News for my friends worldwide... Wiadomości dla moich przyjaciół...
     
What's new ?

Co u mnie słychać?

     

 

We have already lovely, warm summer in Poland!  In my Wojtkówka flowers are in full blossom and vegetables grow very fast. And me - if only the weather is sunny - I work on the open air, enjoying the views and sounds of this - the most pleasant, I think -  season of the year. The fresh greenery is all around.

A lot of work is still waiting for me in Wojtkówka - not just cleaning up the garden, but also annual restoration of the cottage. I like to work there, if only the weather is good!

 

Mamy już w Polsce wspaniałe, słoneczne lato! W mojej Wojtkówce kwitną kwiaty i szybko wzrastają warzywa, a ja - gdy tylko pogoda sprzyja - całe dnie pracuję na świeżym powietrzu, ciesząc na nowo oczy i uszy  widokami i odgłosami lata.

In the evenings when the sun peeks through the side windows of my Wojtkówka I write my articles and work on the details of my next voyages. That's because 3 or 4 new voyages are still scheduled for the second part of the year 2018. Very often I have visitors -  my friends and the readers of my book. I can offer them fresh fruits and vegetables picked straight from the beds - like green lettuce, radish and strawberries.

The first traveler from outside of Poland who came to Wojtkówka this season was very friendly Nadya from Minsk in Belarus. She really liked my strawberries (see picture at the bottom). But Nadya is also very brave, passionate traveller with a lot of experience in hitchhiking and low-budget travel. She smiles all the time and always is ready to help. She has also the soul of the artist - I was surprised to find out, that she is designing and publishing many lovely postcards. For me Nadya is ideal Couchsurfing guest: 

 

Wieczorami, gdy zachodzące słońce zagląda do Wojtkówki przez boczne okienka piszę artykuły i pracuję nad szczegółami moich kolejnych podróży. Odwiedzają mnie znajomi i przyjaciele, których częstuję świeżymi warzywami zrywanymi prosto z grządki  - po dorodnych rzodkiewkach i szczypiorku ostatnio powodzenie mają zielona sałata i rzodkiewki... Tak wygląda tu typowe śniadanie:

Red and black currants are almost ripe now. Would you like to come and try?

 

Pierwszą podróżniczką spoza Polski, która zawitała do Wojtkówki w tym sezonie była bardzo sympatyczna Nadia z Mińska na Białorusi. To właśnie ona - na zdjęciu obok. Bardzo jej smakowały moje truskawki!

Ale Nadia jest także podróżniczką - pasjonatką, z dużym doświadczeniem jeśli chodzi o autostop i ogólnie  - podróże niskobudżetowe. Pokazałem jej stary Gdańsk i spędziliśmy razem dużo czasu... Na jej przyjazd zakwitła w Wojtkówce pierwsza tegoroczna róża:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dookoła wciąż świeża zieleń. Wspaniale kwitły piwonie. Przed domkiem w nowych skrzynkach skrzynkach posadziłem jak zawsze czerwone petunie... Świat od razu wydaje się piękniejszy, gdy ma się wokół tyle barwnych kwiatów. Jak co roku odwiedza mnie kotka, ze swoim przychówkiem - mam wiele radości:

I am waiting for the guests from Poland and the world. You are welcome to Wojtkówka, dear travellers! 

On the August 1st  there will be unusual event in Wojtkówka - the summit of the top Polish travellers. I hope that they will not cancel their arrival...  :)

 

Wciąż czeka na mnie wiele prac - nie tylko zbiory i porządkowanie działki, ale także coroczne odnawianie domku. Lubię pracować w Wojtkówce. Byle tylko pogoda dopisała! Oczekuję też na kolejnych gości z kraju i ze świata - zapowiedziało się już kilkanaście osób - przyjaciół, podróżników, czytelników mojej książki, którzy chcą mnie poznać osobiście... Przybywajcie!

     

At the end of May I flew to Bucharest and Sofia for free, to see how these capitals look 41 years after my last visit. And to see something new on the occasion. Where do I get these free tickets from? The Booking.com website has systematically paid to my account at Wizzair 10% of the value of each accommodation booked through them. Well, I collected enough for free tickets... It was a short, relaxing trip... Something that was not there before in Bucharest is a monstrous public building erected at the time of Nicolae Ceausescu. Apparently, only gives way the size of the Pentagon: 

 

W końcu maja poleciałem za darmo do Bukaresztu i Sofii, by sprawdzić, jak te stolice wyglądają po 41 latach od mojej ostatniej wizyty i przy okazji zobaczyć coś nowego. Skąd te bezpłatne bilety? Portal Booking.com systematycznie odprowadzał na moje konto w Wizzair po 10 % wartości każdego rezerwowanego za ich pośrednictwem noclegu. No i nazbierało się na bezpłatne bilety... Za pół roku te zgromadzone środki by przepadły. To była krótka, relaksowa podróż...  Czymś, czego nie było przedtem w Bukareszcie jest monstrualny budynek publiczny wzniesiony w czasach  Nicolae Ceausescu. Podobno ustępuje wielkością tylko Pentagonowi: 

 

Jak zawsze podczas moich podróży nie tylko zwiedzałem turystyczne atrakcje, ale szukałem także kontaktu z ludźmi. Coraz więcej, szczególnie młodych ludzi mówi tu po angielsku. Ale spotkać na ulicy kogoś, kto jak na przykład na Ukrainie nosi ludowy strój jest niezwykle trudno. Udało mi się to właściwie tylko raz - koło ortodoksyjnej katedry w Bukareszcie. Popatrzcie na zdjęcie obok - zauważyłem, że te panienki do ludowego stroju nosiły pantofelki na wysokich obcasach  :) 

 

 

As always during my travels, I not only visited tourist attractions, but also looked for contact with people. More and more, especially young people, speak English here. But meet someone on the street who, like in Ukraine, wears folk outfits is extremely difficult. I did it only once - near the orthodox cathedral in Bucharest. See the picture on the right column:

 

Freedom and individual rights are sometimes used here in a caricatural form. Such a drunken gentleman slept in the city center on the stairs of the historical museum. And a dozen yards away  a police car was standing...

 

Wolność i prawa jednostki wykorzystywane są tu czasami w sposób karykaturalny. Taki podpity jegomość spał w centrum miasta na schodach muzeum historycznego. A kilkanaście metrów dalej stał policyjny samochód...

In Bucharest, the ornate interiors of Orthodox churches made the most impression on me, especially when they were filled with faithful and prayerful singing - on the photo above you see the interior of the cathedral.

Then I traveled from Bucharest to the historic Brasov, the capital of the district, and I have to confess that I liked this city more than the capital of Romania. It is very beautifully located and has a nice Old Town:

 

W Bukareszcie największe wrażenie zrobiły na mnie wspaniale zdobione wnętrza prawosławnych kościołów, szczególnie wtedy, gdy wypełnione były wiernymi i modlitewnym śpiewem - na zdjęciu powyżej interior katedry.

Z Bukaresztu pojechałem koleją do historycznego Braszowa - stolicy okręgu i musze wyznać, że miasto to podobało mi się bardziej od stolicy Rumunii. Jest bardzo pięknie położone i ma ładną Starówkę. A za murami rzuca się w oczy słynny Czarny Kościół:

 I made two half-day trips from Brasov. The first allowed me to visit the medieval castle Bran (picture on the right column). It is known in the literature as the seat of a vampire - Dracula. Bran is very picturesque and has interesting interiors, but I was surprised by the small size of this castle.

The second excursion allowed me to see the castle, (in fact the palace) Peles  in the mountain resort of Sinaia (photo above). It has richly furnished interiors and is one of the tourist pearls of Romania ..

 

Z Braszowa zrobiłem dwie półdniowe wycieczki. Pierwsza pozwoliła mi zwiedzić średniowieczny zamek Bran. Słynie on w literaturze jako siedziba wampira - Draculi. Pierwowzorem tej literackiej, fikcyjnej postaci jest dawny właściciel zamku Vlad Tepes. Bran jest bardzo malowniczy i ma ciekawe wnętrza, ale zaskoczyły mnie stosunkowo małe rozmiary tego zamku:

Druga wycieczka pozwoliła mi zobaczyć zamek, a właściwie pałac Peles w górskim kurorcie Sinaia (zdjęcie na lewej kolumnie). Ma on bogato wyposażone wnętrza i jest jedną z turystycznych perełek Rumunii..  

Then I came back from Brasov by train to Bucharest - just to change to the green international bus  (Flixbus company) going to Sofia. It was a 7 hour bus ride in quite a good standard - for only 12 euros. The capital of Bulgaria surprised me with its beautiful fountains, which can be admired at many points of the city center:

 

Z Braszowa wróciłem pociągiem do Bukaresztu - tylko po to, aby przesiąść się na międzynarodowy autobus firmy Flixbus jadący do Sofii. To było 7 godzin autobusowej jazdy w całkiem niezłym standardzie - za zaledwie 12 euro. Stolica Bułgarii zaskoczyła mnie swoimi pięknymi fontannami, które można podziwiać w wielu punktach śródmieścia: 

A nice metro has appeared in the capital of Bulgaria, which can be used even to get to the airport. But the center of Sofia is very compact and you can easily explore it on foot. The city's icon is, as many years ago, the great cathedral of Alexander Nevsky (pictured below.) But it is a dark and dead temple with blackened paintings, which is today rather a monument than a place of worship:

 

W stolicy Bułgarii przybyło ładne metro, którym można szybko dojechać nawet na lotnisko. Ale centrum Sofii jest bardzo zwarte i bez trudu można je zwiedzać na piechotę. Miejscem towarzyskich spacerów jest zamknięty dla ruchu Bulwar Witosza. Ikoną miasta jest jak przed laty wielki sobór Aleksandra Newskiego (na zdjęciu poniżej. Ale to ciemna i martwa świątynia o poczerniałych malowidłach, będąca dziś raczej zabytkiem, niż miejscem kultu:

 

 

 

Krótki pobyt w stolicy Bułgarii pozwolił mi przypomnieć sobie smak bułgarskiego wina i... zsiadłego mleka, które jest tutaj tak gęste, że nie wylewa się z odwróconego kubka. Z Sofii przez Ateny wróciłem samolotami tanich linii do Gdańska.

To była bardzo sympatyczna podróż - również dzięki spotkaniom z ludźmi różnych narodowości, różnego wieku i temperamentu. Więcej szczegółów i więcej zdjęć znajdziecie w moim dzienniku podróży.

A short stay in the capital of Bulgaria allowed me to recall the taste of Bulgarian wine and ... curdled milk, which is so thick here that it does not spill out of the inverted cup. From Sofia through Athens, I returned to Gdańsk.
It was a very nice trip - also thanks to meetings with people of different nationalities, different ages and temperaments. You can find more details and more photos in my travel log.

