaczyć, co z tego wyszło: |
|
|
|
||
|
|
|
|
|
Via London I went to South America. Santiago de Chile was my gateway to the isolated Robinson Crusoe Island. The main source of income of the local people are big lobsters:
Complete report from Robinson you can watch here. Back on the South American continent I turn to the Andes, exploring Atacama Desert. I cross the border to Bolivia in the wastes, at the bottom of the dormant volcanoes. I found unknown to me South Bolivia very picturesque - just see the picture on the right column. From Bolivian Tupiza I took a train to the border of Argentina. I cross the border on foot and jumped on the local bus going to Salta. The north of Argentina is also very picturesque area regarding the landscape, but I was disappointed by the absence of Indio folklore. From Buenos Aires, where they still are dancing tango on the streets I was flying with Qantas over Antarctica (a big floating iceberg on the bottom picture) and onward to New Zealand.
I think that car rental is the best solution to explore the North Island of NZ. I rented a car in Auckland. Driving 6-8 hours per day I went as far as Cape Reinga turning then to the Bay of Islands and Coromandel. Many villages in New Zealand have funny names - like that one on the picture. Kiwies use kilometers, but they drive left side of the road. I New Zealand I did famous Tongariro Alpine Crossing trail. I had there great weather to enjoy the views of the volcanoes... See the picture below:
|
Na początku przez Londyn dotarłem do Południowej Ameryki. Santiago de Chile stało się dla mnie bramą wjazdową na izolowaną Wyspę Robinsona Crusoe, na której - jak się okazało - mieszka dziś około 600 ludzi, zajmujących się głównie połowami okazałych krabów (popatrzcie na zdjęcie na sąsiedniej kolumnie). Obszerny raport z Wyspy Robinsona znajdziecie już tutaj. Po powrocie na kontynent wyruszyłem w Andy - na Pustynię Atacama, by na pustkowiu u stóp wygasłych wulkanów przekroczyć granicę Boliwii. Nieznana mi jeszcze, południowa część tego kraju okazała się niezwykle malownicza:
Pociągiem, który na zaniedbanej trasie wyleciał w pewnym momencie z szyn dotarłem do granicy Argentyny, przekroczyłem ją pieszo i autobusami dojechałem do Salty. Północna część Argentyny to kraina ciekawych krajobrazów. Niestety okazało się, że dziś niewiele można tam znaleźć tradycyjnego indiańskiego folkloru, którego szukałem. Z Buenos Aires, gdzie na ulicach wciąż tańczą argentyńskie tango poleciałem samolotem linii Qantas ponad Antarktyką (zdjęcie wielkiej góry lodowej na sąsiedniej kolumnie) do Sydney i zaraz dalej - do Nowej Zelandii. Podróżowanie wynajętym samochodem okazało się najlepszą metodą zwiedzania malowniczej Północnej Wyspy. Jeździ się lewą stroną. Dotarłem między innymi na północny przylądek, skąd według wierzeń Maorysów duchy zmarłych ulatują do krainy Hawaiki. Nazwy niektórych miejscowości w Nowej Zelandii są bardzo zabawne:
W Nowej Zelandii udało mi się także przejść przy świetnej pogodzie słynny górski szlak Tongariro Alpine Crossing. Poprowadzony jest on między malowniczymi wulkanami: |
|
|
|
||
|
Australian segment of my trail started on Kangaroo Island, where you can really see the kangaroos wandering on the outskirts of the villages. From Adelaide I was heading north by famous Ghan train - to Darwin. Then I was traveling by buses through the most difficult to explore Australian region - the Kimberley. I experienced there truly tropical heat and high humidity. Then via Singapore, Hongkong and Taiwan I got to the southernmost island of Japan. By ferries and trains I crossed Japan up to its north end on Hokkaido Island. It was a cherry blossom period. You can see on the bottom picture how nice looks the most famous Japanese castle in Himeji at the cherry blossom time: |
Australijski odcinek szlaku zaczynał się na Kangaroo Island, gdzie rzeczywiście kangury kicają tuż za opłotkami miasteczek. Z Adelajdy wyruszyłem na północ słynną linią kolejową przecinającą Australię na pół - do Darwin, a następnie autobusami podróżowałem przez Kimberley - najtrudniejszą w eksploracji część Australii, doświadczając prawdziwie tropikalnych upałów i wysokiej wilgotności. Potem przez Singapur, Hongkong i Tajwan dotarłem do najbardziej wysuniętych na południe wysp Japonii. Promami i koleją przejechałem następnie całą Japonię aż do północnego jej krańca. Był to okres, gdy kwitły wiśnie. Popatrzcie, jak wspaniale wyglądał w tym czasie najpiękniejszy japoński zamek w Himeji: |
|
|
|
||
|
From the Island of Hokkaido (I had no other choice) I took a little plane to the Russian Island of Sakhalin, where I met many well-wishing and hospitable people. There was still winter on Sakhalin. Even stronger, frosty winter I experienced on Chukotka on the frozen Bering Sea. On Chukotka there is a chance to take a ride on the dog-driven sledge. |
Z japońskiej wyspy Hokkaido (z braku innych możliwości) małym samolotem przeleciałem na rosyjską wyspę Sachalin, spotykając tam wielu życzliwych i gościnnych ludzi. Na Sachalinie wciąż jeszcze panowała zima. Jeszcze większe mrozy czekały mnie na Czukotce nad zamarzniętym Morzem Beringa. Na Czukotce można przejechać się psim zaprzęgiem: |
|
|
|
||
|
It is a challenge to find a solution for crossing the Bering Sea. Only once a month from the American side a little airplane is coming to Chukotka. I got a final confirmation only three weeks before expected date. I was flying from Anadyr to Nome as the only passenger in the cabin of 14-seater... And that was the way how I get to Alaska - into the region where they pan for the gold... See my picture taken in Nome on the right column...
My third stay on Alaska gave me a chance to explore the south of the state. Enjoying the winter landscapes I sailed by ferry to the pristine Kodiak Island. The capital of Russian Alaska was located there in the past. When the day of return arrived, I took a flight over the ice of Arctic from Anchorage to Frankfurt and onward - to my home Gdansk. First pictures from this interesting voyage you can see already under this link. |
Niezwykle trudno jest znaleźć sposób na pokonanie Morza Beringa. Tylko raz w miesiącu przylatuje z amerykańskiego brzegu czarterowy samolocik. Potwierdzenie przelotu dostałem dopiero na trzy tygodnie przed przewidywanym terminem. Leciałem z Anadyru do Nome jako jedyny pasażer w kabinie 14-miejscowego samolotu... I tak znalazłem się na Alasce - na terenach, gdzie wciąż jeszcze wydobywa się złoto...
Skorzystałem z okazji, by poznać południową część stanu, ciesząc oczy zimowymi pejzażami (zdjęcie po lewej), popłynąłem promem na dużą, wciąż jeszcze dziewiczą wyspę Kodiak, gdzie przez czas jakiś była stolica Rosyjskiej Alaski. Gdy przyszedł dzień powrotu poleciałem z Anchorage nad lodami Arktyki do Frankfurtu i dalej - do rodzinnego Gdańska. Pierwsze zdjęcia z tej ciekawej podróży znajdziecie pod tym linkiem |
|
|
I met New Year 2010 with the number of my friends in Zejman Sailors an Travelers Club in the old quarter of Gdansk. We had a lot of fun, dancing, singing and enjoying the atmosphere of the old granary, where the club is located - see the picture on the right column... In December, promoting my book "To the Seven Continents" I had a slideshow in the "Morena" House of Culture in Gdansk. As you can see on the picture below an dancing group of charming young ladies was performing Indonesian dances during the breaks of my slideshows.
|
Nowy Rok 2010 powitałem w gronie przyjaciół w klubie żeglarzy i podróżników "Zejman" na starym mieście w Gdańsku. Tańczyliśmy i bawiliśmy się przez wiele godzin:
W grudniu miałem udane spotkanie promujace moją książkę "Na siedem kontynentów" w Domu Kultury gdańskiej Spółdzielni "Morena", podczas którego wystąpił także zespół prezentujący tradycyjne indonezyjskie tańce (na zdjęciu obok) |
|
|
In the mid of December 2009 I returned from the solo voyage to Mexico. It gave me the chance to escape short, dark, windy and rainy days in Poland. It was good time to escape to the warmer region to enjoy blue sky, sun, lovely local people and new places to discover. As a budget traveler I had a long sitting at the computer to find an interesting offer from the airlines. In the autumn many of them have special prices. Then you make a choice, click, click - and the air ticket is appearing in your printer. I flew to the USA to cross the land border to Mexico in El Paso.
Then I went by public buses from Juarez to Chihuahua and onward to the highest waterfall of Mexico: Besaseachi. There was little water in the cascade during dry season but with the height of 246 m it was still impressive (see picture on he right column). Then I took famous train El Chepe going down the picturesque canyon "Barranca del Cobre". Full-day ride took me from the level of 2500 m to the sea level in Los Mochis. Huge rocks towering barranca you can see here:
It was my third visit to Mexico. I found Mexicans very friendly. Instead of bread they eat tortillas, one kilo costs 12 pesos:
From Los Mochis on the Pacific coast I took a ferry to Baja California Peninsula. From Cabo San Lucas I took a boat excursion to the southern, rocky tip of the peninsula - see picture on the right column. There are thousands of picturesque cacti in the landscape of Baja California:
Back on the mainland I went by bus down the coast south to Mazatlan with a second-high lighthouse (picture on the right column) and further south to the lovely Puerto Vallarta:
Pacific coast is famous for beautiful sunsets. I enjoyed them many times. See just two samples: Malecon in Puerto Vallarta (right column) and San Patricio Melaque (below).
South of Manzanillo the road number 200 goes through many beautiful cliffs and little bays with empty beaches - like this one on the right column. It is good idea to drive there by car and stop many times to enjoy the beauty of the nature. Public bus will no give you such a chance. Finally I reached famous resort of Acapulco with great beaches, high hotels and vibrant night life. Local people celebrated the festival of Virgin de Guadalupe. I saw many street processions...
The voyage was the success. Except... On the return journey American Airlines lost my backpack between Mexico and Dallas... It took me three little nervous days to get it back in my Gdansk... They do not give any form of compensation... Hot news in English written on the trail are you can read as usual here - in my travel log. More pictures from this voyage you will find soon here: Mexico 2009 |
W połowie grudnia 2009 wróciłem z kolejnej samotnej podróży - do Meksyku. Gdy w Polsce nastają krótkie, ciemne dni z deszczem i wiatrem - pora uciekać gdzieś do ciepłych krajów, w których niebo jest błękitne, ludzie radośni i nowe miejsca do odkrycia. Usiadłem więc do komputera, popatrzyłem jakie linie mają ciekawe cenowo oferty, a potem kliknąłem kilka razy - i z drukarki wyszedł lotniczy bilet. Pozostało tylko odszukać przygotowane materiały i spakować plecak! Poleciałem na promocyjnym bilecie do USA i w El Paso przekroczyłem pieszo granicę do Meksyku. Przez Juarez i Chihuahua dotarłem do najwyższego wodospadu Meksyku - Basaseachi:
Była to pora sucha i wody w kaskadzie było niewiele, ale 246 metrów wysokości wodospadu i tak robi wrażenie! Potem słynnym pociągiem El Chepe w ciągu 12 godzin zjechałem z wysokości 2500 metrów na poziom morza. Malowniczy szlak kolejowy prowadził kanionem Barranca del Cobre, nad którym piętrzą się takie skalne wieże jak na zdjęciu obok. Była to już moja trzecia wizyta w Meksyku. Podobnie jak poprzednio znalazłem Meksykanów jako ludzi sympatycznych i chętnie nawiązujących znajomość. Większość mężczyzn nosi tu wąsy, a co najmniej połowa - sombrera. Zamiast chleba czy bułek je się kukurydziane (czasem kukurydziano-pszenne) placuszki - tortille, takie jak na zdjęciu obok. Kilo tortilli kosztuje 12 pesos czyli około dolara.