     

In May I returned from an interesting expedition to the East Tibet. Years ago a journalist asked me if I still have travel dreams after visiting all the countries of the world and twelve trips around the globe. I mentioned then that I dream of meeting with the imperial penguins and a land trip along the main range of the Himalaya from Yunan to Kashgar. I tried to deal with this second project many times, but the Chinese authorities have always refused to let me pass through Eastern Tibet. And this year, there is finally a hope for crossing the Chengdu section - Lhasa! The expedition began in Chengdu, where chairman Mao is still present in the main square:

 

W maju odbyłem ciekawą wyprawę do Wschodniego Tybetu. Kiedyś pewien dziennikarz zapytał mnie, czy po odwiedzeniu wszystkich krajów świata i dwunastu podróżach wokół globu mam jeszcze jakieś podróżnicze marzenia. Wspomniałem wtedy, że marzy mi się spotkanie z cesarskimi pingwinami oraz lądowa podróż wzdłuż głównego pasma Himalajów od Yunanu do Kaszgaru. Wiele razy próbowałem zmierzyć się z tym drugim projektem, ale zawsze chińskie władze odmawiały mi zezwolenia na przejazd przez Wschodni Tybet. I oto w tym roku zaświtała w końcu nadzieja na przejechanie odcinka Chengdu - Lhasa!  Ekspedycja zaczęła się w Chengdu, gdzie na głównym placu wciąż stoi przewodniczący Mao:

On the next day, along with three other travelers, we set off west on the famous G318 National Highway. High mountains quickly appeared in the landscape. We drove through numerous viaducts and tunnels, the longest of which was the Erlangshan Tunnel, which is 8,600 meters long. The Chinese are still improving this road, near Luding a record high bridge is suspended 235 m above the Dadu River. Its span is 1100 meters long. We admired him from the special terrace:

 

Następnego dnia razem z trójką innych podróżników wyruszyliśmy samochodem na zachód słynną szosą G318. Szybko w krajobrazie pojawiły się wysokie góry. Jechaliśmy przez liczne wiadukty i tunele, z których najdłuższy był Erlangshan Tunel, mający 8600 metrów długości. Chińczycy wciąż ulepszają tę drogę, koło Ludingu powstaje rekordowo wysoki most zawieszony 235 m nad rzeką Dadu. Jego przęsło ma 1100 metrów długości. Podziwialiśmy go ze specjalnego tarasu:

Two hours later, we arrived at Kangding, a village squeezed in the deep mountain valley. Above him, on the hillside, the roofs of the restored Tibetan gompa gilded. The temple was closed, but we had a great view of the city and the surrounding mountains from here:

 

W dwie godziny później dotarliśmy do wciśniętego w głęboką górską dolinę kuracyjnego miasteczka Kangding. Ponad nim na zboczu złociły się dachy odrestaurowanej tybetańskiej gompy. Świątynia wprawdzie była zamknięta, ale mieliśmy stąd świetny widok na miasto i okoliczne góry:

After leaving the city we began climbing to the Zheduo Pass - 4298 m above sea level. There was still snow on the pass in May, and even continued to fall. We stopped there, however, for a quarter of an hour, just like the others, to photograph ourselves at the white Tibetan chorten built there. There was a humming in my head:

 

Po wyjeździe z miasta rozpoczęła się wspinaczka na przełęcz Zheduo - 4298 m npm. Na przełęczy w maju leżał jeszcze śnieg, a nawet w dalszym ciągu popadywał. Zatrzymaliśmy się tu jednak na kwadrans, by podobnie jak inni sfotografować się przy wzniesionych tu białych, tybetańskich czortenach. W głowie mi szumiało ze względu na brak aklimatyzacji do takiej wysokości:

We spent the night in a primitive hotel in Xinduqiao, at kilometer 2916 of the legendary G318, which runs from Shanghai, through Lhasa to the border crossing of Tibet - Nepal in Zhangmu. When I was ordering this trip, the Chinese agency promised to ensure that the road traveled to Lhasa. The matter was complicated when they applied to the authorities for permission to transit foreigners through East Tibet ...

 

Noc spędziliśmy w prymitywnym hoteliku w Xinduqiao, na kilometrze 2916 legendarnej szosy G318, która biegnie z Szanghaju, przez Lhasę do przejścia granicznego Tybet - Nepal w Zhangmu. Kiedy zamawiałem tę wycieczkę chińska agencja obiecała zapewnić przejazd tą szosą aż do Lhasy. Sprawa się skomplikowała, gdy wystąpili do władz o zezwolenie na przejazd cudzoziemców przez Wschodni Tybet...

The next day, at kilometer 2922, we had to temporarily say goodbye to our G318. We turned right, in S215. We were still in the circle of Tibetan culture and religion as it was evidenced by the lines of prayer flags and inscriptions in the Tibetan alphabet carved on the rocks above the mountain river:

 

Następnego dnia, na kilometrze 2922 musieliśmy chwilowo pożegnać naszą szosę G318. Skręciliśmy w prawo, w S215. Pozostawaliśmy wciąż w kręgu kultury i religii tybetańskiej o czym świadczyły sznury modlitewnych chorągiewek i napisy w tybetańskim alfabecie wyryte na głazach nad górską rzeką: 

These inscriptions heralded that we are approaching an important place of worship. And indeed - we soon got to the nice town of Batang where you can find many examples of Tibetan architecture. The most important object in Batang (3700 m above the sea) is the Tibetan monastery of Lhagang, which is a destination for many pilgrims:

 

Te napisy zwiastowały, że zbliżamy się do ważnego miejsca kultu. I rzeczywiście - wkrótce dotarliśmy do ładnego miasteczka Batang w którym można znaleźć wiele przykładów tybetańskiej architektury. Najważniejszym obiektem w Batangu, leżcym na wysokości 3700 m jest tybetański klasztor Lhagang, będący celem wędrówki wielu pielgrzymów: 

On the same day, driving interior roads, in many places washed by mountain rivers, we reached the Tibetan village of Jiaji, picturesquely situated on the slope above the river. The Chinese travel magazine placed it on the list of the six most beautiful Chinese villages. For good reason. A stone-built watchtower dominates the village:

 

Jeszcze tego samego dnia podrzędnymi drogami w wielu miejscach podmytymi przez górskie rzeki dotarliśmy do tybetańskiej wioski Jiaji rozłożonej malowniczo na zboczu ponad rzeką. Chiński magazyn turystyczny umieścił ją na liście 6 najpiękniejszych chińskich wsi. Nie bez powodu. Nad wioską dominowała wzniesiona z kamienia forteczka - watchtower:

The next day passed us on a ride through high mountains, whose most beautiful fragment was a ridge with four peaks - these were the Four Sisters. We were lucky for the weather that day:

 

Dzień następny upłynął nam na jeździe przez wysokie góry, których najpiękniejszym fragmentem był grzbiet z czterema szczytami - to były Cztery Siostry. Mieliśmy tego dnia szczęście do pogody - niebo było błękitne, a widoczność znakomita:

The Chinese agency that received us behaved very decently - in the absence of the permission granted by the authorities to cross overland a large section of the G318 highway, they bought tickets for our flight over the "forbidden" zone. We landed at the little-known Nyingchi airport, located between snow-capped mountain peaks. Landing conditions are very difficult here. Only 4 deg. Celsius on the ground. On the way we were almost touching snowy peaks: 

 

Chińska agencja, która nas przyjmowała zachowała się bardzo przyzwoicie - wobec nie udzielenia przez władze zezwolenia na przejazd lądem znacznego odcinka szosy G318 zakupiła nam na swój koszt bilety na przelot ponad "zakazaną" strefą. Wylądowaliśmy na mało znanym lotnisku Nyingchi, położonym między ośnieżonymi górskimi szczytami. Warunki lądowania są tu bardzo trudne, ale jakoś poszło! Tylko 4 stopnie Celsiusa. Po drodze lecieliśmy tuż nad ośnieżonymi szczytami:

After meticulously registering our permits we boarded a new car, and moved with the new driver to the east. The airport was at an altitude of 2,900 m, and soon we were to climb the Sekim La Pass at an altitude of 4600 m. On the way, we admired the mountain panoramas, but the snow-covered mountain itself was not very impressive. In Tibet, there are cords of prayer flags hanging in such places. In my head it was again buzzing and the breathing became short:

 

Po skrupulatnym zarejestrowaniu naszych permitów nowym samochodem, z nowym kierowcą ruszyliśmy na wschód. Lotnisko było na wysokości 2900 m, a wkrótce przyszło się nam wspinać na przełęcz Sekim La na wysokości 4600 m. Po drodze podziwialiśmy górskie panoramy, ale samo przełęcz, pokryta śniegiem nie była zbyt efektowna. W Tybecie w takich miejscach rozwieszone są sznury modlitewnych chorągiewek. W głowie znowu szumiało, a oddech stał się krótki:

The Chinese driver stopped at our every request. When we came down from the pass into the valley, I asked him to stand by when passing Tibetan temple. I met in it very nice monks, the silence and the extraordinary atmosphere of the old monastery:

 

Chiński kierowca zatrzymywał się na każdą naszą prośbę. Gdy zjechaliśmy z przełęczy w dolinę poprosiłem, by stanął przy mijanej tybetańskiej świątyni. Spotkałem w niej bardzo sympatycznych mnichów, ciszę i niezwykłą atmosferę starego klasztoru:

After  the night spent in a small hotel (for breakfast, like everywhere in China - a rice soup, steamed buns and boiled eggs - yes, you can survive!) we moved further east to reach the mountain lake Ranwu, famous for its beauty:

 

Po nocy spędzonej w podrzędnym hoteliku (na śniadanie jak wszędzie - ryżowa zupka, buły na parze i gotowane jajka - da się przeżyć) ruszyliśmy dalej na wschód, by dotrzeć wkrótce do słynącego z urody górskiego jeziora Ranwu:

In the vicinity of this lake are two large glaciers: Laigu and Mitoi. In order to reach the lake at the foot of the glacier in both cases it is necessary to walk several dozen minutes, which requires some effort at this altitude. But it is worth! Of the two, I liked the Mitoi Glacier more:

 

W sąsiedztwie tego jeziora są dwa duże lodowce: Laigu i Mitoi. Aby dojść do jeziora u podnóża lodowca w obu przypadkach konieczne jest kilkadziesiąt minut marszu, co na tej wysokości wymaga nieco wysiłku. Ale warto! Z tych dwóch bardziej podobał mi się Lodowiec Mitoi:

Somewhere here we have reached kilometer 3879 of the famous G318 highway. 3879 minus 2922 is 957 km - this was the length of the section of this road forbidden to us by the Chinese authorities. The length of this highway between Chengdu and Lhasa is 2144 km. Therefore, the administration has pushed us to fly almost the half of the planned route. However, side trips have come... The real plague of East Tibet's roads are whole families of black pigs roaming on the road. You can meet some yaks and cows as well, but those have more respect for the passing car:

 

Gdzieś tutaj osiągnęliśmy kilometr 3879 słynnej szosy G318. 3879  minus 2922 to 957 km - taka była długość odcinka tej szosy zabronionego przez chińskie władze. Długość tej szosy między Chengdu i Lhasą to 2144 km. Administracja zamieniła nam zatem na przelot samolotem blisko połowę zaplanowanej trasy. Doszły jednak za to boczne odcinki...  Może Wam się uda przebyć tę trasę w całości?      Prawdziwą plagą dróg Wschodniego Tybetu są całe rodziny czarnych świń wałęsające się na szosach. Spotkać można także jaki i zwykłe krowy, ale te mają więcej respektu dla przejeżdżającego samochodu:

We turned back to the west. We were accompanied by mountain rivers with hanging bridges, numerous tunnels and really fabulous landscapes. Eastern Tibet turned out to be completely different than the central part that I traveled in 1987. There, nature was modest and raw. Here, the lush green of high forests, canyons, foamy rivers reigned... It was a nice surprise for me:

 

Zawróciliśmy na zachód. Towarzyszyły nam górskie rzeki z rozwieszonymi wiszącymi mostami, liczne tunele i naprawdę bajeczne krajobrazy. Wschodni Tybet okazał się zupełnie inny, niż ten centralny, który przemierzyłem w 1987 roku. Tam przyroda była skromna i surowa. Tu zaś, w części kraju praktycznie nieznanej zagranicznym turystom królowała bujna zieleń wysokich lasów, kaniony, spienione rzeki... To było dla mnie miłe zaskoczenie: 

On the further route to Lhasa, we defeated one more high pass - Mila Pass at an altitude of 5013 meters above sea level. Here we set the road record for the height of this trip. It was May 8th but here everything was still covered by snow. We experienced great sunny weather and the view from the pass was just sensational:

 

Na dalszej trasie do Lhasy pokonaliśmy jeszcze jedną wysoką przełęcz - Mila Pass na wysokości 5013 metrów npm. Tu ustanowiliśmy drogowy rekord wysokości tej wyprawy. Był dzień 8 maja, a tu wszystko dookoła pokryte było jeszcze śniegiem. Trafiliśmy na wspaniałą, słoneczna pogodę i widok z przełęczy był rewelacyjny:

Lhasa, watched again after 31 years, surprised me with a completely different landscape. I visited again the famous Tibetan monasteries and Potala - the winter palace of the Dalai Lama. The monasteries have changed little. But on the streets there were shops with mirrored windows, and in front of Potala a magnificent monument of the "liberators of Tibet" was built with a dancing fountain launched after dark. The Potala itself is splendidly illuminated in the evening:

 

Lhasa, oglądana ponownie po 31 latach zaskoczyła mnie zupełnie odmiennym krajobrazem. Zwiedzałem ponownie słynne tybetańskie klasztory i Potale - zimowy pałac dalajlamy. W klasztorach niewiele się zmieniło. Ale na ulicach przybyły sklepy o lustrzanych witrynach, a naprzeciw Potali wybudowano okazały pomnik "wyzwolicieli Tybetu" (chyba wiecie kto "wyzwolił" Tybet?) z uruchamianą po zmroku tańczącą fontanną. Sama zaś Potala wieczorem jest wspaniale iluminowana:

But for me it was even more interesting to meet people around the Jokhang temple, filling the streets of Bakhor Bazar, sitting in front of the gates of Tibetan monasteries. These people are very nice here. And the difference is easy to see when you will go down from the Tibetan Plateau, called the Roof of the World, to the lowlands of China ...

 

Ale dla mnie jeszcze ciekawsze były spotkania z ludźmi, krążącymi wokół świątyni Jokhang, wypełniającymi uliczki Bakhor Bazar, siedzącymi przed bramami tybetańskich klasztorów. Ci ludzie są tu bardzo sympatyczni. A różnicę łatwo się dostrzega, gdy potem zjedzie się z Tybetańskiego Płaskowyżu, nazywanego Dachem Świata na dół - do Chin...

From the capital of Tibet, I intended to go on the transtibetan railway to Lanzhou in Gansu Province. When in 1987 I was for the first time in Tibet, this railway did not exist... Traveling now the highest railway in the world was an additional attraction of this trip. Let me remind you that just recently the primacy in this field was held by the Andean railway designed by Ernest Malinowski - I rode it in 1984. I to not eas to get the tickets for this train. We started from Lhasa station at 9 am.

 

Ze stolicy Tybetu chciałem wrócić koleją transtybetańską - do Lanzhou w prowincji Gansu. Kiedy po raz pierwszy w 1987 roku byłem w Tybecie ta kolej jeszcze nie istniała... Przejazd najwyższą obecnie koleją świata był więc dodatkową atrakcją tej podróży. Przypomnę, że jeszcze niedawno prymat w tej dziedzinie dzierżyła andyjska kolej zaprojektowana przez Ernesta Malinowskiego - jechałem nią w 1984 roku. Nie jest łatwo o bilety na ten pociąg, ale załatwiła nam je chińska agencja. Ze stacji Lhasa ruszyliśmy o 9.00

Sorry, this famous train is disappointing... Except the big, panoramic windows I was not impressed. They do not offer any soap or towel. You must bring your own toilet paper. There is one European toilet in the car but for some stupid reason they are closing it on every station. Yes - there is an individual screen for every berth, but they do not offer ANY program. There is a hot water distibutor in each car but the offered water is only warm, so your tea or coffee has no full value... The conductor is rather rude and does not speak any English. They do not give ANY announcements through the loudspeakers and any form of the timetable is available.

 

Przepraszam, ale ten słynny pociąg mnie rozczarował. Poza panoramicznym oknem i nadmuchem powietrza wzbogaconego tlenem nie było tu nic rewelacyjnego. W sypialnym wagonie nie dawali ani mydła, ani ręcznika, nie było papieru toaletowego. W wagonie jest jedna "europejska" próżniowa toaleta, ale z jakiegoś durnego powodu zamykali ją na każdej stacji. Nad każdym łóżkiem jest ekranik, ale nie oferują żadnego programu. W każdym wagonie jest samowar, ale leci z niego tylko ciepła, nie gorąca woda. Konduktorka trafiła się nam niezbyt grzeczna, nie znała ani słowa po angielsku. Przez system głośników nie nadawali żadnych komunikatow. Rozkład jazdy był nieosiągalny.

But I must honestly say that I spent a great day going through the Roof of the World, enjoing sunny wearher and the landscapes of the snowy mountains, pastures with thousands of black yaks (see the picture above), remote settlements. A pleasant surprise was a view of the Co Nag Lake:

 

Ale musze uczciwie powiedzieć, że spędziłem w tym pociagu fantastyczny dzień jadąc po Dachu Świata przy słonecznej pogodzie, cieszac oczy krajobrazami ośnieżonych gór, pastwisk z tysiącami czarnych jaków (na zdjęciu powyżej) i zagubionych osiedli. Miłym zaskoczeniem był widok jeziora Co Nag:

It was 3.40 pm when we passed little and completely deserted Tanggula station - the highest Railway Station in the world on the level 5068 m. Why they do not stop here or just slow down for the pictures?  Chinese are not proud of their record?
Then we started the slow descend, but still riding on the level 4500 - 4600 m - till the evening. I saw many wild donkeys an Tibetan antelopes... And the long chain of lorries climbing up the parallel road G109 to Tibet... 

 

XX Była godzina 15.40 gdy bez zatrzymywania minęliśmy maleńka i kompletnie pustą stacje Tanggula - najwyżej położona stacje świata (poziom 5068 m npn). Dlaczego nie zatrzymują tu pociągu dla zdjęć. Czy Chińczycy nie są dumni ze swego rekordu?   Potem zaczeliśmy stopniowo zjeżdżać w dół, jadac jednak wciaż na poziomie 4500 - 4600 m - aż do wieczora. Widziałem z okna wiele dzikich osłów i tybetańskie antylopy.  I długi łańcuch wyładowanych ciężarówek wspinajacych się szosa G109 do Tybetu...

I got off the train in the big city of Lanzhou on the Yellow River (Huang Ho) - see picture above. Seeing all the interesting places is enough here for half a day, so I decided to use the time for a trip to the Tibetan monastery Labrang in Xiahe, 240 km away. This is a very interesting and large monastery, where there are currently around 1200 monks: 

 

Z pociągu wysiadłem w wielkim mieście Lanzhou nad Żółtą Rzeką (Huang Ho) - zdjęcie powyżej. Na zobaczenie wszystkich ciekawych miejsc wystarczy tu pół dnia dlatego postanowiłem wykorzystać czas na wycieczkę do tybetańskiego klasztoru Labrang w Xiahe, odległym o 240 km. To bardzo ciekawy i duży klasztor, gdzie mieszka obecnie około 1200 mnichów:

The next train took me to Chengdu, and from there I returned by plane to Poland. It was a great, pioneering expedition, which deserves a more extensive report - I hope it will soon be created. For now, hot news and photos from this tour can be found in my in my travel log
 

 

Kolejnym pociągiem pojechałem do Chengdu, a stamtąd samolotem do Polski. To była wspaniała, pionierska wyprawa, która zasługuję na obszerniejsza relację - mam nadzieję, ze taka wkrótce powstanie. Na razie pisane na gorąco wiadomości i fotki z tej trasy znajdziecie w moim dzienniku podróży

     

In April I returned from the sea voyage around the British Isles! This wasn't of course an expedition ...:)  A small ship leaving Amsterdam took me on a comfortable and well-organized cruise, in the last expensive cabin.  It consisted that until now, busy with world-wide traveling, I had no opportunity to explore smaller and larger islands scattered around England. The ship turned out to be an old junk, built in 1985 and was sold couple of times, but I admit that it has maintained an elegant line:

 

W kwietniu wróciłem z morskiej podróży dookoła Wysp Brytyjskich! To nie była oczywiście żadna trudna ekspedycja... :) Niewielki statek odpływający z Amsterdamu zabrał mnie w wygodny rejs w najtańszej kabinie. Tak się składało, że dotychczas, zajęty światowym wojażowaniem nie miałem okazji poznać mniejszych i większych wysp rozsianych wokół Anglii. Statek okazał się staruszkiem, zbudowanym w 1985 roku, ale przyznacie, że zachował elegancką linię: 

 

 

   

Co było najlepszego na tym statku?  Wcale nie jedzenie, ale muzyka klasyczna, której mogłem słuchać każdego wieczoru. Dwie utalentowane artystki z Ukrainy: Anna (skrzypce) i Elina (fortepian) pięknie wykonywały popularne utwory wszystkich europejskich klasyków. Zadziwiał mnie ich szeroki repertuar - nie zdarzyło się podczas rejsu, aby jakiś utwór powtarzały. Podziwiałem ich kunszt i cieszyłem się, gdy na moją prośbę zabrzmiała także muzyka Chopina.

 

What was the best on this ship? Not food at all, but classical music that I could listen to each evening. Two talented artists from Ukraine: Anna (violin) and Elina (piano) beautifully performed popular works of all European classics. I was amazed by their wide repertoire - it did not happen during the cruise that they repeat any piece. I admired their art and I was very glad when Chopin's music sounded at my request.  

The first port we visited was Kirkwall in Orkney, where during the Second World War was the great naval base of Scapa Flow. Today, there is no trace of it, and the few tourists who come here admire the monuments from the previous era: a 100-meter stone circle in Brodgar (pictured above) and a settlement from the Neolithic age Skara Brae (below). Both of these objects are placed on the UNESCO World Heritage list.

 

Pierwszym portem, który odwiedziliśmy był Kirkwall na Orkadach, gdzie podczas drugiej wojny światowej była wielka baza marynarki wojennej Scapa Flow. Dziś nie ma po niej śladu, a nieliczni turyści, którzy tu docierają podziwiają zabytki z ubiegłej ery: 100-metrowy krąg kamienny w Brodgar (na zdjęciu powyżej) i osadę z epoki neolitu Skara Brae (poniżej). Oba te obiekty umieszczone są na liście World Heritage UNESCO.

   

Podczas oficjalnego koktajlu miałem okazję poznać naszego kapitana - Valentina Żukowa. Nie skończyło się na stereotypowej wspólnej fotografii przy mapie. Rozmawialiśmy o podróżach. Gdy powiedziałem kapitanowi, że przejechałem Rosję od Murmańska do Władywostoku, kapitan odpowiedział: - A ja od Petersburga do Sachalinu! 

 

During the official cocktail I had the opportunity to meet our captain - Valentin Zhukov. It did not end with a stereotypical joint photography near the map. We talked about travels. When I told the captain that I traveled Russia from Murmansk to Vladivostok, the captain replied: - And me - from Petersburg to Sakhalin!

   

Następnego dnia dotarliśmy do portu Lerwick na Szetlandach - najbardziej wysuniętej na północ grupie brytyjskich wysp. Jak widać na zdjęciu powyżej była piękna pogoda i z pokładu mogliśmy podziwiać surowy krajobraz Szetlandów, pozbawiony zupełnie drzew. W miasteczku jest do zobaczenia niewielki Fort Charlotte z armatami na murach, a w portowym basenie pływają foki. Musiałem sobie zrobić pamiątkowe zdjęcie przy herbie Szetlandów. 

On the next day we reached the port of Lerwick on the Shetland Islands - the northernmost group of British islands. As you can see in the picture above, the weather was beautiful and from the deck we could admire the raw Shetland landscape, deprived of trees altogether. There is a small Fort Charlotte in the town with cannons on the walls and seals are swimming in the port's dock. I had to take a souvenir photo at the coat of arms of Shetland.

Scotland also has islands. Going south, we then visited one of them - the Isle of Mull in the Hebrides. There are not many human settlements here, and the highlight of the island is the small, colorful town of Tobermory. There is no dock for big ships in Tobermory - we were transported from the ship to the village by motorboats:

 

Szkocja też ma wyspy. Płynąc na południe odwiedziliśmy potem jedną z nich - wyspę Mull w grupie Hebrydów. Niewiele tu ludzkich osad, a ozdobą wyspy jest niewielkie, kolorowe miasteczko Tobermory, schowane w niewielkiej zatoce. W malowniczym Tobermory nie ma przystani dla dużych statków - ze statku na ląd przewożono nas motorówkami: 

 

 

Z Tobermory zrobiłem sobie dwie piesze wycieczki. Trasa pierwszej wiodła do latarni morskiej zbudowanej na północ od miasta. Trasa ta oferuje piękne widoki - między innymi na zatokę i kotwiczące w niej statki (zdjęcie poniżej). Po powrocie do miasteczka skierowałem się na południe, gdzie w rezerwacie Aros znaleźć można kilka ładnych wodospadów, mających do kilkunastu metrów wysokości. Na zdjęciu obok jeden z nich - tzw. Upper Fall. 

I made two hiking trips from Tobermory. The first route led to the lighthouse built north of the city. This route offers beautiful views - including the bay and anchoring ships (photo above). After returning to town, I headed south, where in the Aros reserve you can find several nice waterfalls, up to several meters high. In the picture on the left column one of them - the so-called Upper Fall.

 

Drugim szkockim portem, który odwiedziliśmy był Greenock, gdzie na nabrzeżu czekał na nas grający na kozie (kobzie) piper w tradycyjnej spódniczce z tartanu. Greenock jest niewielkim miasteczkiem będącym dla morskich turystów bazą wypadową dla wyjazdów do niedalekiego Glasgow - największego miasta Szkocji. Powrotny bilet autobusowy kosztuje 5,75 funta, a przejazd trwa 45 minut. W Glasgow najciekawszym obiektem jest wielka gotycka katedra z grobem Św. Mungo. Słyszeliście o takim świętym?. Poza tym na centralnym placu  miasta  - George Square budzi podziw wielki gmach giełdy handlowej.

 

 

The second Scottish port we visited was Greenock, where a piper in a traditional tartan skirt was waiting for us on the wharf (bagpipe). Greenock is a small tourist town for tourists visiting Glasgow. The return bus ticket costs 5.75 pounds, and the journey takes 45 minutes. In Glasgow, the most interesting object is the great Gothic cathedral with the tomb of Saint Mungo... Did you hear about such a saint?  :)

 

Then we visited Belfast - the capital of Northern Ireland. This was my first stay in this part of Ireland. I was interested not so much in the city, but the opportunity to see the so-called Giant's Causeway - a great natural attraction that can be seen a hundred kilometers north of Belfast, on a very picturesque stretch of the coast. At the tourist information office in Belfast's main square they offer cheap trips to this place - cost £ 25 (on the ship it costs min. 59 £):

 

Potem odwiedziliśmy Belfast - stolicę Irlandii Północnej. Był to mój pierwszy pobyt w tej części Irlandii. Interesowało mnie nie tyle miasto, ale możliwość zobaczenia tzw. Grobli Olbrzyma - wielkiej atrakcji przyrodniczej którą można zobaczyć sto kilometrów na północ od Belfastu, na bardzo malowniczym odcinku wybrzeża. Pod biurem informacji turystycznej na głównym placu Belfastu oferują tanie wycieczki do tego miejsca - koszt to 25 funtów. Na statku oferują taką wycieczke za minimum 59 funtów:

Giant's Causeway is placed on the UNESCO World Heritage list. Hexagonal basalt columns are "stuck" vertically on the shore to the surface of the earth. They were so bizarrely formed during the volcanic eruptions millions years ago.
If you will not enter through the Visitor's Center but through the tunnel, then the access to this attraction will be free for you - this option is used by the majority of visitors :)

 

Grobla Olbrzyma umieszczona jest na liście World Heritage UNESCO. To sześciokątne bazaltowe kolumny "wbite" pionowo na brzegu w powierzchnię ziemi. Zostały one tak przedziwnie uformowane podczas wybuchu wulkanu miliony lat temu.

Jeżeli nie będziecie wchodzić prze Visitor's Center tylko przez tunel, to wstęp do tej atrakcji będzie dla was bezpłatny - z tego wariantu korzysta większość odwiedzających  :) 

Numerous tourist routes have been led along the Irish mountainous coast. One of them leads to a rope bridge connecting the coast with a small island. They demand 8 pounds for the walk through the bridge. But I passed through many similar and much longer bridges in the Himalaya, so here I took only the pictures:

 

Wzdłuż irlandzkiego górzystego wybrzeża poprowadzono wiele szlaków turystycznych. Jeden z nich prowadzi do linowego mostu łączącego wybrzeże z niewielka wyspą. Za przejście po moście żądają 8 funtów. Ale ja przechodziłem przez wiele podobnych i znacznie dłuższych mostów w Himalajach, więc tutaj poprzestałem na zdjęciach:  

On our way back, we stopped at the Dark Hedges estate to see and photograph the avenue of amazing trees, in which, among other things, pictures of the movie "Game of Thrones" were taken. You admit that it makes an impression:

 

W powrotnej drodze zatrzymaliśmy się w posiadłości Dark Hedges, by obejrzeć i sfotografować aleję niesamowitych drzew - buków, w której wykonywano między innymi zdjęcia do filmu "Gra o tron".  Buki posadzono w 1775 roku. Przyznacie, ze robi ona wrażenie: 

The next day, our ship arrived at the port of Cobh in the Republic of Ireland. The commuter train for 10 euros (return ticket) took me to visit Cork - the second largest city in Ireland that did not impress me - maybe because the weather was rainy. After returning to Cobh, I visited the interesting cathedral there - it impressed me more than the Cork churches. From the port of Cobh thousands of Irish emigrants were departing heading for America. "Titanic" also set out from this port on his last, tragic sail. On each anniversary of this event a group of ladies in fancy costumes appears here - they would like to have a photograph with me:

 

Kolejnego dnia nasz statek zawinął do portu Cobh w Republice Irlandii. Stąd pociągiem podmiejskim za 10 euro (bilet powrotny) pojechałem zwiedzić Cork - drugie co do wielkości miasto Irlandii, które mnie nie zachwyciło - może również dlatego, że pogoda była deszczowa. Po powrocie do Cobh zwiedziłem tamtejszą ciekawą katedrę - bardziej mi zaimponowała niż kościoły Cork. Z portu Cobh wyruszały statki z tysiącami irlandzkich emigrantów zmierzających do wymarzonej Ameryki. Stąd również wyruszył w swój ostatni, tragiczny rejs "Titanic". W każdą rocznicę tego wydarzenia pojawia się tutaj grupa pań w strojach z epoki - zechciały się ze mną sfotografować:

When on the next day we came to the entrance to the English Channel, it turned out that the rough sea - waves high up to 6 meters would prevent us from previously scheduled landings from motorboats on the Isles of Scilly and St. Peter Port on Guernsey. It happens. The captain offered us instead to visit the French port of Rouen on the Seine. The first time I was in Rouen in 1972. Now, once again, I had the opportunity to appreciate the size of the cathedral, which is the pride of the city:

 

Gdy następnego dnia znaleźliśmy się u wlotu do Kanału La Manche okazało się, że stan morza - fale wysokie na 6 metrów uniemożliwi nam planowane wcześniej lądowania z motorówek na Wyspach Scilly i w  St. Peter Port na Guernsey. Tak bywa, większość pasażerów to byli ludzie w podeszłym wieku... Kapitan zaoferował nam w zamian odwiedzenie francuskiego portu Rouen na Sekwanie. Pierwszy raz byłem w Rouen w 1972 roku. Teraz raz jeszcze miałem okazje docenić rozmiary katedry, która jest ozdobą miasta: 

Another French port - Honfleur welcomed us with beautiful weather. The town is small but very picturesque - it was appreciated by, among others, painters - Impressionists. The old port, around which the restaurants and cafes spread out, seemed particularly romantic:

 

Inny francuski port - Honfleur powitał nas piękną pogodą. Miasteczko jest małe, ale bardzo malownicze - docenili to między innymi malarze - impresjoniści, którzy tu mieszkali i tworzyli. Szczególnie nastrojowy wydał mi się stary port, wokół którego rozłożyły się restauracje i kawiarnie: 

We returned from Honfleur to England to moor in the Tilbury harbor on the River Thames. From here, there are 45 kilometers to London. A budget traveler walks 1.5 km on foot from the terminal to Tilbury station, he buys a return ticket to London for £ 12 and after 45 minutes is already in the capital of Great Britain, next to the Tower castle. That day I walked around London about 20 kilometers on foot. It was nice to see again old, well-known places and to state that many new skyscrapers had arrived.

 

Z Honfleur zawróciliśmy do Anglii, by zacumować w porcie Tilbury na Tamizie. Stąd do Londynu jest jeszcze 45 kilometrów. Budżetowy podróżnik idzie 1,5 km pieszo z terminalu do stacji Tilbury, kupuje za 12 funtów powrotny bilet do Londynu i po 45 minutach jazdy jest już w stolicy Wielkiej Brytanii, tuż obok zamku Tower. Tego dnia zrobiłem piechotą po Londynie około 20 kilometrów. Rozpocząłem od katedry Św. Pawła i spaceru nad Tamizą. Miło było przypomnieć sobie stare, znane miejsca i stwierdzić, ze przybyło wiele nowych wieżowców. 