Z Los Mochis na wybrzeżu Pacyfiku, gdzie wysiadłem z pociągu popłynąłem promem na Półwysep Kalifornijski. Odbyłem tam wycieczkę łodzią z Cabo San Lucas do malowniczych skał na krańcu tego olbrzymiego półwyspu:
W krajobrazie Baja California dominują malownicze kaktusy - są ich tam tysiące... Po zwiedzeniu historycznych miasteczek Loreto i Santa Rosalia wróciłem innym promem na kontynent, by podążać dalej wzdłuż wybrzeża na południe. Pierwszym przystankiem był Mazatlan z drugą najwyżej usytuowaną latarnią morską. Sprzed latarni otwiera się taki oto widok na port i miasto:
W uroczym kurorcie Puerto Vallarta podziwiałem zachód słońca (poniżej) i widok zatoki otwierający się ponad czerwonymi dachami starej części miasta (obok).
Puerto Vallarta ma piękny nadmorski bulwar wysadzany palmami z licznymi rzeźbami. Kiedy wieczorem temperatura opada do 30 stopni także wielu miejscowych przychodzi to posiedzieć i podziwiać kolory zachodu. Ale prawdziwie niezwykły zachód słońca zobaczyłem na plaży w San Patricio Melaque - moim kolejnym miejscu postoju. Popatrzcie na zdjęcie na lewej kolumnie, rzadko widuje się takie zjawisko...
Na południe od Manzanillo wybrzeże jest niezwykle malownicze - z klifami, skałkami i pustymi plażami w małych zatoczkach. Ale aby przystanąć w kilku takich miejscach trzeba dysponować własnym samochodem. W końcu dotarłem do słynnego kurortu Acapulco, gdzie linia wysokich hoteli, długie plaże i bujne nocne życie. Był to okres obchodów święta Matki Bożej z Gwadelupe i odbywały się liczne procesje:
I gdyby nie irytujący finał (American Airlines zagubiły mój plecak między Meksykiem i Dallas) to byłaby to bardzo udana podróż... Ale i tak nie narzekam... Plecak dotarł do Gdańska po 3 dniach. Notatki z trasy robione "na gorąco" umieściłem w dzienniku podróży. Więcej zdjęć z tej podróży znajdziecie wkrótce na stronie Mexico 2009 |
|
|
Just before departure to Mexico I hosted in Gdansk outstanding Swiss globetrotter Michael Dössegger. We met each other years ago on the expedition ship sailing to the inaccessible Bouvet Island in Antarctic. Mike is the member of our Seven Continents Club
Both of us we suffer from the globetrotter's passion. We spent a lot of time at my house studying the maps. Then Mike for many hours was watching videos taken during my trip through Africa. Mike later this year returns to the Antarctic on icebreaker "Khlebnikov". We had very nice time, and I hope it was not our last meeting. |
Tuż przed wyjazdem do Meksyku gościłem w Gdańsku wybitnego szwajcarskiego globtrotera Michaela Dösseggera. Mike mieszka w Genewie, jest członkiem naszego Klubu Siedmiu Kontynentów. Poznaliśmy się przed laty na ekspedycyjnym statku zmierzającym ku niedostępnej Wyspie Bouveta w Antarktyce.
Łączy nas globtroterska pasja. Spędziliśmy wiele czasu w moim domu nad mapami. Potem Mike przez wiele godzin oglądał moje filmy z podróży przez Afrykę. Mike jeszcze w tym roku wraca do Antarktyki na lodołamaczu "Chlebnikow". To było bardzo miłe, i mam nadzieję, że nie ostatnie nasze spotkanie. |
|
|
In the lovely mountainous scenery of the mid-November (with some snow on the hills) I attended 25th Annual Meeting of Polish Globetrotters in Szczyrk - in the mountains, at the southern border of Poland. About 300 real travelers from all over Poland came to share their last achievements. For me it was a nice occasion to meet many old friends who also love to travel.