After 12 days of sailing, our ship returned to Amsterdam again. We said goodbye to him at 2 pm. And that the return flight to Gdansk was leaving only at 8 pm we had enough time to walk along the well-known channels of this city. Amsterdam enjoyed the eyes with fresh green. Crowds of tourists, thousands of bicycles, rows of historic tenement houses so similar to those of Gdańsk and churches towering above the buildings... In sunny weather it was worth to refresh the image of this beautiful city:

 

Po 12 dniach żeglugi nasz statek zawinął ponownie do Amsterdamu. Pożegnaliśmy go o godz. 14.00. A że powrotny samolot do Gdańska odlatywał dopiero o 20.00 to był czas na spacer wzdłuż dobrze znanych kanałów tego miasta. Amsterdam cieszył oczy świeżą zielenią. Tłumy turystów, tysiące rowerów, rzędy zabytkowych kamieniczek tak podobnych do tych gdańskich i wystające ponad zabudowę wieże kościołów... Przy słonecznej pogodzie warto było odświeżyć sobie obraz tego pięknego miasta: 

     

 

   
     

At the end of March I returned happily from the first trip of 2018! This time my route led to Central America and the USA. I wanted to start this journey with a week cruise in the Caribbean (in this expensive region for the backpacker this is the best way to reach the islands) Almost until the last minute I waited until the shipping line for only five days before departure from the Miami reduced the fare for a lonely passenger to half of the cabin price. It was a va banque game, because if all the cabins had been previously sold, there would be no such option. The rest for the veteran of world trails was already the proverbial pit. It is not the time when requests for reservations were sent by letter or fax ... And so the plan of the next lonely expedition was completed. You can see her map here, At the beginning I stopped for a short time in Florida. Here is Miami: 

 

W końcu marca wróciłem szczęśliwie z pierwszej podróży 2018 roku! Tym razem mój szlak prowadził do Ameryki Środkowej  i USA. Chciałem rozpocząć tę podróż od tygodniowego rejsu po Karaibach (w tym drogim dla trampa regionie to najlepszy sposób na dotarcie do wysp) Niemal do ostatniej chwili czekałem, aż linia żeglugowa na 5 dni przed wypłynięciem statku z Miami opuści o połowę cenę za kajutę dla samotnego pasażera. To była gra va banque, bo gdyby wcześniej sprzedano wszystkie kajuty, to takiej opcji by wcale nie było. Reszta dla weterana światowych szlaków była już przysłowiową pestką. To nie te czasy, gdy prośby o rezerwacje wysyłało się listem lub faxem... Teraz siada się do komputera i od ręki kupuje się bilety... I tak dopięty został plan kolejnej samotnej ekspedycji. Jej mapkę możecie zobaczyć tutaj, Na początku zatrzymałem się na krótko na Florydzie. Oto Miami:

A street painting festival was taking place in nearby West Palm Beach. There was a lot to see!  

W pobliskim West Palm Beach odbywał się akurat festiwal ulicznego malarstwa. Było co oglądać!

On a Sunday morning, I embarked on my big new ship. Honestly, I do not like it in such giants, resembling a roomy wardrobe, where you can stuff 4,000 noisy passengers. But in such situations, the choice, unfortunately, is determined by the route and price.

 

W niedzielny poranek zaokrętowałem się na mój wielki, nowy statek. Szczerze mówiąc, to ja wcale nie gustuję w takich olbrzymach, przypominających pojemną szafę, w której można upchać 4 tysiące hałaśliwych pasażerów. Ale w takich sytuacjach niestety o wyborze decydują trasa i cena.

The first island we visited was Honduran Roatan, where as the only of these 4,000 passengers of our ship I decided to climb to the highest peak of the island - above all for the view, but also to see the villages and people living there.

 

Pierwszą wyspą, którą odwiedziliśmy był honduraski Roatan, gdzie jako jedyny z tych 4 tysięcy pasażerów postanowiłem wspiąć się na najwyższy szczyt wyspy -  przede wszystkim dla widoku, ale także aby zobaczyć po drodze wioski i żyjących w nich ludzi.

It was also an opportunity to look at the life of Roatan residents and to make some unique photos. Is it possible to imagine that such a little girl would do her homework while guarding her mother's market stall? Look at the picture below ...

 

Była to także okazja, aby przypatrzeć się życiu mieszkańców Roatanu i zrobić przy okazji kilka niepowtarzalnych zdjęć. Bo czy można sobie wyobrazić, aby u nas taka mała dziewczynka odrabiała lekcje pilnując jednocześnie bazarowego straganu swojej mamy? Popatrzcie na zdjęcie poniżej...

The next island on which our ship moored was Harvest Caye, belonging to Belize. This is a miniature of a tropical paradise isolated from the rest of the world, which has been adapted to the needs of tourists. Palms, beaches, pools and... the atmosphere of a beautiful tourist ghetto, from which you can not move anywhere:

 

Kolejną wysepką, na której zacumował nasz statek był Harvest Caye, należący do Belize. To odcięta od reszty świata miniatura tropikalnego raju, który przystosowano do potrzeb turystów. Na pasażerów czeka tu masa (dodatkowo płatnych) rozrywek. Palmy, plaże, baseny i... atmosfera pięknego turystycznego getta, z którego nigdzie nie można się ruszyć:

Then a similar port appeared on our route - Costa Maya, only that it was located not on the island but on the coast of the Yucatán peninsula. Costa Maya is a stylized tourist town with numerous shops and restaurants:

 

Podobnie wyglądał kolejny port na naszej trasie - Costa Maya, tyle tylko, że położony był nie na wyspie, a na wybrzeżu Półwyspu Jukatan. Costa Maya to stylizowane turystyczne miasteczko z licznymi sklepami i restauracjami:

But you can also get to know the Mexican folklore: colorful costumes made of bird feathers and watch the exciting aerial dance of voladores - men fluttering on ropes unwrapping the 30-meter mast. I have seen these performances several times in my life, but they have always aroused my admiration.

 

Ale można tu poznać także meksykański folklor: barwne kostiumy wykonywane z piór ptaków i obejrzeć emocjonujący napowietrzny taniec voladores - mężczyzn fruwających na linach odwijających się z 30-metrowego masztu. Widziałem te popisy już kilkakrotnie w moim życiu, ale zawsze na nowo budziły mój podziw. 

Chętni za opłatą mogli pocałować w nos delfina:

 

 

Costa Maya

The last visited port on the route of our cruiser was located on the large Mexican island of Cozumel. A beautiful promenade with numerous monuments runs here along the coast.

 

Ostatni odwiedzany port na trasie naszego rejsu był położony na dużej meksykańskiej wyspie Cozumel. Wzdłuż wybrzeża przebiega tu piękna promenada z licznymi pomnikami.

 

 

Jest wśród nich pomnik poświęcony wybitnemu badaczowi głębin morskich - Jacquesowi Cousteau, który "odkrył" mało niegdyś znany Cozumel, a dokładniej - otaczające go piękne rafy koralowe dla świata.

Cozumel ma kilka zamkniętych dla ruchu deptaków, konne dorożki dla strudzonych upałem i osobliwy pomnik meksykańskiego Janosika - Pancho Villa siedzącego na ławce przed sklepem, przy którym można się fotografować:

 

 

Among the monuments there is one dedicated to the outstanding explorer of the deep sea - Jacques Cousteau, who "discovered" the once-not-famous Cozumel, or more precisely, the beautiful coral reefs surrounding it.  Cozumel has several pedestrian streets closed for traffic, horse carriages for heat-stressed and a strange statue of Pancho Villa sitting on a bench in front of the shop where you can take photos with him...

 From Cozumel our ship returned to Miami, where I boarded a cheap flight to Havana, the capital of Cuba. I wanted to check how Cuba looks like after 40 years since my first visit. It turned out that not much has changed, and some areas of Havana look even worse than before. Basic food items are still available for pennies, but for coupons. Along the seaside promenade - the Malecon (photo below) you will many ruined buildings with windows covered with boards.

 

Z Cozumelu nasz statek wrócił do Miami, gdzie wsiadłem do samolotu taniej linii lecącego do Hawany - stolicy Kuby.  Chciałem sprawdzić jak wygląda Kuba po 40 latach od mojej pierwszej wizyty. Okazało się, że niewiele się zmieniło, a niektóre rejony Hawany wyglądają gorzej niż dawniej. Podstawowe artykuły żywnościowe wciąż są dostępne za grosze, ale na kartki. Wzdłuż nadmorskiej promenady - Maleconu (zdjęcie poniżej) straszą rudery z oknami zabitymi deskami.

At its eastern end, over the port channel Malecon breaks at a right angle. There is a small fort of San Salvador, turned into a museum. And on the other side of the canal you will see guarding the entrance to the deep port Fortress of the Three Kings Hill (Tres Reyes del Morro) with a lighthouse:

 

Na swoim wschodnim krańcu, nad portowym kanałem Malecon załamuje się pod kątem prostym. Stoi tam mały fort San Salvador, zamieniony na muzeum. A po drugiej stronie kanału strzeże wejścia do głębokiego portu Forteca Wzgórza Trzech Króli (Tres Reyes del Morro) z latarnią morską: 

 

 

Forteca udostępniona jest do zwiedzania (wstęp 5 CUC) a na druga stronę kanału - do dzielnicy Casablanca można przepłynąć małym promem odpływającym często z oszklonego terminalu za przystanią wycieczkowców. Za przejazd płaci się tylko 1 CUP w gotówce - przy wejściu na prom. I tu pora przypomnieć, że na Kubie wciąż są dwie waluty: CUC [czyt. kuk] które dostaje zagraniczny turysta wymieniając przywiezioną twardą walutę (lepiej przywieźć euro, bo nie lubiany dolar jest obciążony tutaj dodatkowym 10% podatkiem) oraz CUP - w którym wypłacają pensje Kubańczykom. Za 1 CUC można dostać w casas de cambio lub u ludzi praktycznie 24 CUP. 

Ponad przystanią Casablanca wysoko na zboczu stoi biały, 20-metrowy pomnik Cristo de la Habana - na pewno wart zobaczenia.

 

The fortress is open to visitors (entry fee 5 CUC) and to the other side of the canal - Casablanca district - you can cross canal the by a small ferry that often leaves the glassed terminal behind the cruise terminal. Only 1 CUP is paid for travel - at the entrance to the ferry. And here it is time to recall that in Cuba there are still two currencies: CUC [read kuk] which gets a foreign tourist exchanging imported hard currency (it is better to bring the euro, because the unliked dollar is burdened with an additional 10% tax) and CUP - in which they pay salaries to Cubans. For 1 CUC you can get  in casas de cambio or from the people practically 24 CUP.

Overlooking the Casablanca ferry dock high on the slope stands the 20-metre monument of Christ de la Habana - well worth to see.