The
25-th Jubilee of our Meetings was also a chance to invite the special
guests. One of them was Leszek Cichy - he is best known for making the first
winter ascent of Mount Everest together with Krzysztof Wielicki in 1980
which established the winter ascent record of 8.848 meters. Brave and so charming Polish yacht lady-captain Marta Szillajtis Obieglo just did solo round-the-world voyage on the small boat. It was a pleasure for me to see during her presentation many little islands I also visited on my trails - like Vava'u, Cocos or the Marquesas. Enjoy our picture below:
Till 2 or 3 a.m. we attended the slide shows from all corners of the world. I saw already most of presented sights but it is still a pleasure to see again the places I visited years ago. My impression is that the quality of pictures projected there is improving year by year. One of the most interesting presentations was given by Piotr Strzezysz, who recently was climbing on a bike mountain roads of Kyrgyzstan. It was not his first hardcore expedition and I highly appreciate his achievements - see our picture on the right column ---> The audience enjoyed my slideshow (the longest one on our meeting) showing the remotest parts of my 8th round-the-world voyage. I was also honored by special diploma... Many of us attended the Jubilee Dinner in the national costumes brought from the far-away countries: |
W pięknej, górskiej scenerii odbyło się w połowie listopada w Szczyrku kolejne, dwudzieste piąte już spotkanie polskich globtroterów (OSOTT). Na okolicznych szczytach leżał już pierwszy śnieg, ale program spotkania był tak wypełniony, ze nie starczyło mi czasu nawet na krótki spacer. Przyjechało nas około 300 osób z całej Polski - prawdziwych podróżników. Była to dla mnie kolejna miła okazja do spotkania wielu starych przyjaciół, których podobnie jak mnie pasjonują podróże po świecie. Z okazji jubileuszu na spotkaniu pojawiło się także kilka wybitnych postaci ze świata alpinizmu i żeglarstwa. Między innymi Leszek Cichy - współautor pierwszego zimowego wejścia na Mt Everest w 1980 roku:
Miałem także przyjemność poznać wybitna polską żeglarkę, która właśnie w tym roku zakończyła samotny rejs dookoła świata. Podczas jej prezentacji miałem przyjemność raz jeszcze przyjemność obejrzeć małe i piękne wyspy, na które i ja kiedyś odwiedziłem z moim plecakiem: Vava'u, Cocos Is. czy Markizy. Popatrzcie na zdjęcie na sąsiedniej kolumnie, a przekonacie się, że Pani Kapitan jest nie tylko bardzo dzielną, ale i bardzo piękną kobietą Podczas OSOTTu jak zawsze do późnej nocy oglądaliśmy slajdy ze wszystkich zakątków globu. Dla mnie najczęściej są to przypomnienia miejsc, które kiedyś widziałem, ale oglądam je wciąż z przyjemnością, tym bardziej, że jakość pokazywanych zdjęć jest coraz lepsza. W tym roku przeważały już prezentacje multimedialne odtwarzane z komputera. Jedną z najciekawszych było sprawozdanie z wyprawy rowerowej Piotra Strzeżysza w wysokie góry Kirgizji. Piotr od kilku lat specjalizuje się w takich ekspedycjach. Sam je przygotowuje i realizuje. Mam dla niego wiele uznania:
Podobał się mój pokaz slajdów z najtrudniejszych fragmentów mojej 8-mej podróży wokół globu. Były to jak zwykle zdjęcia z regionów nigdy wcześniej nie pokazywanych w historii OSOTT... Zostałem też uhonorowany specjalnym dyplomem... Podczas uroczystego dineru wielu uczestników wystąpiło w strojach przywiezionych z dalekich krajów: |
|
![]() |
||
|
You know that I travel around the world without any help from the sponsors. It is time to work - to collect enough money for my next voyages. I have the lectures, slide shows and author's meetings promoting my book "To the seven continents" in Warsaw, Gdansk but also in other places in the Northern Poland:
By the way, going to my lectures I had opportunity to enjoy the views of our Baltic coast: above - Gaski Lighthouse. I have the best memories from my lectures in Gdansk-Oliwa Library (picture below) and "Wisla" cinema in Warsaw.
|
Wiecie, że przygotowując i realizując moje podróże po świecie nie korzystam z jakiejkolwiek pomocy sponsorów. Trzeba zatem pracować, aby zgromadzić pieniądze na następne podróże. Mam zatem prelekcje, pokazy slajdów i spotkania autorskie promujące moją książkę "Na siedem kontynentów" w Warszawie, Gdańsku, ale także w innych miastach Północnej Polski. Takie podróże w teren to dobra okazja dla przypomnienia sobie Środkowego Wybrzeża i bałtyckich plaż:
Na zdjęciu po lewej latarnia morska w Gąskach, którą widać na horyzoncie z plaży w Mielnie (na zdjęciu powyżej). Szczególnie przyjemnie wspominam spotkania w Bibliotece miejskiej w Gdańsku - Oliwie (na sąsiedniej kolumnie) oraz w kinie "Wisła" w Warszawie (poniżej). Na obu tych spotkaniach sale były pełne - to satysfakcja dla prelegenta...
|
|
|
In September 2009 I returned from the another exciting voyage. Since a long time I was preparing the trip to Siberia and Russian Far East. At the same time one of the contemporary top globetrotters - Jeff Shea proposed the meeting - the summit of the world travelers. It was not easy to find the place on earth attractive for the people who already visited all states of the world... I suggested cruise down the river Lena - the Queen of Siberia, and continuation via the Road of Bones to the coast of the Pacific - for me the most attractive way to the Russian far East. The same variant of the route was suggested by famous Spanish globetrotter Jorge Sanchez. All fellows accepted this idea. Yakutsk - the capital city of Saha Republic (Yakutia) was determined as our meeting point... After parting with my fellows in Magadan I intended to continue the voyage alone - to the volcanic Kamchatka and Vladivostok. The return route to Poland for the first time was not clearly defined. You can see on the map below how it finally looked like. Siberian expedition evolved into 9th Round the world Voyage: |