     

After Fidel's death, cruise ships started visiting Havana at the time I was there just one of them sailed from the port and I could photograph him in the company of Neptune standing on the plinth:

 

Po śmierci Fidela do Hawany nareszcie zaczęły zawijać statki wycieczkowe - akurat jeden taki wypływał z portu i mogłem go sfotografować w towarzystwie stojącego na cokole całkiem ładnego Neptuna:

The very center of the Old Town presents itself nicely with several well-kept squares surrounded by arcaded buildings. On one of these squares stands a renovated Catholic cathedral:

 

Ładnie prezentuje się samo centrum Starego Miasta z kilkoma dobrze utrzymanymi placami otoczonymi przez podcieniowe budowle. Na jednym z tych placów stoi odnowiona katolicka katedra: 

To this area of the city, tourist groups are brought in so the people will bring from Cuba a positive image of the country . And yet most of the streets of the vast Old Havana look different - as in the picture below. In such a lively street, I lived in a private accommodation ("casa particular") with very nice local people.

 

W ten rejon miasta przywozi się turystyczne grupy, by wywiozły z Kuby pozytywny obraz kraju. A przecież większość uliczek rozległej Starej Hawany wygląda inaczej - tak jak na zdjęciu poniżej. W takiej uliczce tętniącej życiem mieszkałem na prywatnej kwaterze ("casa particular") u bardzo sympatycznych ludzi.

 

Ciekawe, że spacerując tymi zaniedbanymi uliczkami nawet po zmroku nie czułem zagrożenia. Turyści w tym rejonie pojawiają się rzadko, na pojedynczego cudzoziemca nikt nie zwraca uwagi. To daje możliwość przyglądania się do woli tego, co dzieje się wokół. Można też dyskretnie zrobić zdjęcie - na przykład takiemu gazeciarzowi z cygarem w zębach. Zwróciłem uwagę na to, że sprzedawał on założoną przez Fidela gazetę "Gramna".

It is interesting that walking through these neglected streets, even after dark, I did not feel a threat. Tourists in this region appear rarely, nobody pays attention to a single foreigner. It gives you the opportunity to look at the will of what is happening around you. You can also discreetly take a picture - for example, a newspaper man with a cigar in his teeth. I noticed that he was selling the "Gramna" newspaper that Fidel founded. 

Ulice Kuby to prawdziwe muzeum motoryzacji. Obok archaicznych pojazdów z różnych okresów kursują tam wciąż rowerowe i motocyklowe riksze. Wciąż widzi się wypucowane fiaty 126p polskiej produkcji i wysłużone radzieckie łady.

Streets of Cuba are a real museum of motorization. In addition to archaic vehicles from various periods there are still cycling and motorcycle rickshaws. One can still see the polished Fiats 126 of Polish production and well-worn Soviet ladas.

What may positively surprise in the city landscape are the renovated and painted in pastel colors the great old cruisers made before the socialist era. Among them, the aristocracy are cabriolets. They operates as vehicles for rent, you can take it for a tour around the city with local driver. Unfortunately, this is a fairly expensive service - you pay from $ 40 per hour.

 

To, co może pozytywnie zaskoczyć w krajobrazie miasta to wyremontowane i pomalowane na pastelowe kolory wielkie stare krążowniki szos sprzed ery socjalizmu. Wśród nich arystokracją są kabriolety. Funkcjonują one jako pojazdy do wynajęcia, można nimi odbyć wycieczkę po mieście z kubańskim kierowcą. Niestety jest to dość droga usługa - płaci się od 40 dolarów za godzinę.

 

 

Niektóre archaiczne pojazdy funkcjonują tu jako zbiorowe taksówki i takim starym autem, wypełnionym zbieraniną turystów wybrałem się do miasteczka Vinales. Chciałem zobaczyć słynne kubańskie Mogoty. 180 km dystansu taka landara pokonuje w 3 godziny.

Some archaic vehicles function here as collective taxis and I went to the small town of Vinales with such an old car filled with a foreign tourists. I wanted to see the famous Cuban Mogotes. 180 km of distance such a junk defeats in 3 hours.

Mogotes are limestone hills of various shapes - sometimes very fancy. It is not a large area and if you have two days you can walk around it. Alternatively, the most interesting places can be reached by rented bicycle or by shared taxi:

 

Mogoty to wapienne wzgórza o różnych kształtach - czasem bardzo fantazyjnych. Nie jest to duży obszar i jeśli ma się ze dwa dni czasu to można je obejść pieszo. Alternatywnie do najciekawszych miejsc można dojechać wypożyczonym rowerem lub składkową taksówką:

When on the next day I marched along Salud street to the public bus stop, which for 1 CUP took me to the airport, the florists who were always in the morning in this street said goodbye to me. Sunflowers are very popular in Cuba. Maybe because other cut flowers in the heat there will not last long. I thought to myself: this lovely Cuba!

 

Kiedy następnego dnia maszerowałem ulicą Salud do przystanku publicznego autobusu, który za 1 CUP miał mnie zawieźć na lotnisko żegnały mnie kwiaciarki urzędujące zawsze rano w tej ulicy. Bardzo popularne na Kubie są słoneczniki. Może dlatego, że inne kwiaty cięte w panującym tam upale długo nie przetrwają. Pomyślałem sobie: sympatyczna ta Kuba!

Then another cheap airline will took me to Cancun on Yucatan Peninsula. It was already my fourth visit to Mexico, but as usual I chosen such a places, who were not visited before. Cancun is well-known holiday destination, with nice beaches and luxury hotels. See- and sun lovers are coming here by planes from all over the world. The recreational part of Cancun lies actually on a long, narrow island connected by bridges to the mainland. I wandered this island up to "kilometer 18"

 

Potem kolejna tania linia lotnicza zabrała mnie do Cancun na Jukatanie. Była to moja czwarta wizyta w Meksyku, ale jak zawsze wybrałem takie miejsca, których nie widziałem przedtem. Cancun jest znaną miejscowością wczasową, z pięknymi plażami i licznymi hotelami. Przylatują tu samolotami amatorzy morza i słońca z całego świata. Wypoczynkowa część Cancunu leży właściwie na długiej, wąskiej wyspie połączonej mostami z lądem stałym. Wędrowałem po tej wyspie aż do "kilometro 18"

In Cancun began my big, epic bus trip, which after traveling over 5000 kilometers was to lead me to Los Angeles, California. It was a big challenge. The first stage - 4.5 hours of driving - led to the colonial town of Merida, where I lived in the nice Hostal Ermita - one of the nicest hostels on my route. Ermita is a nice place to meet other independent travelers. There was even a small swimming pool available for travelers:

 

W Cancun rozpoczęła się moja wielka autobusowa podróż, która po przebyciu ponad 5000 kilometrów miała mnie doprowadzić do Los Angeles w Kaliforni. To było wielkie wyzwanie. Pierwszy etap - 4,5 godziny jazdy - wiódł do kolonialnego miasta Merida, gdzie zamieszkałem w sympatycznym Hostal Ermita - jednym z najsympatyczniejszych hosteli na moim szlaku. Do dyspozycji podróżników był tu nawet mały basen:

 

W Meridzie jest ładna katedra o szerokiej fasadzie, kilka kolonialnych kościołów - jak ten na zdjęciu obok i arkady wokół rynku i uliczki pełne kolorowych, parterowych domów. Ale wydarzeniem pierwszego dnia był koncert typowego meksykańskiego zespołu muzycznego - kapeli mariachis na głównym placu starego miasta (zdjęcie poniżej). Pięknie grali...

In Merida there is a cathedral, a few colonial churches - like the one in the picture, and small streets full of colorful, one-story houses. But the event of the first day was a concert of a typical Mexican band - mariachis band on the main square of the old town (see picture below).

 

 

 

Przy tym samym placu na romantyczne pary i bogatych turystów czekają eleganckie dorożki. Ci, którzy wolą tańszy sposób zwiedzania miasta mogą wybrać czerwony double-decker, który ma początkowy przystanek tuż za nimi...

 

In the same square, elegant horsecarts are waiting for romantic couples and rich tourists. Those who prefer a cheaper way of exploring the city can choose a red double-decker, which has an initial stop right behind them...  

 

 

 

Przypadkiem przed jednym z kościołów trafiłem na ślub. Na państwa młodych czekał przed wyjściem szpaler przyjaciół z białymi balonikami, które zostały wypuszczone w powietrze, gdy para ukazała się w drzwiach kościoła.

 

 

It happened by coincidence that I was in front of one of the churches to see local marriage ceremony . A group of friends with white baloons were waiting for the just married outside the church to released them when the charming pair appeared...

 

Po zmroku najważniejsze budowle miasta Meridy są pięknie iluminowane

After dark, the most important buildings of the city of Merida are beautifully illuminated.

Z Meridy zrobiłem sobie całodzienną wycieczkę do ruin miasta Majów w Uxmal - to 1,5 godziny jazdy autobusem za 65 pesos.

From Merida, I made a day trip to the ruins of the Mayan city in Uxmal - it's a 1.5 hour bus ride for 65 pesos each way:

 

 

 

Kiedy po raz pierwszy byłem na Jukatanie w 1989 roku nie miałem dość czasu i pieniędzy, aby zboczyć do Uxmal. Nadrobiłem to teraz i jestem przekonany, że warto tam zajrzeć. Przy bramie trzeba kupić dwa różne bilety  płacąc łącznie 243 pesos. Zaraz za wejściem do kompleksu otwiera się widok na imponującą, wysoką prawie na 40 metrów piramidę czarownika (zdjęcie powyżej). Potem wszyscy turyści kierują swe kroki do pałacu gubernatora (zdjęcie poniżej), Na ścianach budowli zachowały się wspaniałe płaskorzeźby... 

 

 

When I was in Yucatan for the first time in 1989, I did not have enough time and money to make a side trip to Uxmal. I have made it now and I am convinced that it is worth to be there. At the gate you have to buy two different tickets. paying a total of 243 pesos. Immediately behind the entrance to the complex, there is a view of the impressive, nearly 40 meters high magician's pyramid (photo above). After that, all tourists are heading to the governor's palace (picture below). On the walls of the buildings there are wonderful reliefs...

 

 

 

 

Zwiedzenie kompleksu ruin w Uxmal zabrało mi nieco ponad 2 godziny. Tyo były jednak dwie godziny spędzone w niesamowitym upale. Zabierzcie ze sobą odpowiedni zapas wody! Niezależnie od czapki czy kapelusza warto posmarować nos i policzki sunscreenem.

 W Uxmal zachowało się boisko do gry w pelotę. Przez umieszczone wysoko kamienne ucho widoczne na zdjęciu obok trzeba było  przerzucić ciężką piłkę odbijaną kolanami, biodrami i przedramionami. Kapitana przegranej drużyny pozbawiano głowy. Brrr,,,

Visiting the complex of ruins in Uxmal took me just over 2 hours. Tyo, however, were two hours spent in the incredible heat. Take an adequate supply of water with you! Regardless of the hat or cap, it is worth to rub the nose and cheeks with sunscreen.
  In Uxmal, the pelota playing court has survived. The heavy ball, bent over knees, hips and forearms, was placed through the high stone ring visible in the picture. The captain of the lost team was deprived of his head. Brrr,,,

The pyramid, which protrudes above the green carpet of plants, resembles me Tikal in Guatemala:  

Wystająca ponad dywan roślinności piramida przypominała mi Tikal w Gwatemali:

PaI returned to Merida, and on the next day, I took a bus to Palenque, Chiapas. The trip lasted 9 hours. This city is also famous for its monuments from the Mayan civilization. At the entrance to Palenque you will find such a monument of Maya:

 

Z Uxmal wróciłem do Meridy, by następnego dnia pojechać autobusem do Palenque w stanie Chiapas. Podróż trwała aż 9 godzin. To miasto również słynie z zabytków z okresu cywilizacji Majów. U wjazdu do Palenque znobaczycie taki pomnik Maja:

 

Palenque jest niewielkie - można je obejść w pół godziny. Przed małym kościółkiem Indianki sprzedają własnoręcznie wyprodukowane kolorowe serwetki i torby, a turyści fotografują się przy napisie z nazwą miasteczka. Takie napisy z nazwami widziałem ustawione w wielu miastach Meksyku.