We wrześniu 2009 wróciłem z kolejnej fascynującej podróży. Od dawna przymierzałem się do wyprawy na Syberię i rosyjski Daleki Wschód. Jednocześnie na początku roku jeden z największych współczesnych globtroterów - Jeff Shea zaproponował zorganizowanie spotkania "na szczycie" grupy światowych podróżników. Nie było łatwo było znaleźć miejsce na globie, które byłoby atrakcyjne dla ludzi, którzy odwiedzili wszystkie państwa świata... Zaproponowałem rejs Leną - królową syberyjskich rzek, a następnie przeprawę Kołymskim Traktem na wybrzeże Pacyfiku. Dla mnie był to najbardziej atrakcyjny wariant drogi prowadzącej na rosyjski Daleki Wschód. Była to także sugestia znanego hiszpańskiego globtrotera Jorge Sancheza. I propozycja została przyjęta! Mieliśmy spotkać się na początku sierpnia w stolicy Jakucji... Po rozstaniu z towarzyszami, które miało nastąpić w Magadanie zamierzałem kontynuować podróż samotnie - na Kamczatkę i do Władywostoku. Trasa powrotna do Polski po raz pierwszy nie była wyraźnie zdefiniowana. Na mapce poniżej możecie zobaczyć co z tego ostatecznie wyszło. Syberyjska wyprawa przerodziła się ostatecznie w dziewiątą podróż dookoła świata: |
|
|
|
||
|
At the beginning of my Siberian journey I traveled by bus from Gdansk to Kaliningrad. Then I took a flight via Moscow to Novosibirsk - the capital of West Siberia. On the main square of Novosibirsk there is still giant monument of Lenin:
Flight of a low-cost S7 airline took me from Novosibirsk to Yakutsk - the capital of Saha Republic (Yakutia). It was founded by the Cossacks. Today's Yakutia is famous for its diamonds and gold. On the right column you can see recreated Cossack's fort and the modern bank building where the diamond & gold museum is located. All stands on the permafrost. |
Najpierw autobusem dotarłem z Gdańska do Kaliningradu, a następnie samolotem przez Moskwę do Nowosibirska - dużego miasta będącego stolicą Zachodniej Syberii. Na głównym placu miasta stoi tam wciąż gigantyczny pomnik Lenina (zdjęcie po lewej). Kolejny lot taniej linii S7 przeniósł mnie do Jakucka - stolicy Jakucji. Miasto założyli kozacy. Dzisiejsza Jakucja słynie jako kraina diamentów i złota. Na zdjęciu poniżej widać fragment odtworzonej stanicy kozackiej i nowoczesny budynek banku, mieszczący między innymi muzeum diamentów i złota:
Jakuck ma coraz więcej nowoczesnych budynków, ale także i drugą twarz - ponure i zapuszczone czteropiętrowe bloki z czasów sowieckich. W jednym z nich mieszkałem na kwaterze |
|
|
Waiting for the fellow toptrotters I made an 2-days excursion by river boat to the Lena Pillars Nature Reserve. You can see there interesting rock formations and their reflection in the waters of Lena: |
Czas oczekiwania na przybycie pozostałych globtroterów wykorzystałem na wycieczkę rzecznym statkiem do rezerwatu przyrodniczego Leńskie Stołby. Ciekawe formacje skalne przeglądały się tam w wodach Leny: |
|
|
|
||
|
After return to Yakutsk I met toptrotters from USA. (Spain and France arrived earlier). For fun we called our meeting "G5 summit" Here we are:
Fortunately our permit for travel to the Far North was also ready - we were waiting 50 days to get this paper and until the arrival we were not sure if the Russian authorities will decide let us go... Soon we boarded old river boat "Mekhanik Kulibin" - only four times in the summer season it sails down the Lena river to the mouth. Adventurous river voyage took us 6 days. It was colder and colder. Then we reached the most unusual point on the route - Tiksi - little, forgotten port on the Arctic Ocean located far north of the polar circle, at the mouth of Lena River:
After return from the Far North back to Yakutsk we rented "bukhanka" - little Russian microbus with the driver Ivan. The plan was to drive along the infamous Road of Bones from Yakutsk to Magadan on the Pacific coast. It was more then 2000 kms on destroyed road crossing the area of virgin nature. Just at the beginning we crossed on ferries two big rivers: Lena and Aldan. See our bukhanaka on the Aldan ferry:
It was difficult, 7-days hardcore drive in the dust, through the potholes with primitive overnight stops. Driving the old branch of the Road of Bones we reached the village Oymyakon, where north pole of cold is located - in the winters the temperature fall here below 50 deg. Celsius and this is the place where they keep the record of the lowest temperature on the Northern Hemisphere: minus 71,2 deg Celsius. There is a special monument of the pole of cold - see the right column. Few travelers saw this place. When we reached Magadan I it was the time to say goodbye to the fellow globetrotters. I took a flight to volcanic Kamchatka. It was late afternoon when our junk AN-26 landed in Petropavlovsk. Unfortunately on the next day weather changed dramatically: it was cloudy and rainy until my departure. I saw volcanoes of Kamchatka only through the dirty window of the landing plane:
So during my stay on Kamchatka I visited only Petropavlovsk and neighborhood. The sun greeted me again in Vladivostok - beautifully located on the hills around the bays. Vladivostok is often called Russian San Francisco. I have been already close to Vladivostok years ago. But at that time - till 1992 city and port were strictly closed for the foreigners. See the panoramic view of today's Vladivostok at the bottom:
|
Po powrocie do Jakucka zastałem już wszystkich w komplecie: czterech wybitnych, światowych globtroterów z USA, Hiszpanii i Francji. Nasze spotkanie nazywaliśmy żartobliwie G5 - popatrzcie na zdjęcie po lewej. Było też na szczęście gotowe specjalne zezwolenie rosyjskich władz, na wydanie którego czekaliśmy 50 dni... Do końca nie byliśmy pewni, czy je w ogóle dostaniemy. Wsiedliśmy na pokład starego rzecznego statku "Mechanik Kulibin" tylko cztery razy w ciągu roku (latem) wyruszającego w dół Leny - aż do jej ujścia do Oceanu Arktycznego.
Pełna przygód żegluga po wielkiej rzece trwała 6 dni. W końcu dotarliśmy do najbardziej niezwykłego miejsca na trasie całej podróży - do Tiksi - niewielkiego, martwego i zapomnianego portu położonego daleko za kołem polarnym, u ujścia rzeki Leny do Oceanu Lodowatego. Zdjęcie portu zrobione ze wzgórza ponad miastem umieściłem na lewej kolumnie. W miasteczku pozostało wiele reliktów minionej epoki:
Po powrocie z dalekiej północy do Jakucka wynajęliśmy niewielki mikrobus - tzw. buchankę z kierowcą Iwanem i wyruszyliśmy niesławnym Kołymskim Traktem - jedyna drogą prowadzącą przez dziewicze tereny Wschodniej Syberii do Magadanu. To ponad 2000 kilometrów wertepów na terenowej, zniszczonej drodze poprowadzonej wśród pięknej przyrody. Zaraz na początku czekały nas dwie długie przeprawy promowe: przez Lenę i Ałdan. Na zdjęciu obok nasza buchanka na promie. To była trudna 7-dniowa jazda, pełna kurzu i wybojów, z noclegami w prymitywnych warunkach. Kierując się na tzw. Stary Trakt Kołymski dotarliśmy do miejscowości Ojmiakon, gdzie znajduje się północny biegun zimna - to tu zimą temperatury spadają poniżej 50 stopni i to tu odnotowano najniższą temperaturę na półkuli północnej: minus 71,2 stopnia, co upamiętnia specjalny pomnik. Niewielu podróżników dociera do tego miejsca!
Z moimi partnerami rozstałem się w Magadanie. Zgodnie z planem już sam poleciałem stamtąd rozklekotanym AN-26 na wulkaniczną Kamczatkę. Tu jednak nie dopisała pogoda. Wulkany widziałem jedynie pierwszego dnia przez brudne okno samolotu (zdjęcie obok). Potem przez cały czas było pochmurno i padało - zwiedzałem tylko Pietropawłowsk Kamczacki i jego najbliższe okolice. Słońce powitało mnie ponownie dopiero we Władywostoku - pięknie położonym porcie, nazywanym często rosyjskim San Francisco. Byłem już w tych okolicach, ale miasto aż do 1992 roku było całkowicie zamknięte dla cudzoziemców. Teraz mogłem wreszcie przekonać się, że porównanie jest trafne, to piękne miasto, tylko prosi się o generalny remont... Na zdjęciu poniżej - panorama Władywostoku. |
|
|
|
||
|
Vladivostok was a place to make a decision of the onward route in accordance with my financial and physical abilities. Savings on Kamchatka allowed me to make another dream true: rail journey across Canada from Pacific to Atlantic coast. Internet gives me chance to find cheap flight from China to Vancouver and to buy the railway tickets for Canada - all was made sitting in the Vladivostok post office! Period of my Russian visa was almost over. I decided to cross the border to nearby Chinese Manchuria. In Harbin I found a lot of Russian footsteps, like St Sophia church:
On the outskirts of Harbin I visited Siberian Tiger Reserve where they keep about 800 animals (picture on the right column). Few days later, after 11-hours flight over Pacific I landed in Vancouver-Canada. It was nice to see again after years my favorite places in this beautiful city. See picturesque bridge on the right column... Then - in the evening I embarked silver "Canadian" train and we started long, 6300- kms rail journey to Halifax:
My grand railway journey was divided into few stages. The most picturesque part was the passage through Rocky Mountains. Then I stopped for two days in Winnipeg - the capital of Manitoba province (picture on the right). My friend Mietek hosted me in Toronto. We went together to nearby Niagara Falls. They are still impressive (for the first time I saw it in 1981) but much more commercialized:
Via Montreal I reached the end of the rails in Halifax. Before departure to Europe I had enough time to make an excursion to the little picturesque town of Lunenburg and lonely lighthouse in Peggy's Cove:
From Halifax I flew to Europe. Lovely sun was shinning when I landed in Gdansk. More info related to this voyage you will find soon on the separate page: 9RTW. And the hot news in English written on the trail are as usual here - in my travel log. |
To tutaj miałem podjąć decyzję co do trasy powrotu do kraju. Brałem pod uwagę kilka różnych wariantów zależnych od stanu moich finansów i kondycji. Paradoksalnie zła pogoda na Kamczatce pozwoliła zaoszczędzić pieniądze i zrealizować inne marzenie: podróż transkanadyjską koleją od Pacyfiku do Atlantyku. Dzięki niezwykłym zaletom internetu siedząc na poczcie we Władywostoku mogłem wyszukać oferty last minute i wykupić zarówno tani bilet lotniczy z Chin do Kanady jak i bilety na koleje kanadyjskie. Kiedyś, gdy po raz pierwszy byłem na Syberii nawet nie śniły mi się takie możliwości! Kończył mi się okres rosyjskiej wizy. Zdecydowałem się przekroczyć granicę do chińskiej Mandżurii i spędzić kilka dni w Harbinie. W tym pięknym mieście jest wciąż wiele śladów obecności rosyjskiej sprzed lat - np. zamieniony na muzeum sobór Św. Zofii (na zdjęciu obok). Na peryferiach miasta odnalazłem rezerwat syberyjskich tygrysów. Trzymają tam podobno aż 800 zwierząt. Ja widziałem około 150:
W kilka dni później po 11-godzinym locie nad Pacyfikiem wylądowałem w Vancouver. Stolica Brytyjskiej Kolumbii, w której byłem już dwukrotnie nie straciła nic ze swojego uroku. Miałem pół dnia by przypomnieć sobie ulubione zakątki miasta, np. most nad wejściem do zatoki:
Potem - pod wieczór wsiadłem w srebrny pociąg "Canadian" (na zdjęciu obok) i... pojechaliśmy na wschód. Kolejową trasę mającą ponad 6300 kilometrów długości podzieliłem na kilka etapów. Jej najbardziej malowniczym fragmentem był przejazd przez Góry Skaliste. Potem zatrzymałem się na dwa dni w stolicy prowincji Manitoba - Winnipeg:
Mój przyjaciel Mietek - także światowy podróżnik - czekał na mnie w Toronto. Razem pojechaliśmy nad Niagarę (zdjęcie obok). Słynne wodospady wciąż robią wrażenie - po raz pierwszy oglądałem je w 1981 roku - miejsce jest jednak jeszcze bardziej skomercjalizowane niż przed laty... Potem przez Montreal dotarłem do końca kolejowego szlaku w Halifax. Przed odlotem do Europy miałem jeszcze dość czasu na samochodową wycieczkę na południowe wybrzeże prowincji Nowa Szkocja - do malowniczego miasteczka Lunenburg umieszczonego na liście światowego dziedzictwa UNESCO i do latarni morskiej w Peggy's Cove (zdjęcie obok). Dzięki drogowym korkom na lotnisko w Halifax dotarłem już po zakończeniu rejestracji na mój samolot. Jednak sympatyczna pani z obsługi usłyszawszy, że to ostatni etap podróży dookoła świata zadzwoniła do szefów i system na moment odblokowano. Zdążyłem do samolotu. I nawet mój plecak dotarł dotarł do celu na czas... W Gdańsku powitało mnie piękne słońce polskiego późnego lata... Kolejna pętla wokół globu została zamknięta... Więcej informacji i zdjęć dotyczących tej podróży znajdziecie wkrótce na osobnej stronie: 9RTW. Notatki z trasy robione "na gorąco" pozostają w dzienniku podróży. |
|
|
I had recently one more broadcast programme on Radio Gdansk. I was talking about my 9th Round the World Voyage. It was almost an hour, illustrated by the music from different parts of the world. They are very happy hosting me, but it is my non-profit activity, so it could not be a source of any money for the next trip:
|
Jestem częstym gościem w radiowych studiach. Miałem niedawno kolejną audycję w Radiu Gdańsk podczas której opowiadałem o dziewiątej podróży dookoła świata. (Zdjęcie po lewej). Mam to nagranie w formacie mp3 - jakieś 55 minut, ale to bardzo duży plik (około 45 MB) - jeżeli komuś z Was bardzo zależy by posłuchać (program został już zdjęty z radiowego serwera), to mogę go skopiować i przysłać.
************************************** |
|
|
In April 2009 I returned from my the eight round-the-world voyage. It was my longest (regarding the length of he route) voyage, I traveled through the six continents. From Gdansk I flew via Warsaw to Amsterdam and then south - to Accra in Ghana. Waiting there for visas I made excursion to the highest waterfall of West Africa - Wli Fall (see photo down on the right column). In Africa, there were still three countries unknown to me. There were unrests there for years and I stayed away from these countries. Now the situation has improved. I visited Liberia, Sierra Leone and Congo (former Zair) - last three states from the world list unknown to me. Then I took a flight over the South Atlantic to South America. In South America I wanted to see once again my beloved waterfall - Iguazu and then turn to visit unknown Northern Brazil. Sailing upstream the Amazon River I entered Peru. Not far from Iquitos I visited the village of Bora tribe:
The nicest memories I brought from the islands of the Pacific - from Marshall Islands and Chuuk. I had also opportunity to see tiny Lord Howe Island and to check, that it is worth its fame. Just see the picture below:
Then I was snorkeling again on a Great Barrier Reef and had a chance to drive around pristine Tasmania. After that l jumped to the bottom of Himalaya Mts to enjoy the views of snowy peaks and old monasteries... The end of the route was in Nepal's capital city - Kathmandu. Then I took the flights via Delhi to Europe. Now a huge work is waiting for me: to develop and organize few thousands of pictures, 19 hours of video recording... Map of this voyage and illustrated bilingual report you will find on the special page 8 RTW. You can also read hot news from the trip as usual in my travel log - here. |
W kwietniu 2009 szczęśliwie zakończyłem moją ósmą podróż dookoła świata. Była to najdłuższa (jeśli chodzi o długość trasy) z moich dotychczasowych podróży, jej szlak prowadził przez 6 kontynentów. Zaczynałem od Afryki, gdzie uspokoiło się trochę w tych trzech krajach, które dotychczas omijałem ze względu na walki wewnętrzne. Każdy z tych krajów, w których nie byłem był dla mnie jednocześnie fascynującym miejscem, fascynującym i zagadkowym również przez to, że dla mnie nieznanym. W mojej decyzji o wyjeździe do tej "trudnej" Afryki był także pewien wątek "patriotyczny": mniej więcej rok wcześniej dostałem e-maila od Polaka pracującego w Wielkiej Brytanii. Pisał: "...chciałbym móc powiedzieć moim kolegom, Anglikom - dumnym ze swoich znanych odkrywców, że i my w Polsce mamy faceta, który dotarł do wszystkich krajów świata. Panie Wojtku, zdaje się, że Pan jest najbliższy tego celu..." No i udało się! Odwiedziłem Liberię, Sierra Leone i Kongo (dawny Zair) - trzy ostatnie, nieznane mi państwa. A po drodze zobaczyłem między innymi najwyższy wodospad Zachodniej Afryki - Wli Fall we Wschodniej Ghanie:
Po Afryce był przelot nad Południowym Atlantykiem i Ameryka Południowa, gdzie poznałem Północną Brazylię i przebiłem się Amazonką do Peru. Tam, w okolicach Iquitos w Peruwiańskiej Amazonii odwiedziłem wioskę Indian Bora (zdjęcie na sąsiedniej kolumnie). Jak zwykle niezapomniane wrażenia wywiozłem z wysp Pacyfiku, gdzie zatrzymałem się na Wyspach Marshalla i Chuuk. Miałem też okazję sprawdzić, że australijska wyspa Lord Howe zasługuje na swoją sławę - popatrzcie na zdjęcie po lewej! Potem była Wielka Rafa Koralowa i dziewicza Tasmania. Wreszcie zwiedziłem Dardżyling i Sikkim u podnóża Himalajów. Podróż zakończyła się w Katmandu - stolicy Nepalu, skąd przez Delhi wróciłem do Europy. Czeka mnie teraz wielka praca: opracowanie przywiezionego materiału: kilku tysięcy zdjęć, 19 godzin nagrania video... Mapę i ilustrowaną relację z tej podróży znajdziecie już teraz na osobnej stronie: 8 RTW. Na razie jest to wersja skrócona, pokazująca jednak najważniejsze etapy wędrówki wokół globu. A zapiski robione na gorąco na trasie są jak zwykle w dzienniku podróży. |