Palenque is small - you can get around in half an hour. In front of a small church indigenous ladies sell hand-made colored rugs and bags, while tourists photograph themselves at the inscription with the town's name. I've seen such inscriptions with names set up in many cities in Mexico.

 

Chleb, taki, jaki jadamy w Polsce jest nieosiągalny. Tostowy chleb można dostać w kilku sklepach - m.in. popularnym supermarkecie Oxxo (34 pesos za duże opakowanie), ale miejscowi wciąż wolą tradycyjne placuszki z kukurydzianej mąki - tortillas, produkowane półautomatycznie w tortilleriach i sprzedawane na wagę po 16,50 pesos za kilogram.

 

 

Toast bread can be obtained in several stores - including a popular Oxxo supermarket (34 pesos for a large pack), but the locals still prefer the traditional corn tortillas, made semi-automatically in tortillerias and sold at 16.50 pesos per kilogram.

 

 

 

Famous ruins of Palenque are located 7 kms out of the town - frequent minibuses take there tourists for 20 pesos. Entry tickets cost 103 pesos. The most impressive in the complex is the Pyramid of Inscriptions:

 

Słynne ruiny Palenque znajdziecie 7 kilometrów za miastem. Często kursujące mikrobusy dowożą tam turystów za 20 pesos. Wstęp kosztuje 103 pesos. Najbardziej imponująca budowlą kompleksu jest Piramida Inskrypcji:

I was also interested in a relatively well-preserved palace with many bas-reliefs on the walls:

 

Mnie zaciekawił także stosunkowo dobrze zachowany pałac z wieloma płaskorzeźbami na ścianach:

 

 

 

Wydobyty z piramidy sarkofag miejscowego króla eksponowany jest w ciekawym muzeum zbudowanym przy dojazdowej szosie. Ale w Palenque jest do oglądania znacznie więcej budowli, na niektóre można wchodzić dla lepszych widoków. Poniżej - grupa Cruz:

 

The sarcophagus of the local king, excavated from the pyramid, is displayed in an interesting museum built on the access road. But in Palenque, there are many more buildings to see, and some can be climbed for better views. Below - Cruz group:

Tourist agencies in Palenque also offer trips to nearby waterfalls. I paid 180 pesos for the transport itself and went with them first to the nice 35-meter waterfall Misol-ha, under which the path goes to the small cave: 

 

Agencje turystyczne w Palenque oferują także wycieczki do pobliskich wodospadów. Zapłaciłem 180 pesos za sam transport i pojechałem z nimi najpierw do ładnego 35-metrowego wodospadu Misol-ha, pod którym przechodzi sie ścieżką do małej groty:

As part of the same trip, we then went to the Agua Azul waterfalls. These are even more spectacular. It is actually a whole stream of small waterfalls and cascades along which a convenient path was built for tourists' convenience:

 

W ramach tej samej wycieczki pojechaliśmy potem do wodospadów Agua Azul. Te są jeszcze bardziej spektakularne. Jest to właściwie cały ciąg niewielkich wodospadów i kaskad wzdłuż których wybudowano dla wygody turystów wygodną ścieżkę:

For admission to Misol-ha you have to pay an additional 30 pesos, and Agua Azul - 40.


On the next day, I drove the bus further north to reach the large city of Villahermosa after just two hours:

 

Za wstęp do Misol-ha trzeba zapłacić dodatkowo 30 pesos, a do Agua Azul - 40.

Kolejnego dnia pojechałem autobusem dalej na północ, by już po dwóch godzinach dotrzeć do dużego miasta Villahermosa. Na głównym placu stoi tam ładny ratusz: 

Główną atrakcją Villahermosy jest park, w którym ustawiono (wśród innych eksponatów) sprowadzone z La Venta głowy Olmeków. O ich zobaczeniu marzyłem od wielu lat. I marzenie się spełniło. Głowy - jak widać na zdjęciu - mają około dwóch metrów wysokości. Niestety jest ich tam zaledwie kilka.

The main attraction of Villahermosa is the park, where (among other exhibits) the heads of the Olmecs brought from La Venta ore on display. I have dreamed of seeing them for many years. And the dream came true. The heads - as you can see in the picture - are about two meters high. Unfortunately, there are only a few of them.

 

 

   

W parku La Venta spotkałem kilka grup studentów, którzy prosili mnie o udzielenie wywiadu (taką mieli zadaną pracę domową). No to udzieliłem - jednej grupie, drugiej grupie, trzeciej... Czwartej niestety musiałem odmówić.   :) Ale byli bardzo sympatyczni...

In the La Venta park, I met few groups of students who asked me for an interview (this had such a homework). Well, I gave - one group, the second group, the third ... Unfortunately, I had to refuse the fourth group... But they were very nice ...

 

I was going from Villahermosa 8.5 hours by next bus to the port city of Veracruz, known to me only from the westerns. It turned out that the Plaza de Armas is surrounded by beautiful arcades:

 

Z Villahermosa jechałem autobusem 8,5 godziny do portowego miasta Veracruz, znanego mi wcześniej tylko z westernów. Okazało się, że tamtejszy Plaza de Armas otoczony jest pięknymi arkadami:

 

Są tu także liczne parki, a w nich egzotyczne drzewa z niezwykłymi kwiatami - popatrzcie na zdjęcie obok - nie wiem nawet, jak to się nazywa, ale na pewno może wywołać zachwyt...

 

 

There are also numerous parks here, and in them exotic trees with unusual flowers - look at the picture on the right column - I do not even know what it's called, but it can certainly trigger admiration ...

 

 

Byłem mile zaskoczony, gdy okazało się, że najstarszy kościół w Veracruz to kościół Santo Cristo de Buen Viaje czyli inaczej Kościół Podróżników. Do tego przed kościołem ujrzałem pomnik polskiego papieża - Jana Pawła II.

I was pleasantly surprised when it turned out that the oldest church in Veracruz is the church of Santo Cristo de Buen Viaje or the Church of the Travelers. In addition in front of the church I saw a monument of the Polish Pope - John Paul II.

And in the evening at Plaza de Armas there was a great fiesta - performances of Mexican folk bands lasting several hours. The music rang, the skirts skipped, the shoes boasted the fandango rhythm! The fun was excellent...

In the morning I have to jump on the next bus - to Tampico. It took me all day to get there, but I still had a chance to see the old part of the city - nicely illuminated in the evening. Due to the iron balconies it reminded me New Orleans:  

 

A wieczorem na Plaza de Armas była wielka fiesta - trwające kilka godzin występy meksykańskich zespołów folklorystycznych. Grzmiała muzyka, furkotały spódnice, trzewiki wybijały rytm fandanga! Zabawa była doskonała...

A wcześnie rano trzeba było jechać dalej - do Tampico. Ten etap podróży zabrał mi niemal cały dzień, ale mimo to zdążyłem obejrzeć starą część miasta, pięknie iluminowaną wieczorem. Żelazne balkoniki domów przypomniały mi Nowy Orlean:

My trail led me onward to the Mexican city of Monterrey, which I knew from the TV black & white series "Zorro" (1957). When I got there after many hours of bus ride it turned out that the real Monterrey is located at the foot of the picturesque mountains and has many nice public buildings - including the state palace surrounded by fountains:

 

Mój szlak wiódł dalej do meksykańskiego miasta Monterrey, które znałem z serialu "Znak Zorro" (1957) emitowanego tuż po pojawieniu się w Polsce telewizji. Gdy dotarłem tam po wielu godzinach jazdy autobusem okazało się, że prawdziwe Monterrey położone jest u stóp malowniczych gór i ma wiele ładnych budynków publicznych - między innymi otoczony fontannami pałac rządu stanowego:

Faro del Comercio

 

Monterrey ma także ładną katedrę (na zdjęciu powyżej), a na skwerze  naprzeciw katedry kontrowersyjny 70-metrowy obelisk w kolorze ochry nazywany El Faro del Comercio. Ponad centralną częścią miasta dominuje Cerro de la Silla - masyw górski z charakterystycznymi zębami (zdjęcie poniżej). Monterrey leży na wysokości 540 metrów nad poziomem morza i upał jest tu mniej dokuczliwy.

Monterrey also has a nice cathedral (pictured above), and on the square opposite the cathedral a controversial 70-meter obelisk in ocher color called El Faro del Comercio. Cerro de la Silla - a mountain range with characteristic teeth is dominating above the central part of the city (photo up left). Monterrey lies at an altitude of 540 meters above sea level and the heat here is less annoying.

 The American Greyhound bus line has a branch in Mexico and a service from Monterrey to the US border. I used it and crossed this border in Laredo. Was this how I imagined the border river of Rio Grande? Look at the photo below:

 

Amerykańska linia autobusowa Greyhound ma swój oddział w Meksyku i oferuje serwis z Monterrey do granicy USA. Skorzystałem z niego i przekroczyłem tę granicę w Laredo. Czy tak wyobrażałem sobie graniczną rzekę Rio Grande? Popatrzcie na zdjęcie poniżej:

The little town of Laredo on the American side of the border is small and full of signboards in Spanish. There are many exchange offices exchanging currencies - mainly Mexican pesos. I stayed here only for a short time, I walked under the arcades stretching along the streets and departed soon - again by bus...

 

Miasteczko Laredo po amerykańskiej stronie jest niewielkie i pełne napisów w języku hiszpańskim. Funkcjonuje tu wiele kantorów wymieniających waluty - przede wszystkim meksykańskie pesos. Zatrzymałem się tu na krótko, pospacerowałem pod podcieniami ciągnącymi się wzdłuż ulic i ruszyłem w dalszą drogę - znów autobusem...