|
|
|
Pod koniec 2008 roku na spotkaniu w "Kawiarence pod Żaglami " w Sopocie miałem przyjemność spotkać innego polskiego podróżnika: Romualda Koperskiego - autora kilku podróżniczych książek, znawcę Syberii. Ostatnio Romuald Koperski dokonał nie lada wyczynu: zorganizował ekspedycję, która specjalnie dostosowaną ciężarówką przejechała zimą Euro-Azję z zachodu na wschód: od Cabo Roca w Portugalii do Czukotki w Rosji. Przed laty przepłynął w gumowym pontonie całą rzekę Lenę. In the late 2008 in Sopot I met another outstanding Polish traveler - Mr Romuald Koperski - the organizer and leader of the expedition who crossed Eurasia by big truck from Cabo Roca in Portugal to Chukotka in Russia. Years before he sailed Lena River from the sources to the Arctic Ocean in a dinghy. |
|
|
|
|
|
|
My website is winning more and more fans... At the beginning of the year 2003 the counter installed on my web pages took down 90 thousands calls. In June 2006 I had the celebration - it reached a million! Now it is over 2,4 millions on the counter. I think it is quite a lot concerning such a private website. The statistics are also interesting: most of the calls (about 70%) come from Poland. From abroad most guests comes from Germany, Great Britain and France. At the end of the rank unexpectedly appeared residents of very strange countries like Taiwan, Mexico and Saudi Arabia... In my own country most visitors come from Warsaw, my home Gdansk and also Cracow, Wrocław and Poznan. It is real problem for me when to translate my www pages to English. So far only about 15 percent of them are translated, I have not enough time and nobody wants to help me. Pity! I would like to share my travel knowledge also with the people from abroad. There is still a lot of pictures to see in my website. I was working hard to complete my web pages: you can spend many hours in front of the screen... I hope that many people will take the advantage of my experience... And they do... Unfortunately there are also journalists who copy parts of my pages, then they add something and publish the whole story as their text... Shame, ladies and gentlemen... I am receiving a lot of e-mails with travel questions - not only from Poland but also from the world... I try to response every letter but unfortunately I cannot spend to much time for this - a lot of other activities is waiting for me... Number of my new articles were published: "On the Lena River and further on..." in "Rzeczpospolita" ("The Republic") and in there was my "Palawan on the Philippines" piece published in "Podróże" magazine. I also sold few dozen of my pictures from the world to be published in the polish textbooks and the great encyclopedia. More on my writing you will find on the web page "my publications" and full listing of recently published articles on: "ARTICLES" . I spend my life traveling, writing, giving lectures and the slide-shows. Readings and preparations for the future voyages also take a lot of my time. Love to all of you, have a lovely summer! July 27th, 2010 Wojtek |
Mój internetowy serwis zyskuje coraz więcej sympatyków... Na początku roku 2003 licznik zainstalowany na moich stronach odnotował 90 tysięcy wywołań. Na początku czerwca 2006 obchodziłem jubileusz: milionowe wywołanie mojego serwisu. Niedawno licznik odnotował już 2,4 miliona wizyt! Program statystyczny, który zainstalowałem na moich internetowych stronach pokazuje codziennie około 1000 wywołań. Ciekawa jest statystyka tych wywołań: najwięcej, bo około 70% pochodzi z Polski. Spośród innych krajów najwięcej mam kolejno gości z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Francji . Pod koniec listy pojawiają się ku mojemu zaskoczeniu bardzo dziwne kraje: Tajwan, Meksyk czy Arabia Saudyjska... W kraju najwięcej sympatyków mam w Warszawie, rodzinnym Gdańsku, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu. Materiału w moim serwisie jest na wiele godzin oglądania - włożyłem w jego opracowanie bardzo dużo pracy z myślą o tym, by z moich doświadczeń mogli skorzystać inni globtroterzy... I korzystają... Niestety nie wszyscy korzystają z zawartości moich stron w dozwolony sposób - są tacy dziennikarze, którzy przepisują teksty z moich stron, dodają coś od siebie i... publikują całość podpisując swoim nazwiskiem... Wstyd panie i panowie!... Dostaję e-mailem wiele pytań od podróżników, nie tylko z Polski ale i ze świata - staram się na wszystkie listy odpowiadać, ale niestety nie mogę na to poświęcić zbyt dużo czasu... Jak się zapewne domyślacie nie wszystkie listy są poważne... - czasem np. dostaję do rozwiązania zadania z geografii... Traktuję to z humorem... Opublikowali moje kolejne artykuły: artykuł o wyprawie na Syberię w "Rzeczpospolitej" oraz o Palawanie na Filipinach w "Podróżach". Więcej o moim pisaniu przeczytacie na stronie moje publikacje a pełny wykaz ostatnich artykułów na stronie ARTYKUŁY. Podróże i działalność publicystyczna wypełniają mi aż nadto mój czas. Kilka kolejnych ciekawych projektów ekspedycji jest w opracowaniu - wiecie dobrze, że plany takich samotnych eskapad do rzadko odwiedzanych miejsc wymagają solidnego przygotowania... Następna podróż już jesienią... Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich. Pogodnego lata! 2010.07.27 Wojtek |
|
|
||
Back do the main directory Powrót do głównego katalogu