Greyhound's bus brought me to San Antonio, Texas. I was here many years ago - in 1981, when I was traveling with the same Greyhound across the US from the ocean to the ocean. But it was necessarily a very short stopover. However, I managed to visit the famous Alamo mission. I directed my first steps there and now, but in the evening the mission was already closed:

 

Autobus Greyhounda dowiózł mnie do San Antonio w Teksasie. Byłem tu już wiele lat temu - w 1981 roku, gdy z tym samym Greyhoundem przemierzałem USA od oceanu do oceanu. Ale to był z konieczności bardzo krótki stopover. Zdążyłem jednak wtedy zwiedzić słynną misję Alamo. Tam i teraz skierowałem swoje pierwsze kroki, ale pod wieczór misja była już zamknięta: 

In fact, I stopped this time in San Antonio to hike the Mission Trail - a trail connecting the four former Catholic missions  founded by the Spaniards. The group of these four missions is on the UNESCO World Heritage Sities list. I started in the morning  from the Alamo mission. After over an hour of walking, I came to the mission of Concepcion:

 

Tak naprawdę to zatrzymałem się tym razem w San Antonio by przejść Mission Trail - szlak łączący cztery dawne misje katolickie założone jeszcze przez Hiszpanów. Zespół tych czterech misji jest na liście World Heritage Sities UNESCO. Wyruszyłem rano od misji Alamo. Po ponad godzinie marszu dotarłem do misji Concepcion:

All these missions are alive - services for the local population are celebrated there. And admission to everyone is free. After visiting Cancepcion, I walked comfortable bicycle path built along the San Antonio River to the next mission - San Jose. This one is the biggest and in my opinion the most interesting on the whole route:

 

Wszystkie te misje żyją - odprawia się w nich nabożeństwa dla miejscowej ludności. I wstęp do wszystkich jest bezpłatny. Po zwiedzeniu Cancepcion pomaszerowałem wygodna ścieżką rowerową wybudowana wzdłuż rzeki San Antonio do następnej misji - San Jose. Ta jest największa i moim zdaniem najciekawsza na całym szlaku:

In San Jose delights the carved facade of the church, the side "window of the rose" and impresses the great size of the mission. Now I was still over an hour's walk to the San Juan Capistrano mission:

 

W San Jose zachwyca rzeźbiona fasada kościoła, boczne, pięknie zdobione "okno róży" i imponują wielkie rozmiary misji z kwaterami Indian wzdłuż murów. Teraz czekała mnie jeszcze ponad godzina marszu do misji San Juan Capistrano:

In San Juan, I found the mission church closed, because it is the area is the national park and the ranger went somewhere - sorry. I noticed that San Juan is a smaller and rather modest mission - probably the least interesting in the whole chain... The last leg of the walk was the shortest one - I went under an hour among riverside meadows full of blooming flowers before I reached the Espada mission. Cozy church, they opened there mini-museum:

 

W San Juan zastałem misyjny kościół zamknięty, bo jest to teren parku narodowego i ranger gdzieś akurat wyszedł - sorry. Odnotowałem, że San Juan jest mniejszą i skromną misją - chyba najmniej ciekawą w całym łańcuchu...  Ostatni odcinek marszu był najkrótszy - szedłem poniżej godziny wśród nadrzecznych łąk pełnych kwitnących kwiatów nim dotarłem do misji Espada. To mała, ale ciekawa misja z przytulnym kościółkiem, jest tu też mini-muzeum:

And here - in the last mission on the Mission Trail I met a lovely ranger, Carmelita. "Did you walk on foot 18 miles from the Alamo? Usually, people are riding this trail on bicycles! - she did not want to believe me. In the end, she congratulated me on an unusual feat. And she checked that the last bus comes back to San Antonio in 15 minutes - at 17.20. I was happy and happy - it was a special day!

 

I tu - w ostatniej misji na Mission Trail spotkałem uroczą rangerkę Carmelitę. -Przeszedłeś na piechotę tych 18 kilometrów od Alamo?Zazwyczaj ludzie jadą tym szlakiem na rowerach! - nie chciała mi wierzyć. W końcu pogratulowała mi niecodziennego wyczynu. I sprawdziła, że ostatni autobus wraca stąd do San Antonio za 15 minut - o 17.20. Byłem zadowolony i szczęśliwy - to był wyjątkowy dzień!

The next morning, the most difficult stage of the entire trip, which is quite a challenge, began - a 28-hour bus trip to Los Angeles. Among the crying negro children and dark-skinned passengers with an oversize bodies. Once on the way, I changed the bus once and moved the time twice. Texas, New Mexico, Arizona, California. It went quite well! Then I rested in a friend's house. They even find a time to show me the curiosity: Crystal Cathedral in Anaheim near Los Angeles:

 

Następnego ranka rozpoczął się bodaj najtrudniejszy etap całej podróży, będący nie lada wyzwaniem - 28-godzinna podróż autobusem do Los Angeles. Wśród plączących murzyńskich dzieci i ciemnoskórych pasażerów o ponadnormatywnej tuszy. Raz po drodze zmieniałem autobus i dwa razy przesuwałem czas. Teksas, Nowy Meksyk, Arizona, Kalifornia. Poszło zupełnie nieźle! Odpocząłem potem w domu przyjaciół. Zdążyli mi jeszcze pokazać ciekawostkę: Kryształową Katedre w Anaheim pod Los Angeles:

Two days later Norwegian Airlines took me to Gdansk via Oslo. One more great trip ended successfully. It is time to think about the next one! :)

 

Norwegian Airlines przywiozły mnie do Gdańska via Oslo. Jeszcze jedna wspaniała podróż zakończona sukcesem. Pora pomyśleć o następnej!  :)

Hot messages and photos from this expedition can be found in my travel log  

Pisane na gorąco wiadomości i fotki z tej trasy możecie znaleźć w moim dzienniku podróży

 
     

 

Between the voyages I am giving lectures and slide-shows in the clubs and public libraries around Poland. The money I earn on this way is always converted into the new air tickets.

In the International Sailor's Club "Zejman" I was talking about the Far North of Russia, and recently - about my 12th Voyage around the world:

"Zejman" has a very special atmosphere. It is the meeting place of the sailors and travelers located in the heart of the Old Town in Gdansk.

 

 

Okresy między podróżami wykorzystuję także na prelekcje i spotkania autorskie w klubach i bibliotekach. Zazwyczaj takie imprezy połączone są z promocją mojej książki "Na siedem kontynentów". Mile do dziś wspominam właśnie takie perfekcyjnie zorganizowane spotkanie w Wojewódzkiej Bibliotece Pedagogicznej w Słupsku:  

W gdańskim klubie "Zejman" opowiadałem nie tak dawno o arktycznej Rosji (fot. obok), a ostatnio także o mojej Dwunastej Podróży Dookoła Świata.

     

 My website is winning more and more fans...   At the beginning of the year 2003 the counter installed on my web pages took down 90 thousands calls. In June 2006 I had the celebration -  it reached a million!  On November 13th, 2015 counter showed 4,000,000 page views. The reader who noted this event and sent me congratulations received the gift brought by me from the world.

I think it is quite a lot concerning such a private website. The statistics are also interesting: most of the calls (about 70%) come from Poland. From abroad most guests comes from Great Britain and France. At the end of the rank unexpectedly appeared residents of very strange countries like Taiwan, Mexico and Saudi Arabia... In my own country most visitors come from Warsaw, Cracow, Wroclaw and from my home Gdansk.  

 It is real problem for me when to translate my www pages to English. So far only about 15 percent of them are translated, I have not enough time and nobody wants to help me. Pity!   I would like to share my travel knowledge also with the people from abroad.

Regarding pages not translated to English: there is still a lot of pictures to see.  I was  working hard to complete my web pages: you can spend many hours in front of the screen...  I hope that many people will take the advantage of my experience... And they do...  Unfortunately there are also journalists who copy parts of my pages,  then they add something and publish the whole story as their text...    Shame, ladies and gentlemen...

  I am also receiving a lot of e-mails with questions related to travel  - not only from Poland but also from  the world...   I try to response every letter but unfortunately I cannot spend to much time for this - a lot of other activities is waiting for me... I fall behind with publishing reports from my consecutive  journeys.

I recorded the radio program, talking about my recent travels and I gave also an interview for the Polish site in Vilnius - Lithuania - you can read it here. After years "Poznaj Świat" ("Discover the world") magazine published again my article - about Ogasawara Islands. There were also my articles about Egyptian Sahara in "Rzeczpospolita" ("The Republic") and my "Terres Australes" piece (Crozet & Kerguelen Is.) published in "Podróże" magazine.    More on my writing you will find on the web page "my publications"  and full listing of recently published articles on: "ARTICLES" .  

I spend my life traveling, writing, giving lectures and the slide-shows. Readings and preparations for the future voyages also take a lot of my time. Next target is already defined and I cheap air tickets are waiting on my desk!

Love to all of you!  

July 12th,  2018                                       Wojtek   

 

Mój internetowy serwis zyskuje coraz więcej sympatyków...  Na początku roku 2003 licznik zainstalowany na moich stronach odnotował 90 tysięcy wywołań. Na początku czerwca 2006 obchodziłem jubileusz: milionowe wywołanie mojego serwisu. 13 listopada 2015 licznik pokazał 4 miliony wyświetleń mojej strony. Czytelnik, który odnotował to wydarzenie i przesłał mi gratulacje otrzymał ode mnie upominek przywieziony ze świata.

Program statystyczny, który zainstalowałem na moich internetowych stronach pokazuje codziennie do 1000 wywołań.  Ciekawa jest statystyka tych wywołań: najwięcej, bo około 70% pochodzi z Polski. Spośród innych krajów najwięcej mam kolejno gości z Wielkiej Brytanii i Francji.  Pod koniec listy pojawiają się ku mojemu zaskoczeniu bardzo dziwne kraje: Tajwan, Meksyk czy Arabia Saudyjska...   W kraju najwięcej sympatyków mam w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i rodzinnym Gdańsku.

Materiału w moim serwisie jest na wiele godzin oglądania - włożyłem w jego opracowanie bardzo dużo pracy z myślą o tym, by z moich doświadczeń mogli skorzystać inni globtroterzy... I korzystają...     Niestety nie wszyscy korzystają z zawartości moich stron w dozwolony sposób - są tacy dziennikarze, którzy przepisują teksty z moich stron, dodają coś od siebie i... publikują całość podpisując swoim nazwiskiem...   Doprawdy wstyd panie i panowie!...

Dostaję e-mailem wiele pytań od podróżników, nie tylko z Polski ale i ze świata - staram się na wszystkie listy odpowiadać, ale niestety nie mogę na to poświęcić zbyt dużo czasu... Jak się zapewne domyślacie nie wszystkie listy są poważne... - czasem np. dostaję do rozwiązania zadania z geografii... Traktuję to z humorem... 

Nagrałem kolejną audycję radiową o moich podróżach i udzieliłem wywiadu dla polskiego portalu w Wilnie - możecie go przeczytać tutaj. Po latach miesięcznik "Poznaj Świat" znów opublikował mój artykuł - o japońskich wyspach Ogasawara. Ostatni mój artykuł w  "Rzeczpospolitej" traktował  o podróży przez Egipską Saharę. W "Podróżach" ukazał się mój artykuł o Francuskiej Subantarktyce - archipelagach Crozeta i Kerguelena.  Więcej o moim pisaniu przeczytacie na stronie moje publikacje  a pełny wykaz ostatnich artykułów na stronie ARTYKUŁY.  

         Podróże i działalność publicystyczna wypełniają mi aż nadto mój czas.  Nie nadążam z publikowaniem relacji z kolejnych wyjazdów. Kilka kolejnych ciekawych projektów nowych ekspedycji jest w opracowaniu - wiecie dobrze, że plany takich samotnych eskapad do rzadko odwiedzanych miejsc wymagają solidnego przygotowania... Są już wyznaczone następne cele i kupione okazyjnie tanie bilety lotnicze leżą na biurku! 

Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich   

 

2018.07.12                                                      Wojtek

Travel snapshots from recent years --- Migawki z podróży ostatnich lat

Podróże roku 2017

Podróże roku 2016

Podróże roku 2015

Podróże roku 2014

Podróże roku 2013

Podróże 2010-2012

 

Back do the main directory                                                            Powrót do głównego katalogu